Przedsiębiorcy żałowali, gdy odchodziła Małgorzata Okońska-Zaremba, wiceminister gospodarki. Nic nie stracicie — obiecuje jej następczyni.
„Puls Biznesu”: Właśnie przejęła Pani obowiązki po wiceminister Małgorzacie Okońskiej-Zarembie. Odpowiadała ona za liberalizację warunków gospodarowania. Przedsiębiorcy zawdzięczają jej ustawę o swobodzie gospodarczej. To jednak nie koniec. Jeszcze w lutym na naszych łamach minister deklarowała dalsze ułatwienia dla firm.
Irena Herbst: Wszystkie deklaracje minister Okońskiej są wiążące i nikt nie zamierza się z nich wycofywać. Zespoły pracują, choć już dużo zrobiono przy okazji ustawy o swobodzie. Informacje o planach ograniczenia przywileju wiążących interpretacji podatkowych przez resort finansów nie są prawdą. Mam takie zapewnienie. Będziemy bardzo uważnie śledzić, jak są realizowane zapisy ustawy.
Zgodnie z nią, za niecałe trzy lata ma ruszyć uproszczony i zinformatyzowany system ewidencji działalności gospodarczej. Kto nadzoruje jego powstawanie?
Głównie my. W budżecie na przyszły rok są środki na ten cel. W ciągu kilku miesięcy powstanie zwarta koncepcja stworzenia tego systemu.
I będzie tak jak z CEPiK, który powstaje bodaj od 1996 r.
Będzie lepiej. Ja mam szczęście. Już przeszliśmy najtrudniejszy punkt. I w sprawie tej informatyzacji, i w odniesieniu do tworzenia lepszych warunków gospodarowania mamy już przetarty szlak. Wiemy, dokąd zmierzamy.
To dlatego zdecydowała się Pani na przejęcie odpowiedzialności za ten projekt? Nie brak przecież pracy przy tworzonym przez Panią dotychczas systemie rozwiązań zwiększających dostęp do kapitału.
Połączenie tych dwóch spraw jest korzystne. One się uzupełniają.
No, ale też dotychczas problemów nie brakowało. Co będzie z programem Kapitał dla Przedsiębiorczych? Nie napływa do niego tyle środków, na ile liczono.
Pojawiły się problemy. Polegały na tym, że resztówki przekazane w ubiegłym roku to były akcje spółek w bardzo złej kondycji i nie dało się ich upłynnić. Zmieniamy jednak rozporządzenie. Zastępujemy je lepszymi walorami.
To nie rozwiązuje problemu.
Tak. Szukamy innych pomysłów. Być może będziemy przekazywać środki z kapitałów Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK). Pod warunkiem jednak, że bank zostanie dokapitalizowany. Zobaczymy...
Jeszcze większy problem jest z ustawą o zagospodarowaniu przestrzennym. Tydzień temu mówiła Pani jednak, że lada dzień trafi ona na posiedzenie Komitetu Rady Ministrów.
To długa historia. Najpierw powstał tak zwany projekt społeczny, który został stworzony z punktu widzenia inwestora. Czyli zostawił gdzieś w tyle cały system zagospodarowania przestrzennego. Powstała prowizorka. To doprowadziło do konfliktu i czynnego oporu ze strony urbanistyczno-architektonicznej i samorządu terytorialnego. Stąd w Ministerstwie Infrastruktury powstała kontrpropozycja, która miała te same wady, tylko ograniczała inwestorów. I wtedy na szczęście do resortu infrastruktury został powołany minister Andrzej Bratkowski, który jest znakomitym specjalistą. On przejął nadzór nad sprawą.
I co z ustawą?
W ciągu dwóch tygodni zostanie przygotowany pakiet zmian w zagospodarowaniu przestrzennym, w geodezji, w prawie budowlanym. To będą duże zmiany.
Jakie? Bliższe projektowi społecznemu czy Ministerstwa Infrastruktury?
Ani takie, ani takie. Cel jednak pozostał ten sam, czyli ułatwienie procesu inwestowania.
Prosimy o konkrety.
Nie chcę o nich mówić. Zespół pracujący nad ustawą i tak wykłóca się o każdą rzecz.
Przejdźmy do ustawy o partnerstwie publiczno-prywatnym. Dlaczego, zanim rozpocznie się realizacja inwestycji, trzeba pokonać tak długą mitręgę biurokratyczną. Przedsiębiorcy twierdzą, że będą potrzebować nawet dwóch lat.
Wszędzie tworzenie projektu PPP trwa wiele miesięcy. To po prostu bardzo trudne zagadnienie.
Ale zanim dojdzie do umowy, samorządy lub urzędy muszą stworzyć programy realizacji zadań publicznych, a już ten element jest bardzo czasochłonny.
Precyzyjne przepisy przyspieszają ten proces, bo wszyscy wiedzą, co mają zrobić. To ważne w takim kraju jak Polska, gdzie styk publiczno-prywatny jest bardzo wrażliwy. Stąd mamy opór władz publicznych przed wchodzeniem w tego typu projekty...
...który się jeszcze zwiększy, jeżeli narzucimy na nie gąszcz procedur.
Nieprawda. Ustawa była opracowywana w dużej mierze pod samorządy i jest z nimi uzgodniona co do przecinka. Są jej zwolennikami. Kiedy Zyta Gilowska z PO mówiła, że te programy to przerost biurokracji i etatyzmu nad treścią, co uderza w szczególności w samorządy, to nie w ich imieniu. Samorządy właśnie chcą takich programów twierdząc, że to ułatwi wdrażanie PPP.
A czy ta ustawa jest korzystna dla przedsiębiorców. Oni sami wcale nie są tego pewni.
Przedsiębiorca będzie znał program działań władzy publicznej i będzie mógł zdecydować, czy udział w którymś z jego elementów jest dla niego atrakcyjny. Nie będzie musiał kolędować po urzędach i ministerstwach, by sprawdzić, czy jego pomysł jest możliwy do realizacji. Mam też oficjalne poparcie Rady Przedsiębiorczości, choć chce ona zmienić niektóre przepisy.
Kiedy zatem usłyszymy o pierwszym projekcie PPP?
Bardzo szybko. Myślę, że pod koniec przyszłego roku.
Pod warunkiem, że Sejm szybko uchwali ustawę....
Powinno się to udać do końca roku.
Wierzy w to Pani?
Tak. W Sejmie stały się dwie dziwne rzeczy. PO było przeciw, czego do tej pory nie rozumiem. Ustawę poparły natomiast Samoobrona i LPR, na co nie liczyłam. Zatem będzie łatwiej. Sprzeciw PO oparty jest bowiem na nieporozumieniu. Zyta Gilowska twierdziła, że mówi w imieniu samorządów i przedsiębiorców. Tymczasem samorządy były wściekłe na PO, a z przedsiębiorcami jesteśmy w kontakcie i mamy ich poparcie. Co do pewnych zapisów są oczywiście różnice, ale jesteśmy otwarci.
Na jakie projekty liczy Pani najbardziej? Duże czy mniejsze?
Najpierw ruszą małe przedsięwzięcia na szczeblu lokalnym.
O jakiej wartości inwestycji w skali kraju mówimy?
W grę wchodzi 1,5 mld USD rocznie, co daje 150 mln USD oszczędności rocznie dla finansów publicznych. To szacunki oparte na porównaniach z innymi krajami. Myślę, że będzie więcej.