Niechby zastąpiła Loyolę de Palacio...

Jacek Zalewski
opublikowano: 2004-01-22 00:00

W poniższej tabelce zestawiliśmy ważniejsze stanowiska, jakie Polska ma do obsadzenia w instytucjach unijnych. W najbliższych tygodniach premier Leszek Miller zgłosi do Brukseli wszystkich tych kandydatów. Część decyzji kadrowych została powierzona organizacjom biznesowym, społecznym i samorządom, ale tych najważniejszych ekipa SLD nie odpuści. Dlatego jedyną unijną nadzieją opozycji pozostają wybory do Parlamentu Europejskiego.

Trudno się w takim stanie rzeczy dziwić politycznemu zgiełkowi, jaki wywołała pierwsza oficjalnie ogłoszona kandydatura — Danuty Hübner do Komisji Europejskiej. Pani minister zarzucono, że w Brukseli będzie zbyt „miękka”. Tymczasem żaden komisarz nie jest ambasadorem kraju pochodzenia. Ba, teoretycznie powinien o nim całkowicie... zapomnieć i kierować się interesem całej wspólnoty. Oczywiście teoria teorią, a unijne życie — życiem. Naprawdę ważna jest okoliczność, iż komisarz z Polski — niezależnie od tego, kto by nim był — nie ma żadnych szans na objęcie któregoś z resortów strategicznych: budżetu, rolnictwa czy polityki regionalnej. Realna pozostaje np. pomoc humanitarna czy coś takiego... Notabene od 1 maja do 31 października 2004 r. dziesięcioro komisarzy, delegowanych do Brukseli przez nowe państwa członkowskie, będzie jedynie przyuczać się w charakterze asystentów kończącej kadencję KE pod przewodnictwem Romano Prodiego. Dopiero 1 listopada nastąpi nowe rozdanie na kadencję 2004-09 — reorganizacja unijnych ministerstw i ich przydział konkretnym komisarzom.

W tej sytuacji cała nasza dyplomacja i sama kandydatka Danuta Hübner powinna zrobić wszystko, aby spróbować objąć od 1 listopada 2004 r. wiceprzewodnictwo KE. To akurat nie jest nierealne, w końcu Polska pozostaje dziekanem korpusu państw wstępujących do Unii. Właśnie dlatego przywołaliśmy w tytule Loyolę de Palacio, obecną wiceszefową Komisji, która macierzystej Hiszpanii dobrze się zasłużyła. Oczywiście sprzyjało jej kierowanie transportem i energią, ale i przy „słabszym” resorcie wiceprzewodniczącemu KE jakoś łatwiej niż szeregowemu komisarzowi przychodzi pamiętanie o rodakach...