Niemieckie prawo sprzyja wierzycielom

Iwona JackowskaIwona Jackowska
opublikowano: 2014-05-21 00:00

Biznes za granicą: Polskie firmy coraz częściej z sukcesem walczą o swoje z nierzetelnymi partnerami z Niemiec. Jest to coraz łatwiejsze. Podobnie jak założenie tam działalności

Obecne przepisy europejskie umożliwiają prowadzenie w Niemczech działalności gospodarczej bez ograniczeń, a swoboda przepływu towarów gwarantuje możliwość dowolnego eksportu czy importu towarów. Prawnicy radzą jednak zachować rozwagę przy wyborze kontrahenta, bo po drugiej stronie Odry także zdarzają się opóźnienia w płatnościach. Jednocześnie zachęcają poszkodowanych do walki o swoje prawa.

— Strach przed upadłością kontrahenta odstrasza polskich przedsiębiorców od składania pozwów wobec niemieckich spółek. Ale przeświadczenie, że nic nie da się zrobić, jest błędne i w wielu przypadkach powoduje niepotrzebne straty — mówi Damian Dziengo, radca prawny z kancelarii DD Legal Rechtsanwälte z Hamburga.

Nagła upadłość

Najpopularniejszą formą działalności gospodarczej w Niemczech jest spółka z ograniczoną odpowiedzialnością (GmbH). Podobnie jak jej polski odpowiednik (sp. z o.o.), za zobowiązania finansowe odpowiada ona sama — całym majątkiem. Ich wyegzekwowanie bywa czasem trudne, nawet gdy roszczenie polskiego przedsiębiorcyjest bezsporne, nieprzedawnione i sprawa trafia do sądu. Na tym etapie problem z wyegzekwowaniem należności od niemieckiej firmy powstaje, gdy dłużnik nagle ogłosi upadłość. Postępowanie zostaje przerwane, a zalegający z płatnościami wchodzi na drogę postępowania upadłościowego.

— Wtedy dochodzi do podziału majątku dłużnika i wierzyciele najczęściej nie dostają nic lub tylko niewielkie kwoty — wyjaśnia Damian Dziengo. Ale nie musi to oznaczać przegranej. W niektórych przypadkach odpowiedzialność majątkową mogą ponieść bezpośrednio członkowie zarządu spółki. Niemieckie prawo przewiduje to np., gdy prezes nie dopełni obowiązków wynikających z ustawy o GmbH. Gdy spółka popada w tarapaty, jest niewypłacalna albo ma poważne problemy z wypłacalnością, prezes musi w ciągu 3 tygodni zażegnać kryzys. Jeżeli to się nie uda, ma obowiązek złożyć wniosek o upadłość i ponosi osobistą odpowiedzialność majątkową za zadłużenie spółki.

— Odpowiada on właściwie bez ograniczenia, czyli całym swoim majątkiem, aż do wysokości zobowiązania wobec swoich niespłaconych kontrahentów — podkreśla radca z kancelarii hamburskiej. Podpowiada też, że gdy polski przedsiębiorca wie o komplikacjach finansowych kontrahenta z Niemiec, może rozważyć równoczesne pozwanie spółki i jej prezesa. Takie rozwiązanie nie jest powszechnie znane, a może znacznie zmniejszyć koszty procesowe i daje większe szanse zaspokojenia roszczeń.

Zanim powstanie wierzytelność

Każdy może sprawdzić przez internet, w sądowym rejestrze elektronicznym, czy potencjalny kontrahent z Niemiec znajduje się na liście firm w upadłości. Prawo niemieckie wymaga od zarządzających spółką zgłoszenia stanu upadłości w sądzie w ciągu 3 tygodni od pojawienia się przesłanek, które tego wymagają, np. dojdzie do zbyt dużego zadłużenia i niewypłacalności spółki). Jeżeli w rejestrze nie ma danego przedsiębiorcy, a w rzeczywistości jest on niewypłacalny, to z prawnego punktu widzenia członek zarządu nie dopełnił obowiązku wspomnianego zgłoszenia.

— W takiej sytuacji można żądać wyrównania szkody, powstałej na skutek zaufania, jakim przedsiębiorca obdarzył kontrahenta oraz zobowiązał się do wykonania usług na jego rzecz lub je zrealizował — tłumaczy radca.

Wtedy prezes musi z własnego majątku wypłacić pieniądze firmie, która poniosła straty, zawierając umowę z nierzetelnym partnerem. Zgodnie z par. 15a niemieckiej ordynacji o upadłości, prezes GmbH ponosi odpowiedzialność karną, jeżeli nie skieruje do sądu wniosku o stwierdzenie upadłości w przewidzianym ustawą czasie. Niemieckie prawo przewiduje też kary za próby ukrycia majątku krótko przed upadłością firmy lub w trakcie upadłości, a także za nieodprowadzanie składek na ubezpieczenie społeczne, czy niewypłacanie wynagrodzeń pracownikom. Przedsiębiorca może też dochodzić odszkodowania za czyny niedozwolone. Według niemieckiego kodeksu cywilnego wypłaca je ten, kto naruszy przepisy chroniące prawa drugiej strony, np. w wyniku oszustwa. Prezes upadłej firmy, skazany prawomocnie w postępowaniu o oszustwo, ma obowiązek odszkodowawczy wobec osoby, która zawarła z nim kontrakt, wierząc w jego uczciwość.

Wierzyciele zmieniają front

Również adwokat Konrad Schampera, partner zarządzający Kancelarii Prawnej Schampera, Dubis, Zając i Wspólnicy (SDZLegal), przyznaje, że polscy przedsiębiorcy nie są bezbronni. Jak mówi, rynek niemiecki nie jest wolny od niesolidności, ale tamtejsze prawo sprzyja poszkodowanym kontrahentom i coraz więcej wierzycieli z Polski dochodzi swoich praw przed sądem. Ostatnio przybywa np. spraw o tzw. końcowe faktury, czyli faktury wystawiane za dostawę ostatniej partii z zamówionych towarów. Nieuczciwi odbiorcy po prostu ich nie opłacają.

— Liczą, że zagraniczny partner zrezygnuje z uciążliwej walki o tę jedną płatność i nie będzie mu się chciało iść do sądu, aby odzyskać 1000 EUR — wyjaśnia adwokat. Polscy przedsiębiorcy nie dają już tak łatwo za wygraną. Swoich praw mogą dochodzić od dłużników zarówno przed niemieckim, jak i rodzimym wymiarem sprawiedliwości. Procedury w sądownictwie niemieckim niewiele się już różnią od polskiego, łatwo też w Niemczech znaleźć prawników biegle posługujących się językiem polskim, a w Polsce — niemieckim. Adwokat twierdzi jednak, że takie sytuacje nie są zjawiskiem powszechnym i nie powinny zrażać do rozwijania kontaktów biznesowych z partnerami z Niemiec.

— Usługi można świadczyć z Polski w wymiarze transgranicznym, ale często przedsiębiorcy przeprowadzają się do Niemiec i tam prowadzą działalność, ponieważ okazuje się to najkorzystniejszym rozwiązaniem. Rynek niemiecki sprzyja przedsiębiorcom, a gospodarka intensywnie się rozwija — mówi Damian Dziengo.

Do wzięcia pieniądze i firmy

— Ten rynek przez następne 10-15 lat może być eldorado dla polskich małych i średnich przedsiębiorstw — prognozuje partner SDZLegal. Podkreśla, że tamtejszy rynek jest niedoceniany przez firmy z sektora MSP, podczas gdy jest na nim miejsce nie tylko dla dużych spółek, szczególnie w branży budowlanej. W Niemczech zaczyna brakować firm, które mogłyby realizować przetargi na budowę dróg, takie problemy odczuwa np. Saksonia. Jej władze obawiają się, że z braku wykonawców przepadną pieniądze przeznaczone na te inwestycje. Narasta też inny problem. Coraz więcej niemieckich przedsiębiorców w wieku powyżej 60 lat nie ma komu przekazać swoich firm. Ich biznesy mogliby kontynuować Polacy. Niemieckie przepisy sprzyjają prowadzeniu działalności przez obcy kapitał. Zarejestrowanie oddziału polskiej firmy, np. w typowej formie spółkiz o.o., trwa kilka dni i nie jest kosztowne. Niemieckie prawo pozwala też na założenie konta w tamtejszym banku. Jeśli ktoś natrafi na przeszkody, to przyczyną nie będą przepisy, lecz ich lekceważenie czy urzędnicze niedbalstwo. Z takim przypadkiem Konrad Schampera spotkał się, gdy jeden z banków odmówił otwarcia zwykłego rachunku spółce córce założonej w Niemczech przez polską firmę.

— To z lenistwa, ktoś nie sprawdził wszystkich potrzebnych informacji. W innym banku rachunek otwarto bez żadnych problemów — wspomina adwokat.

Jego zdaniem, źródłem kłopotów są przede wszystkim zachowania ludzi. Z tych m.in. względów uważa też za szczególnie ważną znajomość języka niemieckiego.

— Posługiwanie się angielskim czasami nie wystarcza. Partner, z którym rozmowa toczy się w jego języku ojczystym, czuje się bezpieczniej — mówi Konrad Schampera.

Konkurs na biznes

Jeszcze tylko do końca tego miesiąca trwa konkurs Biznes w Niemczech dla polskich firm, które chciałyby działać na tamtym rynku. Przedsiębiorca, który chciałby wprowadzić tam swój produkt lub usługę, musi nakręcić trzyminutowy film z prezentacją i wysłać go, korzystając z formularza zamieszczonego na stronie www.bizneswniemczech.pl. Justyna Gaj, koordynator projektu, zapowiada, że jury wyłoni w czerwcu autorów 5 najlepszych pomysłów, którzy zostaną zaproszeni na wizytę studyjną w Monachium. Organizatorzy pokrywają koszty transportu, noclegów, tłumacza oraz zorganizują biznesowe spotkania z praktykami na terenie Bawarii. Laureatom ufundowano trzymiesięczny pakiet usług w akceleratorze biznesu Business Link, gdzie będą oni mogli doprecyzować swoje oczekiwania i dopasować produkt do rynku niemieckiego.

 

Założenie spółki w Niemczech
Popularna spółka z o.o. powinna być zawiązana przed notariuszem. Jak informuje adwokat Konrad Schampera, założenie takiej spółki z nieskomplikowanym statutem kosztuje ok. 500 EUR plus VAT według stawki 19 proc. Spółka musi być zgłoszona do niemieckiego rejestru, odpowiednika polskiego Krajowego Rejestru Sądowego. Zgłoszenia dokonuje notariusz. Spółka zostaje wpisana do rejestru w ciągu kilku dni. Opłaty sądowe wynoszą 300 EUR. Przedsiębiorca powinien jeszcze przewidzieć wydatki na tłumaczenia dokumentów wymaganych w tej procedurze.