Nie zawsze warto sięgać po pomoc

Jacek Kowalczyk
06-02-2006, 00:00

W przypadku małych projektów dofinansowywanych przez UE, koszty poniesione na ich uzyskanie mogą się nie zwrócić.

Mimo że firmie Viki Family, zajmującej się produkcją opakowań tekturowych, ostatecznie udało się podpisać umowę o dofinansowanie z funduszy strukturalnych, to prezes firmy Przemysław Jastrzębski wciąż ma wątpliwości, czy warto było starać się o dotację. W ramach działania 2.3 „Wzrost konkurencyjności przedsiębiorstw poprzez inwestycje” jego przedsiębiorstwo otrzyma 280 tys. zł na pokrycie 50 proc. kosztów inwestycji. Jednak nakłady na uzyskanie dotacji również nie były małe, a wykonana praca — jak twierdzi prezes — ogromna.

Zalew formalności

Inicjatorem całego przedsięwzięcia związanego z ubieganiem się przez Viki Family o dotacje był współpracujący z firmą bank. To on przekonał Przemysława Jastrzębskiego do złożenia wniosku oraz zaproponował kontakt ze specjalistyczną firmą konsultingową i wszelką pomoc w błyskawicznym przyznaniu wymaganego kredytu. Wiedzę na temat programów pomocowych Unii Europejskiej prezes Viki Family czerpał także z prasy oraz wykładów poświęconych tej tematyce, organizowanych przez bank, a prowadzonych przez konsultantów zewnętrznych. Gdy jednak doszło do konkretnych działań związanych z przygotowywaniem wniosku, pojawiły się komplikacje.

— Jednym z głównych problemów była niezwykła mnogość informacji wymaganych przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości, drobiazgowość jej przedstawicieli, a także niezwykle skrupulatne kontrolowanie wszelkich wymogów formalnych. Pracownicy firmy konsultingowej, zajmujący się przygotowaniem aplikacji, nieustannie się doszkalali, a mimo to nie udało nam się uniknąć błędów formalnych podczas całej procedury. Wymagania urzędu powinny się skupić na stronie merytorycznej i rzeczywistej potrzebie inwestycji dla danej firmy, a nie na mnożeniu nieistotnych dla sprawy wymagań — twierdzi Przemysław Jastrzębski.

Pieniądze kosztują

Dodatkową komplikacją, która pojawiła się w czasie ubiegania się o dotacje, były duże koszty przedsięwzięcia. Dlatego uzyskana przez firmę kwota 280 tys. zł jest w sumie znacznie mniejsza.

— Nakłady na planowaną inwestycję bardzo wzrastają m.in. za sprawą kosztów poniesionych na usługi firmy konsultingowej i obligatoryjnego kredytu. Ponadto kupując samemu, ma się wolną rękę w wyborze kontrahentów, rodzajów inwestycji (np. samemu można kupić maszynę tańszą, lekko używaną, ale spełniającą wymagania, a w przypadku dofinansowania musi to być sprzęt nowy). Dodatkowo, kupując maszynę wyprodukowaną poza UE, trzeba korzystać z pośredników, aby zakup dokonany był na terenie Unii. Niewymiernym kosztem, ale niejednokrotnie bardzo wysokim, jest także opóźnienie rozpoczęcia inwestycji — niezarobione pieniądze mogą być niekiedy większe niż całe dofinansowanie. W tym przypadku powiedzenie „czas to pieniądz” jest bardzo na miejscu. W mojej firmie zwiększenie kosztów zakupu szacuję na 15-20 proc. — mówi Przemysław Jastrzębski.

Dlatego prezes Viki Family radzi w przypadku mniejszych projektów dobrze skalkulować całość przedsięwzięcia, ponieważ — jak twierdzi — może się okazać, że koszty są większe niż potencjalny zysk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Fundusze unijne / Nie zawsze warto sięgać po pomoc