Nie wszystko złoto, co produkuje gry

Adam Torchała
opublikowano: 18-06-2019, 22:00

Producenci gier to jedna z najbardziej dynamicznych branż na GPW, ale nawet w tym gronie zdarzały się spektakularne klapy

18 czerwca minęły trzy miesiące od wprowadzenia do notowań na GPW indeksu WIG.Games. W okresie tym indeks osiągnął drugą najlepszą — po telekomach — stopę zwrotu na GPW. Wszystkie pięć jego komponentów w tym roku jest na sporym plusie, najsłabsze CI Games zyskało od początku stycznia 26,1 proc. I choć ostatnio producenci gier nieco zwolnili, nie można powiedzieć, że moda na branżę minęła.

Podjęcie się produkcji gier nie jest jednak gwarancją sukcesu, o czym przekonali się także inwestorzy z warszawskiej giełdy. Na rynku nie brak spółek, których notowania są w trendzie spadkowym. Potwierdzają to statystyki: cena akcji aż 39 proc. producentów gier notowanych na GPW i NewConnect jest poniżej poziomu z IPOy. To spory odsetek jak na branżę, którą określa się mianem gwiazdy giełdy.

Strzał w stopę

Bodaj największą klapę — przynajmniej jeżeli chodzi o skalę oczekiwań — zanotowało CI Games. W tym roku spółka odbija, jednak w2017 r. straciła 60 proc. swojej wartości, a w 2018 kolejne 20 proc. Wszystko przez fatalną premierę „Sniper: Ghost Warrior 3”. Po poprawkach gra wcale nie okazała się najgorszym produktem, niemniej pierwsze wrażenie było fatalne. Dodatkowo spółka zbudowała spore oczekiwania wobec gry, co podpompowało kurs przed premierą. Gdy pojawiły się kiepskie recenzje, balon pękł.

CI Games nie jest jednak skrajnym przypadkiem giełdowej klapy. Spółka stworzyła kilka niezłych tytułów, zaś po porażce, jaką była premiera „SGW3”, nie zatonęła. W roku premiery osiągnęła nawet zysk (5,5 mln zł), a przepływy z działalności operacyjnej pomniejszone o nakłady na prace rozwojowe (koszty produkcji gier) wyniosły ponad 12 mln zł. Zmieniono jednak podejście, przycięto zespół i zrezygnowano z produkcji własnych gier AAA, czyli tych z najwyższej półki. Prezes Marek Tymiński przyznawał, że spółka była zbyt ambitna, ale w końcu wyciągnęła wnioski z własnych błędów. W nowym „Sniperze”, o podtytule „Contacts”, którego gameplay miał premierę na E3, nie ma drogiego w produkcji otwartego świata, jest zaś więcej taktyki. Pytanie, czy gracze znów zaufają spółce? Warto także wspomnieć, że choć w kasie spółki na koniec marca 2019 r. znajdowało się 11,5 mln zł gotówki, CI Games zdecydowało się ruszyć z emisją akcji, która przyniosła niespełna 10 mln zł.

Debiut z opóźnionym zapłonem

Dużo większe straty ponieśli akcjonariusze Huckleberry Games, które wymieniać można nie tylko wśród porażek branżowych, ale także największych klap całej giełdy. Spółka zadebiutowała na NewConnect w grudniu 2017 r. i już na dzień dobry zanotowała spadek o ponad 60 proc. Problemem był m.in. przedłużający się debiut, cenę emisyjną ustalono bowiem… w październiku 2016 r. W międzyczasie okazało się, że jedyna gra spółki — wypuszczone w wersji alfa „Edengrad” — nie sprzedaje się tak, jak zakładano. Później było jeszcze gorzej. Wypuszczone w czerwcu 2018 r.

