Niezastąpieni są niedoceniani

JAN BUCZEK
opublikowano: 2011-09-21 00:00

TRANSPORT DROGOWY

JAN BUCZEK

prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce

W specyficznych polskich warunkach praktycznie nie istnieje alternatywa dla transportu samochodowego. Kolej jaka jest, każdy widzi; transport wodny praktycznie nie istnieje, a kosztowne przewozy lotnicze zdają egzamin tylko w przypadku niektórych towarów. Przewozy drogowe są szybkie, relatywnie tanie, zapewniają wysoką jakość i elastycznie dostosowują się do zmiennych warunków. Gwarantują dostawę door to door, czyli ten rodzaj usługi transportowej, który jest najbardziej ceniony przez producentów, jak i ostatecznych odbiorców. Spełniają więc główne zadania logistyki w procesie produkcji, dystrybucji i konsumpcji.

Jako przewoźnicy drogowi stosujemy nowoczesne rozwiązania logistyczne, bo one warunkują opłacalność naszej pracy. Kupujemy coraz nowsze ciężarówki, mimo że bardzo drogie, to mniej obciążające środowisko. Jak bardzo nasza usługa jest potrzebna i ceniona w łańcuchu dostaw, widać po rosnącej puli zamówień. Bylibyśmy bardzo zadowoleni, gdyby te oczywiste zalety doceniły osoby i instytucje odpowiedzialne za tworzenie optymalnych warunków do działania łańcucha dostaw, w zgodzie z celami strategicznymi państwa, a także całego wolnego rynku Unii Europejskiej. Tymczasem nasze państwo skupia się raczej na „dokręcaniu śruby” przewoźnikom drogowym, dokładając nam, jak żadnej innej branży, haracz w postaci ogromnej liczby podatków, obciążając ciągle nowymi opłatami i mnożąc coraz wyższe kary. Jeśli najważniejszy logistyk, czyli państwo, dostrzega w nas kurę znosząca złote jajka, to niech zastanowi się, czy warto te kurę zarzynać…

Brak dobrego pomysłu na transport w Polsce widać niestety na co dzień, chociażby w nasilającej się tendencji do zamykania nam dostępu do dróg, zmuszaniu do przejazdu najdroższą autostradą w Europie, która biegnie przez Polskę na ważnej dla nas trasie Wschód – Zachód. Boli nas i oburza publiczne dyskredytowanie za państwowe pieniądze. Od miesięcy upowszechnia się hasło „Tiry na tory”, przy równoczesnym braku jakiejkolwiek oferty ze strony polskich kolei, które mogą i chciały, ale na razie nie stworzyły warunków do przejęcia chociażby części ładunków przewożonych po drogach.