Niezatapialny jak polski eksport

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 13-02-2013, 00:00

Mimo recesji w strefie euro zagraniczna sprzedaż wzrosła w 2012 r. o 4 proc. i stanowi już 47 proc. PKB. To historyczny rekord

Potężny kryzys gospodarczy w Europie nie zdołał podciąć skrzydeł polskim eksporterom. Nawet w czasie recesji w strefie euro (u naszego głównego partnera handlowego) polskie firmy zwiększyły swoją obecność na zagranicznych rynkach. W całym 2012 r. wyeksportowały towary za 145,9 mld EUR, czyli o 4,1 proc. więcej niż rok wcześniej — podał Narodowy Bank Polski. Od wybuchu globalnego kryzysu w 2008 r. nasza zagraniczna sprzedaż wzrosła o 21 proc. Eksport liczony w złotych (pokazujący faktyczne przychody firm) rośnie jeszcze szybciej. Wyniósł w 2012 r. 610,4 mld zł, co oznacza wzrost o 5,7 proc. przez rok i o 44 proc. w cztery lata.

Na podbój świata

— Eksport jest w ostatnim czasie tym, co raczej napędza wzrost gospodarczy w Polsce, niż go hamuje. Odnotowany przyrost zagranicznej sprzedaży o 4,1 proc. w 2012 r. nie jest może wysoki, ale z pewnością powinien cieszyć, jeśli weźmie się pod uwagę to, jak zła sytuacja gospodarcza panowała w tym czasie u naszych partnerów handlowych — przekonuje Tomasz Kaczor, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego.

Łączna wartość polskiego eksportu wynosi już około 47,5 proc. PKB. To najlepszy wynik w historii. Jeszcze cztery lata temu odsetek ten wynosił niespełna 40 proc. Od 1995 r. (odkąd dostępne są porównywalne dane) eksport w relacji do PKB powiększył się łącznie o 24 pkt proc., czyli znaczenie zagranicznych rynków dla naszej gospodarki się podwoiło. Choć zwiększa to naszą podatność na zewnętrzne szoki, to w dłuższej perspektywie napędza nam wzrost gospodarczy.

— Polska gospodarka od lat otwiera się na świat. Z jednej strony, polskie firmy szukają swoich szans za granicą, z drugiej — zagraniczne firmy otwierają u nas swoje fabryki, żeby stąd wysyłać produkty w świat — tłumaczy Adam Antoniak, ekonomista Banku Pekao.

Co prawda, na tle Europy Środkowej i Wschodniej nie jesteśmy eksportowym liderem. Estonia sprzedaje za granicą towary i usługi o wartości 92 proc. PKB, a Słowacy — 89 proc. Ale trudno nam się z nimi porównywać. Małe państwa nie mają tak dużego jak Polska rynku wewnętrznego, dlatego ich firmy często zmuszone są szukać przychodów za granicą. Bardziej miarodajne jest porównywanie się do innych dużych gospodarek Europy. I w tym porównaniu wypadamy już całkiem nieźle.

Niemieckim szlakiem

Polska idzie od lat podobną drogą co Niemcy — tam też eksport w relacji do PKB szybko rośnie. W 1995 r. wynosił 23 proc. PKB (tyle samo co Polski) i od tego czasu wzrósł około dwukrotnie (w 2012 r. wyniósł 51 proc. PKB, patrz wykres). Zupełnie inaczej wygląda natomiast sytuacja we Francji. Tutaj od lat eksport w relacji do PKB właściwie stoi w miejscu — oscyluje od dwóch dekad wokół 25 proc. Od 1995 r. francuska gospodarka więc właściwie zupełnie nie ruszyła się do przodu. Jej zaangażowanie na zagranicznych rynkach pozostało bez zmian. Różnica w eksportowym wigorze Niemiec i Francji to jeden z objawów „Europy dwóch prędkości”.

Jedne państwa mają silne przewagi konkurencyjne, które zapewniają im długofalowy, silny rozwój, a inne tę konkurencję przegrywają. Dane o eksporcie potwierdzają, że Polska zalicza się — przynajmniej na razie — raczej do tego pierwszego, bardziej dynamicznego obozu. Niestety, tak nie musi być zawsze.

— Nasze główne przewagi konkurencyjne to obecnie tania siła robocza, niskie ceny produktów i młode społeczeństwo. Niestety, wszystkie te atuty z każdym rokiem tracą na znaczeniu. Musimy więc szukać nowych mocnych stron, czyli przede wszystkim inwestować w innowacyjność gospodarki i podnosić zaawansowanie procesów produkcyjnych w polskich firmach — mówi Adam Antoniak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy