Nowe strategie inwestycyjne funduszy nie zapewnią sukcesu, jeśli klient nie będzie mógł ich swobodnie zmieniać
Trzy subfundusze, nowe limity inwestycyjne i system akwizycji oraz niższe opłaty — taką propozycję przedstawi w marcu resort pracy.
Po 10 latach od wprowadzenia reformy emerytalnej czas na zmiany — uznali rządzący.
— W marcu do konsultacji międzyresortowych chcemy przesłać projekt nowelizacji ustawy o otwartych funduszach emerytalnych — zapowiada Marek Bucior, wiceminister pracy i polityki społecznej.
Klient niech decyduje
Ministerstwo nie ma jeszcze pełnej wizji zmian, ale wiadomo, że nie będzie to tylko remont, ale gruntowna przebudowa OFE.
— Chcemy wprowadzić dwa dodatkowe subfundusze, jeden bezpieczny dla osób starszych, który lokował będzie głównie w obligacje, a drugi agresywny dla młodych osób, którego portfel będzie oparty na akcjach — mówi Marek Bucior.
Kapitał osób, którym zostało niewiele czasu do emerytury, trafiałby do funduszu bezpiecznego i spokojnie rósł.
— U nas wszystko trwa za długo. W lutym ubiegłego roku koncepcję kilku funduszy przedstawiła Komisja Nadzoru Finansowego. Minął rok, a my dalej dyskutujemy. Gdyby wówczas wprowadzono fundusz bezpieczny, kobiety, które odchodzą w tym roku na emeryturę, byłyby w dużo lepszej sytuacji, bo ochroniłyby pieniądze przed obecną bessą — mówi Wojciech Nagel, ekspert BCC.
Eksperci przestrzegają przed czarcią zapadką. Zmiana funduszu nie jest cudownym lekarstwem. Ważny jest moment zmiany. Nasze wyliczenia pokazują (patrz ramka), że o ile transfer na szczycie hossy przynosi wspaniałe efekty, to jeśli dojdzie do niego po bessie, jest niekorzystny dla klienta. W funduszu bezpiecznym nie da się przecież odrobić strat.
— Nie można ludzi po prostu przerzucić do funduszu bezpiecznego. To powinna być ich decyzja, uzależniona od sytuacji na rynku. Klient powinien mieć wpływ na politykę inwestycyjną, a to będzie możliwe, jeśli będzie mógł przenosić się między funduszami. System powinien być jak najbardziej elastyczny — mówi Wojciech Nagel.
Nowe opłaty
Dalsze propozycje ministerstwa są z gatunku: dla każdego coś miłego. Dla funduszy lepsze zasady inwestowania, a dla klientów niższe opłaty.
— Planujemy zmienić limity inwestycyjne, a także system akwizycji, bo obecny ma wiele wad. Do wielu subfunduszy dostosujemy też mechanizm minimalnej wymaganej stopy zwrotu i system opłat, bo w funduszach bezpiecznych muszą być niższe — zapowiada Marek Bucior.
Emerytalna branża nie kryje radości.
— Potrzebne jest wprowadzenie elastycznych instrumentów do inwestowania i dywersyfikacji ryzyka, większe otwarcie na lokowanie za granicą i większy udział akcji w portfelu, który umożliwi osiąganie większych zysków w czasie odbicia — mówi Ewa Lewicka, prezes Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych.
Więcej kontrowersji w branży wzbudza obniżenie opłat i zmiana systemu akwizycji.
Eksperci, którzy na konferencji BCC podsumowali reformę emerytalną, wyliczali więcej wad systemu.
— Zalety reformy odczujemy za wiele lat, za to koszty ponosimy teraz. Niestety, okazują się one dużo większe niż wydawało się w momencie wprowadzania reformy. Nie jest ona zakończona i nie będzie do czasu zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, wydłużenia wieku emerytalnego i upowszechnienia trzeciego filaru — mówi prof. Maciej Żukowski, prorektor Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.
— Reforma została źle wdrożona. Deficyt w systemie miał być finansowany z przychodów z prywatyzacji, ale do tego nie doszło. Największym problemem jest brak konkurencji na rynku i ograniczenia w polityce inwestycyjnej. Fatalna jest też wiedza społeczeństwa na temat funkcjonowania systemu — dodaje prof. Tadeusz Szumlicz ze Szkoły Głównej Handlowej.
Pomysł wprowadzenia dodatkowych funduszy jest dobry, ale wystarczyłby jeden: bezpieczny. Fundusz akcyjny nie jest konieczny, a możliwości zarabiania na rynku akcji powinien zapewniać trzeci filar. Do funduszu bezpiecznego trafiłyby pieniądze osób starszych, którym zostało niewiele czasu do przejścia na emeryturę i powinny chronić kapitał. Kluczowy jest mechanizm przenoszenia między funduszami. Najlepiej, gdyby nie odbywało się to automatycznie, bo byłoby niekorzystne dla klienta, gdyby do zmiany doszło w takim momencie jak obecnie. Nie miałby szansy odrobienia strat z bessy. Najlepiej, gdyby od 55. roku życia każdy mógł przenieść się do funduszu bezpiecznego, ale obligatoryjne byłoby to dopiero na 2-3 lata przed emeryturą. Warto też wprowadzić możliwość przenoszenia się między funduszami w trakcie całego okresu oszczędzania. Osoby, które boją się ryzyka, mogłyby być cały czas w funduszu bezpiecznym
— mniej by zarobiły, ale wiedziałyby, że nie stracą. Z kolei osoby z większą wiedzą mogłyby przenosić się między funduszami w zależności od tego, jakiej sytuacji spodziewają się na rynku.
Agnieszka Nogajczyk-Simeonow, prezes PTE Allianz:
Warto wprowadzić możliwość przenoszenia się między funduszami w trakcie całego okresu oszczędzania.