„The Minglers — Stworki i Potworki” okazały się kompletnym niewypałem. W sierpniu spółka poinformowała, że nie ma gotówki i zawiesza produkcję. Na koniec roku w kasie spółki było… 20 tys. zł. Spółce udało się jednak pozyskać 1,5-milionowe finansowanie z kolejnej emisji i produkcja gier znów ruszy. Przede wszystkim dokończony ma zostać „Edengrad”. Na giełdzie entuzjazmu jednak nie widać. Choć ostatnio kurs rósł, to i tak akcje, za które podczas oferty publicznej płacono 20 zł, warte są 2,4 zł. Reanimować nie udało się innego producenta gier — Nicolas Games. Spółka, która w 2008 r. pojawiła się na NewConnect, miała poważne problemy z osiąganiem zysków. Najpierw narzekała na koszty, potem problemem okazał się konflikt z Epic Games. Amerykański gigant zarzucił Nicolasowi nieuiszczenie opłat za korzystanie z silnika. Polska spółka Amerykanów ignorowała, ci zaś doprowadzili do zablokowania sprzedaży gier Nicolasa na Steamie. Spółka próbowała się jeszcze ratować m.in. wyprzedażą mebli na Allegro czy zwlekaniem z regulowaniem innych zobowiązań, ale ostatecznie w czerwcu 2015 r. złożyła wniosek o upadłość likwidacyjną.

Fala fatalnych debiutów

W listopadzie 2016 r. na rynku pojawili się T-Bull, Macro Games i Artifex, dziś pierwsza ze spółek jest 71 proc., druga 97,3 proc., trzecia zaś 83 proc. poniżej ceny z oferty. W 2017 r. oprócz Huckleberry na rynek trafiło także Cherrypick Games Studio, którego kurs jest obecnie o 37 proc. niższy niż w ofercie. W kwietniu zadebiutował The Dust. Strata akcjonariuszy, którzy do dziś trzymają akcje, przekracza 43 proc.

Między tymi debiutami na rynku nie pojawiła się żadna spółka gamingowa, która obecnie byłaby na plusie. A przecież mówimy o miesiącach między końcówką 2016 a początkiem drugiego kwartału 2018 r. Okresie, gdy na spółki gamingowe była moda. Z wymienionego grona warto zwrócić uwagę na Macro Games. Szczyt popularności jej akcji (poza wysoko wycenionym debiutem) przypadł na styczeń 2017 r. Wtedy to spółka ta nawiązała m.in. współpracę z T-Mobile, a całe przedsiębiorstwo wyceniano na nieco ponad 100 mln zł. Nieco później pojawił się także raport za 2016 r., w którym Macro Games wykazało najwyższy zysk netto w historii (1,67 mln zł). Szybko doszło jednak do gwałtownej wyprzedaży akcji przez głównego akcjonariusza, spółkę WKM, co pociągnęło spadki na giełdzie. Spółka miała także problemy z płynnością, przeprowadziła kilka emisji obligacji i akcji. Dziś Macro Games to spółka widmo. Akcje pozostają zawieszone od przeszło roku, a tuż przed zawieszeniem ich wycena wynosiła 4 grosze za sztukę. Spółka nie ma wymaganego animatora, zarząd od ponad roku nie publikuje żadnych raportów, a GPW tylko wysyła kolejne upomnienia. Zniknęły także strony prowadzone przez spółkę.

Zły timing

Warto dodać, że inwestor przegrać może także na złym timingu. Przykładowo 11bit jest chwalony za „Frostpunka” i gra ma oddaną rzeszę fanów, jednak również na tej spółce można było sporo stracić. Na przełomie kwietnia i maja 2018 r., gdy spływały pierwsze informacje dotyczące sprzedaży „Frostpunka”, kurs 11bit w kilka dni urósł 2,5-krotnie. W listopadzie spółkę wyceniano już jednak tak jak na początku rajdu. Warto jednak pamiętać, że 11bit mocno rósł także przed kwietniem 2018 r., drożeje także teraz, dodatkowo spółka udanymi grami wyrobiła sobie świetną markę. Spółka ma także najwyższą stopę zwrotu — licząc od ceny z oferty — ze wszystkich spółek gamingowych. Zły timing jednak mógł zdecydować o sporej stracie także na tych papierach. Powyższe przykłady pokazują, że nawet w modnej branży inwestor musi zachować czujność. Naturalne jest bowiem, że nie wszystkie biznesy osiągają sukces, a moda powoduje, że wyceny przedstawicieli branży szybują w górę. Zbyt wygórowane oczekiwania inwestorów reprezentowane przez wysoką cenę mogą zaś łatwo przerodzić się w uderzające w portfel spadki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Torchała

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu