Nie wszyscy do euro

Jacek Zalewski
18-09-2008, 00:00

Na łamach "PB" relacje polsko-szwedzkie zyskują wymiar szczególny, jako że przecież w Sztokholmie bije serce naszej wydawniczej rodziny i wychodzi "Dagens Industri", najstarszy brat "Pulsu". I właśnie w takich kategoriach postrzegamy wczorajszą krótką wizytę premiera Donalda Tuska u jego kolegi Fredrika Reinfeldta. Szwedzki premier rządzi dwa lata, od przełamania przez centroprawicową koalicję wieloletniej hegemonii socjaldemokratów, ale obecnie notowania jego gabinetu ostro dołują. Obaj premierzy widywali się już na rozmaitych szczytach, ale wczorajsza wizyta była ich pierwszym kontaktem dwustronnym. Niezależnie od bieżących problemów, Reinfeldta różni od Tuska bardzo istotna okoliczność — otóż stanowisko premiera jest najwyższym w jego karierze, bo w monarchii prezydentura nawet nie może się przyśnić.

Na szczytach Rady Europejskiej przywódcy Polski i Szwecji w ostatnich latach nie byli tą parą, która miałaby coś szczególnie ważnego do omówienia na uboczu. Szefowie polskich delegacji poświęcali kuluarową uwagę spotkaniom z przywódcami Niemiec, Francji czy Wielkiej Brytanii. Ale obecnie się to zmieniło — od czasu, gdy za sprawą ministra Radosława Sikorskiego, pozostającego w bliskich relacjach z jego odpowiednikiem Carlem Bildtem, Szwecja podpisała się jako współautor pod polską koncepcją tzw. wschodniego partnerstwa Unii Europejskiej. Przypomnijmy, że jest ono skierowane do Ukrainy, Mołdawii, Gruzji, Azerbejdżanu i Armenii, a na poziomie technicznym również do Białorusi.

Wczoraj obaj premierzy zdecydowanie potwierdzili znaczenie tego dalekowzrocznego planu, zwłaszcza w kontekście konfliktu rosyjsko-gruzińskiego. Donald Tusk traktuje wschodnie partnerstwo ambicjonalnie, a już się zorientował — czego wciąż nie przyjmuje do wiadomości prezydent Lech Kaczyński — że w unijnych realiach samotnik nie ma szans na przebicie się z nawet najmądrzejszym pomysłem. Właśnie dlatego pomoc Szwecji — czyli państwa ze starej Piętnastki, chociaż nie z twardego jądra — ma dla Polski tak wielkie znaczenie polityczne. Szwedzi zajmują północną flankę wspólnoty i dalsze rozszerzanie UE w tamtą stronę nie jest możliwe — chyba że o Norwegię — dzięki czemu spoglądają całościowo i doceniają znaczenie kierunku wschodniego, a nie tylko południowego.

W jednym wątku premierom Donaldowi Tuskowi i Fredrikowi Reinfeldtowi było zdecydowanie nie po drodze — mianowicie euro. Korona szwedzka, podobnie jak duńska oraz brytyjski funt, zapewne pozostanie w obiegu nawet wtedy, gdy cała reszta Unii Europejskiej przyjmie wspólną walutę i będą nam się trafiały nawet "jewro" wybite w Bułgarii. Taka jest po prostu specyfika skandynawskich gospodarek i społeczeństw. Ale Szwedzi doskonale rozumieją sytuację, szanują dążenia sąsiadów i natychmiast przestawią dwustronne obroty z relacji z korony do złotego na koronę do euro.

W stosunkach polsko-szwedzkich nie daje się ominąć tematu gazociągu z Rosji do Niemiec po dnie Bałtyku, którego fragment przebiegnie przez szwedzką strefę ekonomiczną. Jednak w tej kwestii stanowiska wszystkich skandynawskich rządów są niezmienne — neutralność wobec wątku politycznego i biznesowego oraz bierny frasunek wobec zagrożenia ekologicznego. Wczoraj gazociąg w zasadzie nie zaistniał, przynajmniej na konferencji prasowej obu premierów.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Nie wszyscy do euro