Prywatni nadawcy raczej nie będą startować po telewizję w komórkach. Biznes jest perspektywiczny, ale na razie mało opłacalny.
Wczoraj odbyło się spotkanie nadawców telewizyjnych i operatorów telefonii komórkowej dotyczące mobilnej telewizji. Dyskusja dotyczyła m.in. opłacalności usługi. Prywatni nadawcy stwierdzili, że raczej nie będą w tym procesie aktywnie uczestniczyć.
— Nie sądzę, by nadawcy bezpośrednio angażowali się w przetarg — mówi Andrzej Zarębski, szef rady nadzorczej POT, spółki TVN i Polsatu do budowy naziemnej telewizji cyfrowej.
UKE chce ogłosić przetarg na operatora telewizji mobilnej w połowie maja.
Operatorzy telefonii komórkowej zaprezentowali wczoraj wstępne przymiarki do modelu finansowego usługi. Choć jest to perspektywiczny rynek, w pierwszym etapie przychody mogą być znikome.
— Będzie to bardzo trudny biznes. Z wyliczeń wynika, że na jeden program w skali roku będzie można wydać 2 mln zł — mówi Stefan Kamiński, prezes Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji.
Przy 15 programach, które mogą być dostępne pierwotnie, daje to 30 mln zł rocznego przychodu. Niewiele, zważywszy, że operatorzy szacują, że uruchomienie usługi będzie kosztowało 100-200 mln EUR.
W tym świetle inaczej wygląda sprawa definicji telewizji mobilnej — czy jest to usługa telekomunikacyjna, czy telewizyjna.
— Nikt poważny się nie podejmie budowy tej usługi, jeśli do tego dochodzi ryzyko w postaci niejasności, czym ma być telewizja mobilna — mówi uczestnik spotkania.
Nadawcy i operatorzy telekomunikacyjni skłaniają się ku uznaniu TV mobilnej za telewizję i objęciu jej kontrolą treści.