Nieudane próby opanowania paniki na światowych rynkach
Obniżenie stóp dało sygnał, że Fed bardzo się boi skutków ataku terrorystów.
Z kolei patriotyczne nastroje i skup własnych akcji przez spółki gwarantowały, że krachu nie będzie. Zaciemniło to jednak ocenę kondycji rynków akcji.
Z Ameryki
To był najgorszy tydzień dla Wall Street od czasu Wielkiego Krachu. Indeks DJIA stracił w ciągu zaledwie pięciu sesji najwięcej od 1933 roku. Złe dane dotyczące deficytu handlowego, Beżowa Księga, która pokazała, że przed atakiem gospodarka ciągle zwalniała, znaczny spadek rozpoczętych budów domów, ostrzeżenia spółek, ogólna niepewność — to wszystko prowadziło do przeceny.
Usiłował walczyć z tym Fed, który w poniedziałek przed sesją niespodziewanie obniżył stopy. Za nim poszły banki w wielu krajach świata. Wydaje się, że posunięcie było absolutnie konieczne i 2 października zostanie powtórzone. Uważam jednak, że był to błąd. Drastyczne obniżenie stóp wypadło akurat w najmniej korzystnym momencie, i jedynie uświadomiło rynkowi, jak bardzo Fed obawia się skutków zamachów terrorystycznych. Patriotyczne odezwy do inwestorów, sugerujące trzymanie walorów, umożliwienie spółkom skupowania własnych akcji na bardzie preferencyjnych zasadach — to wszystko dodatkowo zaciemniło obraz kondycji rynku. W takiej sytuacji trzeba było poczekać do momentu, kiedy Amerykanie zaczną spuszczać wzrok z gwiaździstego sztandaru na swoje portfele. Giełda w USA to nie to samo co GPW. W Polsce ceny akcji mogłyby spaść do zera i nic nie zmieniłoby się w realnej gospodarce. W USA na cenach akcji opiera się tzw. „efekt bogactwa”, akcje są gwarancjami pod kredyty, sytuacja na giełdzie daje nadzieję na tanie pozyskiwanie nowego kapitału — cała gospodarka zależy od tego co dzieje się na Wall Street.
Cena uczciwości
Alan Greenspan usiłował pomóc rynkowi w swoim wystąpieniu, ale bez skutku. Można powiedzieć, że był za uczciwy. Powiedział prawdę, że w krótkim terminie ataki będą miały bardzo duży wpływ i poważnie nadwerężyły gospodarkę, a zaufanie konsumentów znacznie spadło, ale również, że gospodarka USA ma bardzo zdrowe podstawy i niewątpliwie w dłuższym terminie wróci ożywienie. W tym momencie przypomina się powiedzenie o tym, że inwestor długoterminowy to krótkoterminowy, któremu nie wyszła spekulacja. Inwestorzy wolą nie czekać na świetlane perspektywy, które nie wiadomo, kiedy i czy nastąpią. Wystąpienie nie mogło więc dać impulsu wzrostowego.
Do analizy technicznej trzeba dodać nowe narzędzie: analizę terrorystyczną. Trzeba brać pod uwagę, że amerykańska reakcja na atak nieuchronnie zbliża się. Im dalej od ataku na USA, tym więcej krajów mówi o odwecie „tak, ale...”. Taka postawa będzie się nasilała wraz z zacieraniem się obrazu walącego się WTC. Ciężko się nawet dziwić państwom, które doskonale zdają sobie sprawę, że poparcie odwetu jest równoznaczne z trafieniem na listy terrorystów jako następny cel. Władze USA doskonale zdają sobie sprawę, że czas nie gra na ich korzyść. Mało tego, wiedzą również, że unieszkodliwienie bin Ladena nie będzie żadnym rozwiązaniem. Uważam zresztą, że główny podejrzany jest zbyt oczywisty, a jakaś większa grupa kryje się w jego cieniu. On tylko ma za zadanie odwrócić uwagę od rzeczywistych mózgów operacji (co nie znaczy, że jest niewinny). To grupa logicznie myślących ludzi dobrze czująca się w świecie finansów. Tydzień temu w wersji internetowej pisałem, że terroryści z pewnością zarobili na giełdach dzięki temu atakowi -podobno kilka miliardów dolarów co wystarczy na jeszcze wiele takich aktów terrorystycznych. To zupełnie nowy rodzaj terroryzmu. Uważam, że jeśli atak USA ograniczy się wyłącznie do Afganistanu to na giełdach rozpoczną się wzrosty. Dużo gorzej, jeśli celem będzie również Irak. Po uderzeniu ustąpi obecna niepewność, komunikaty będą oczywiście bardzo optymistyczne.
Pod dyktando terroru
To giełdom całkowicie wystarczy. Uważam, że to będzie lot ćmy do ognia. Okaże się, że nie doceniamy grupy, która zaczęła wojnę. Przecież, jeśli ktoś tak mocno uderza to doskonale zdaje sobie sprawę z konsekwencji i jest na to przygotowany. Ma również plan dalszego działania, które powinno kierować się mottem Hitchcocka: zaczynać się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie ma wzrastać. Musi nastąpić kolejne uderzenie w wiele obiektów równocześnie. Dopiero to dałoby pożądany skutek. Cały świat bałby się ich przez długi czas tak, że terroryści nie musieliby nic robić. Uważam bowiem, że chodzi im o zniszczenie naszej, demokratycznej cywilizacji, a zrobić to mogą jedynie niszcząc nasze gospodarki naszymi rękami. Obecnie nie muszą powtórnie uderzać. Byłoby to bezcelowe, bo na świecie panuje i tak nieopisany chaos, a konsekwencje dla gospodarki są nie do oszacowania. To cały łańcuch: linie lotnicze, przemysł lotniczy (to z kolei zmniejsza zapotrzebowanie na elektronikę), turystyka, hotelarstwo, ubezpieczenia, sprzedaż artykułów luksusowych, całe serie ostrzeżeń ze spółek mówiących, że atak zmniejszy ich zyski, redukcje zatrudnienia, zmniejszone zaufanie do gospodarki, niechęć do wydawania pieniędzy... Tak można wyliczać w nieskończoność i nie są to skutki do usunięcia w kilka miesięcy mimo olbrzymiej pomocy państwa czy dzięki obniżkom stóp.
Niepokojące dane
Danych makro będzie w tym tygodniu dużo. We wtorek zostanie podany indeks zaufania konsumentów we wrześniu. Oczywiście oczekuje się dużego spadku. Będzie on miał bardzo duży wpływ na rynek. Czwartek, to dane o zamówieniach na dobra trwałego użytku i o sprzedaży nowych domów. Co prawda za sierpień, ale gdyby było źle to rynek będzie oczekiwał, że teraz jest jeszcze gorzej. Piątek z kolei to zweryfikowany o dane po 11.09 indeks nastroju Uniwersytetu Michigan i indeks aktywności gospodarczej w obszarze Chicago. Każda z tych danych może wstrząsnąć rynkiem.
Z analizy technicznej wynika, że DJIA ma opór dopiero przy 9400 pkt. Wsparcie zaś to dopiero poziom 7500 pkt. Podobnie na S&P 500. Tutaj opór to 1080 pkt. Wsparcie to 950. Zarówno na DJIA, jak i na S&P 500 wyraźnie widać kształtowanie się formacji RGR zapowiadającej olbrzymie spadki po wzroście. Na Nasdaq opór to 1670 pkt. Wsparcie to 1400, a potem 1000 pkt. Początek akcji w Afganistanie powinien dać sygnał do dużego wzrostu indeksów. Trzeba przy tym pamiętać, że w 1929 roku też akcje wzrosły znacznie po dużym spadku – tyle tylko, że potem nastąpił krach. Uważam, że wzrost będzie jedynie odbiciem w rynku niedźwiedzia. Spadki potem będą kontynuowane, a czy dojdzie do krachu czy nie to zależy od dalszego działania terrorystów.
Z Polski
bardzo dzielnie mimo olbrzymich spadków na świecie. Jednak tylko do piątku, kiedy to inwestorzy nie wytrzymali. Zresztą, jak się pewnie przekonamy w poniedziałek, panika była sygnałem kupna. Tę relatywną siłę naszego rynku można wyjaśnić tylko tym, że mało jest u nas inwestorów zagranicznych, a wszyscy czekają na wyniki wyborów.
Konieczna obniżka
Obniżki stóp na świecie mogły rodzić nadzieję, ze nasza RPP zareaguje podobnie, ale prezes NBP Leszek Balcerowicz praktycznie wykluczył taki ruch. Znowu Rada ma szansę, żeby z honorem, pod pretekstem dopasowania się do polityki światowej, obniżyć stopy i wycofać się z błędnej polityki. Lekką nadzieję na obniżkę stóp rynek będzie miał, a w każdym razie będzie zakładał, że po wyborach taka obniżka nastąpi. Niezbyt sensowne (z politycznego punktu widzenia) wystąpienie Marka Belki we czwartek może dać kolejny pretekst RPP do obniżenia stóp. Oczywiście, jeśli Marek Belka będzie po wyborach ministrem finansów i będzie mógł prowadzić zapowiadaną politykę.
Przygotowując ten tekst, nie znałem wyników wyborów. Oczywiste jest, że rynki bardzo dobrze przyjmą wygraną SLD-UP pod warunkiem, że będzie mogła samodzielnie tworzyć rząd. Konferencja prasowa Marka Belki była typowym strzałem na swoją bramkę i oddawała walkowerem dużo głosów Samoobronie. Jeśli SLD-UP będą musiały iść na kompromisy w trudnej koalicji z PSL to reakcja rynków może być bardzo nerwowa.
Nierealny PKB
Złoty w tym tygodniu znacznie się wzmocniła zarówno do dolara, jak i do euro. To bardzo dziwne, bo w momentach niepokojów inwestorzy uciekają z rynków rozwijających się. Media donoszą, że to inwestorzy amerykańscy zachęceni naszymi stopami uciekają z USA. Nie można tego wykluczyć. Jeśli tak jest to koniecznie trzeba znacznie obniżyć stopy procentowe — z tak mocnym złotym nie damy sobie rady w walce z recesją. Naszą jedyną nadzieją jest eksport, a będzie on hamowany siłą złotego. Wzrost PKB w II kwartale jedynie o 0,9 proc. pokazał, że z popytem wewnętrznym jest bardzo źle. Odzywają się głosy, że w III kwartale będzie lepiej, bo produkcja w lipcu była wyższa, a w czwartym to już w ogóle ma być doskonale. Oczywiście ironizuję, bo po pierwsze, trzeci kwartał składa się nie tylko z sierpnia, a po drugie, w czwartym kwartale będzie bardzo źle z powodu sytuacji na świecie. Jestem absolutnie przekonany, że PKB w tym roku będzie dużo niższe od 2 proc. i w związku z tym trzeba będzie nowelizować budżet. Również zapowiedzi Marka Belki o wzroście PKB w 2002 roku o 5 proc. uważam jedynie za przedwyborczą bajkę. W wypowiedziach polityków na całym świecie można usłyszeć, że załamanie będzie krótkotrwałe, w 2002 roku będzie dużo lepiej itd. itp. Potrafię jeszcze zrozumieć polityków. Jednak dlaczego tak mówią analitycy i ekonomiści? Jeśli nie chcą pogarszać sytuacji to powinni po prostu milczeć. A jeśli chcą snuć optymistyczne wizje to powinni zaczynać lub kończyć zdaniem: „Tak będzie, jeśli w ciągu bardzo krótkiego czasu uporamy się z terroryzmem i jeśli w ciągu najbliższych kilku miesięcy nie będzie drugiej, jeszcze bardziej potwornej fali ataków”. A nasza gospodarka jest mocno powiązana ze światową. Recesja w USA to recesja na całym świecie, również w Polsce. Bogate kraje sobie z tym przez pewien czas będą radziły. Dla nas może to oznaczać niewyobrażalne kłopoty.
Zmienność nastrojów
Nawiasem mówiąc, w wypowiedziach Marka Belki pojawiła się propozycja, żeby w tym roku oddać OFE to, co im się należy. To są duże pieniądze. Na dzisiaj nie ma to znaczenia, ale jeśli ta propozycja zostanie zrealizowana to pod koniec roku może być na giełdzie poważny wzrost, który jednak może być nieco stonowany wprowadzeniem podatku od dochodów giełdowych.
Na indeksie cenowym i WIG nie widać żadnego przełomu. Tyle tylko, że WIG oddala się od pokonanej linii trendu wzrostowego, która jest teraz oporem (14 500 pkt). Coraz wyraźniej widać też, że duża formacja RGR wypełni się, a WIG spadnie docelowo przynajmniej do 7500 pkt. O WIG-20 można jedynie powiedzieć, że wsparcie to 970 pkt., a opór to 1045 i 1120 pkt.
Zachęcam do spojrzenie na wykresy indeksów ważniejszych giełd (DAX, FTSE, S&P 500). Wszędzie duże formacje RGR zapowiadające wieloletnią, głęboką bessę. Do ich wypełnienia potrzebny jest teraz dłuższy wzrost. Jest na to szansa.
Na naszym rynku koniunktura będzie zależała od trzech czynników: od sytuacji na giełdach światowych, od wyniku wyborów oraz od wyniku posiedzenia RPP. Jeśli zgrają się te trzy elementy w kierunku dobrym dla giełdy, to możemy mieć do czynienia z gwałtownym wzrostami. W długim terminie jestem jednak olbrzymim pesymistą.