Grecki fiskus weźmie lekcję w niemieckiej szkole ściągania podatków. Jak podał „Financial Times”, już 160 poborców podatkowych z Niemiec zgłosiło się do udziału w tzw. greckiej misji. Będą uczyć urzędników skarbowych budowy szczelnego systemu zbierania danin.
— Taka pomoc podniesie jakość i wydajność administracji — oświadczył rząd Grecji. Część Greków jest jednak oburzona. Traktują misję niemieckich skarbowców jako
kolejny przejaw ograniczania niezależności kraju. Wcześniej Niemcy przeforsowali powołanie stałej misji Unii Europejskiej przy rządzie w Atenach oraz utworzenie w greckim budżecie „rachunku powierniczego”, z którego będą spłacane obligacje Grecji.
Rząd Angeli Merkel postulował też osadzenie w Grecji komisarza budżetowego, który miał decydować o jej finansach. Wczoraj oliwy do ognia dodał niemiecki minister spraw zagranicznych, który radził Grekom porzucenie euro.
— Szanse Grecji na uzdrowienie większe są poza strefą euro — stwierdził Hans-Peter Friedrich. Rzecznik Angeli Merkel prostował tę wypowiedź, zapewniając, że cały rząd popiera obecność Grecji w Eurolandzie.
Bundestag miał wczoraj zaakceptować uruchomienie drugiego programu pomocowego dla Grecji, wartego 130 mld EUR, mimo że 62 proc. Niemców jest temu przeciwnych.
Do momentu zamknięcia gazety nie były znane wyniki głosowania. W tym tygodniu nad udzieleniem wsparcia Grecji będą jeszcze debatować m.in. parlamentarzyści Finlandii i Holandii, państw najbardziej niechętnych pomysłowi.
Nieprzesądzone jest także poparcie Francji. Francois Hollande, główny konkurent Nicolasa Sarkozy’ego w kwietniowych wyborach prezydenckich, zapowiada, że jeśli wygra, wycofa akceptację Francji dla programu pomocowego.