Raczej nie. Oferty prywatyzacyjne skarbu państwa miały wielomiliardowe wartości. Do okienek biur maklerskich przyciągały tłumy Kowalskich, często skuszonych dyskontem wobec ceny emisyjnej. Tymczasem oferta Petrolinvestu opiewała zaledwie na 120 mln zł. To nie dałoby jej miejsca nawet w dziesiątce największych IPO firm prywatnych w historii GPW. Oferta LC Corp, o której część rynku wolałaby szybko zapomnieć, zebrała od inwestorów blisko dziesięciokrotnie więcej pieniędzy. Co więcej, redukcja zapisów na akcje Petrolinvest sięgnęła 91 proc. Jedynie 848 inwestorów indywidualnych stało się szczęśliwymi posiadaczami papierów spółki. Na każdego przypadło średnio 156 akcji.
Pionierzy imponowali
Te liczby, poza stopą zwrotu z inwestycji, nie imponują. Prywatyzacja Banku
Śląskiego, obszar zainteresowań sejmowej komisji śledczej, sprawiła, że Polacy
założyli 800 tys. kont maklerskich. Czym jest nawet kilkaset procent zysku z
Petrolinvestu wobec 1250 proc. w debiucie Śląskiego (i to bez redukcji - każdy
mógł kupić tylko trzy akcje)?
Jednak zdaniem wielu to właśnie prywatyzacja
Śląskiego była kulminacją hossy i zarazem powodem krachu 1994 roku. Rynek IPO
odżył dopiero w 1997 r., gdy politycy wreszcie zapałali miłością do GPW. Zaczęło
się od Handlowego, którego akcje kupiło około 140 tys. ciułaczy. Debiut?
Niespecjalny, tylko 14 proc. zysku i to uwzględniając dyskonto dla drobnych. To
ostatnie weszło już zresztą na stałe do narzędzi wykorzystywanych przez skarb
państwa przy giełdowych prywatyzacjach. Kowalscy byli jednak zadowoleni i
mocniej zaangażowali się w kolejną propozycję: KGHM. 200 tys. z nich zarobiło
wówczas w debiucie blisko 24 proc. Potem były oferty PBK i Pekao, ale
przynosiły one coraz mniejsze zainteresowanie rynku. Problem z redukcjami
pojawił się natomiast przy propozycji TP SA jesienią 1998 r. Choć szalał kryzys
rosyjski, redukcje przekroczyły 50 proc., a zysk w debiucie wyniósł kilkanaście
procent. W kolejnej ofercie (Orlen) bardzo aktywne były banki-kredytodawcy,
przez które popyt 15-krotnie przewyższył podaż płockich akcji. W 1999 r. papiery
te dały zarobić ponad 20 proc.
Bank znów w głównej roli
Skarb państwa powrócił do gry dopiero w 2004 r. Jednak wejście było bardzo mocne. Oferta PKO BP (blisko 8 mld zł) pozostaje największą w historii GPW. Przed biurami maklerskimi znów zaczęły się tworzyć komitety kolejkowe, a redukcja sięgnęła 90 proc. Było jednak warto, bo już w debiucie kurs wzrósł o 13 proc., a do dziś zwielokrotnił swoją wartość. Rok później aż 34 proc. można było zarobić na papierach PGNiG. W 2006 r. dużych ofert jednak zabrakło, a rynek zaczęło pasjonować się propozycjami maluchów. Bardzo zyskownymi propozycjami, o czym świadczy 236 proc. w górę maleńkiego Inwest Consultingu, czy istne szaleństwo na akcjach PC Guard. Rynek IPO zyskał jednak miano wybitnie spekulacyjnego. Dopiero obecny rok powoli zmienia tę ocenę. Wszystko dzięki dużym firmom prywatnym wchodzącym na GPW. Debiut Petrolinvestu był 35. w tym roku. Na rynku pierwotnym jest już tak tłoczno, że trudno przeciętnemu Kowalskiemu objąć wszystkie propozycje beniaminków. Pewnie też równie trudno będzie mu przypomnieć sobie za kilka lat jakiś ciekawy debiut z 2007 r. A może się mylę.
A jaki był Twój niezapomniany debiut? Może jakiś pominęliśmy? Czekamy na historie internautów i głos oddany w sondzie na pb.pl.