Przetargi w kopalni Halemba wskazują na występowanie korupcji — uznali inspektorzy NIK. Sprawę zbada gliwicka prokuratura.
Zaraz po tragedii w kopalni Halemba, w której 21 listopada 2006 r. zginęło 23 górników, prezydent Lech Kaczyński zobligował Najwyższą Izbę Kontroli (NIK) do sprawdzenia m.in., jak wyłaniano firmy zewnętrzne do prowadzenia robót likwidacyjnych w kopalni. Wczoraj poznaliśmy druzgocący raport, który jeszcze raz potwierdził informacje „PB”, że górników tego dnia wysłano po stare obudowy z lat 80., zmodernizowane kilka lat temu. Ich wartość księgowa to 11,2 mln zł, a nie — jak informowano opinię publiczną — 70 mln zł.
Podejrzany przetarg
Według Edmunda Sroki, dyrektora katowickiej delegatury NIK, kontrola procedur przetargowych prowadzonych przez kopalnię Halemba wskazuje na występowanie zjawisk o charakterze korupcyjnym.
Intratne zlecenie dostała firma Mard z Rudy Śląskiej. Jej właściciel ma już postawione zarzuty prokuratorskie, m.in. fałszowania dokumentów. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Gliwicach.
— Wyboru firmy Mard na wykonawcę likwidacji ściany dokonano bez należytej weryfikacji ofert — uważa Edmund Sroka.
W ocenie NIK, Kompania Węglowa (KW), do której należy Halemba, poniosła straty w wyniku współpracy z firmą Mard — zapłaciła więcej niż powinna.
— Dyrektor kopalni do czasu zakończenia kontroli nie podjął z firmą Mard rozmów dotyczących rozliczenia robót w Halembie — dodaje Tomasz Kaczyński z NIK.
Kazimierz Dąbrowa, dyrektor Halemby, jest już na emeryturze.
Skrytykowany nadzór
Z raportu NIK wynika, że kierownictwo kopalni nieprawidłowo zaplanowało likwidację wyeksploatowanych ścian, ponieważ przystępujący do przetargu nie otrzymali m.in. informacji o występujących w tym rejonie zagrożeniach. Górnicy zginęli od wybuchu metanu i pyłu węglowego. NIK w wystąpieniu pokontrolnym zaleciła KW wzmocnienie nadzoru nad bezpieczeństwem robót prowadzonych przez firmy zewnętrzne.