Niepewny czas powyborczych wstrząsów

opublikowano: 01-11-2020, 22:00

Im bardziej wyrazisty będzie wynik elekcji w USA, tym mniejsza będzie zmienność na rynkach finansowych. Jednak wpływa na nią też pandemia, która może uwypuklać lub tłumić reakcje na niektóre konsekwencje wyborów.

W najbliższy wtorek, 3 listopada, w Stanach Zjednoczonych odbędą się wybory prezydenckie, tym razem z ogromnym udziałem głosów oddanych korespondencyjnie. W związku z tym Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X-Trade Brokers DM, stawia nawet tezę, że być może są już rozstrzygnięte, choć jeszcze tego nie wiemy. Do tego gra toczy się o zaledwie kilka stanów, które mogą przeważyć szalę na rzecz jednego z kandydatów. Część z nich już liczy głosy oddane korespondencyjnie i ogłosi wyniki zaraz po zakończeniu głosowania. Tak jest m.in. na Florydzie.

W KOLEJCE:
W KOLEJCE:
Według danych z 26 października w wyborach zagłosowało już 61 mln Amerykanów. To o 30 proc. więcej niż przed czterema laty, ale kolejki tłumaczy się też zmniejszeniem o 20 proc. liczby miejsc do głosowania.
Bloomberg

— Gdyby się okazało, że Joe Biden wygrał na Florydzie i w Karolinie Północnej, to już jest po wyborach. Donald Trump tego nie odrobi w innych stanach — uważa Przemysław Kwiecień.

Tyle że dane będą spływać stopniowo, nawet w obrębie pojedynczych stanów. Wysłane wcześniej głosy nie muszą więc jeszcze odzwierciedlać sytuacji. Zresztą nie byłoby to nic nadzwyczajnego. Gdy Donald Trump wygrywał z Hillary Clinton, pierwsze informacje wskazywały na zwycięstwo tej ostatniej. Istotne jest też to, że głosowanie powszechne to wybór elektorów w myśl zasady — zwycięzca zbiera wszystkie głosy danego stanu. Niewielka różnica w poparciu poszczególnych kandydatów w którymś z kluczowych stanów może więc sprawić, że polityczne i rynkowe emocje nie opadną po kilku dniach. W 2000 r. wyrównana rywalizacja między George’em Bushem juniorem i Alem Gorem doprowadziła do ponownego przeliczania głosów na Florydzie, a o tym, jak florydzkie spory ostatecznie zakończyć, zdecydował Sąd Najwyższy.

— Najgorszy scenariusz dla rynków to niewielka wygrana Joego Bidena. Myślę, że Donald Trump mocno by wtedy walczył o podważenie wyniku. Wywołałoby to spore spadki cen akcji, wzrost cen złota, również dolar mógłby się osłabić. W przypadku niewielkiej przewagi Donalda Trumpa wynik być może też będzie kontestowany, ale nie będzie to miało reperkusji związanych z dużym wzrostem zmienności na rynkach. Nieobliczalną osobowością jest głównie Donald Trump i jego reakcji rynki mogą się obawiać — komentuje Rafał Lerski, dyrektor inwestycyjny w BNP Paribas TFI.

— Niepewność co do wyników wyborów prezydenckich to najgorszy scenariusz dla rynków. Do tego dochodzi kwestia podziału miejsc w Kongresie, która może poszerzyć skalę niepewności i bardziej zaszkodzić rynkom — dodaje Przemysław Kwiecień.

Brak porozumienia pomaga?

Wybory parlamentarne odbywają się równolegle z prezydenckimi. Szczególne znaczenie ma batalia o miejsca w Senacie, gdzie republikanie mają obecnie przewagę, a podział miejsc w nowym rozdaniu pozostaje mocno niepewny. Nawet gdyby z dużą przewagą prezydentem został prowadzący w sondażach kandydat demokratów, otwiera to pole do spekulacji na temat tego, jak się potoczą losy nowego pakietu stymulacyjnego dla amerykańskiej gospodarki. Międzypartyjne spory spowodowały, że kilka tygodni temu warianty obu partii wylądowały w zamrażarce. Trudno prognozować, jak sprawy potoczą się po wyborach.

— Gdy dotychczasowe spory o pakiet stymulacyjny się przeciągały, amerykańskie giełdy rosły. Pojawiały się opinie, że brak porozumienia jest nawet dla giełd korzystny, gdyż co trzeci dzień budzą się nadzieje na to, że wreszcie do porozumienia dojdzie, i właśnie pod to rynki rosną. Ze względu na wzrost liczby zachorowań obecny sentyment jest gorszy, ale mógłby być jeszcze gorszy, gdyby pakiet stymulacyjny był już uzgodniony. Czasami dla giełd jest lepiej, jak mają jakieś nadzieje, które mogą rozgrywać, niż jak coś się już stanie i temat jest przesądzony — mówi Rafał Lerski.

— Rynek zafiksował się na pakiecie stymulacyjnym, ale są też inne tematy, jak np. podatki dla gigantów technologicznych, kwestia obostrzeń ekologicznych związanych z wydobywaniem ropy z łupków czy ewentualne restrykcje handlowe. Chodzi o coś więcej niż o pakiet stymulacyjny — dodaje Przemysław Kwiecień.

Antykorporacjonizm demokratów

Zdaniem Jarosława Niedzielewskiego, dyrektora departamentu inwestycji Investors TFI, niekorzystne dla korporacji postulaty demokratów to dość odległa i mglista przyszłość, nawet w przypadku pełnego triumfu tej partii w wyborach prezydenckich i parlamentarnych.

— Na razie amerykańscy politycy będą mieli problem z pandemią i lockdownem, który w Nowym Jorku czy Los Angeles nieustannie trwa, podczas gdy w Europie przynajmniej jakiś czas było w miarę normalnie. Tym muszą się zajmować, a nie hasłami, które gdzieś tam głosili. Nawet jeśli będą chcieli się nimi zająć, to najwcześniej za pół roku. Obecnie rzeczywistość zmusza do zajęcia się czymś innym niż opodatkowanie gigantów technologicznych. Zresztą te podatki i tak byłyby dużo za małe, by pokryć koszty zapowiadanego przez demokratów programu stymulacyjnego — komentuje Jarosław Niedzielewski.

Jego zdaniem antykorporacyjna retoryka demokratów to temat, który może wpłynąć na rynki dopiero za wiele miesięcy, nawet jeśli prezydentem zostanie Joe Biden, a demokraci uzyskają większość w obu izbach Kongresu.

— Skoro amerykańskie indeksy są bliskie historycznych szczytów, a od ładnych paru tygodni wszystko wskazuje na zwycięstwo Joego Bidena i demokratów, to negatywnej reakcji na taki bieg zdarzeń nie powinno być — uważa Jarosław Niedzielewski.

Przemysław Kwiecień patrzy jednak na sprawy nieco inaczej. Przypomina to, co się stało cztery lata temu, gdy wygrał prokorporacyjny Donald Trump.

— Podatek CIT dla amerykańskich spółek został obniżony od roku 2018. Ale rynek dyskontował to od końca 2016 r., bo już było wiadomo, jakie są intencje. I to było właśnie powodem hossy na Wall Street w 2017 r. Niekoniecznie więc rynek będzie czekał, aż coś zostanie wprowadzone. Będzie się starał wyrobić sobie zdanie, które rozwiązania są bardziej prawdopodobne, a które mniej. A to będzie zależało od tego, kto wygrał wybory i czy znajdzie się większość do wprowadzenia zmian — zaznacza Przemysław Kwiecień.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane