Nisza bez widoku na rozszerzenie

Rewitalizacje: Moda na modernizowanie starych kamienic dotarła do Polski, choć firm, które specjalizują się w tej dziedzinie, jest niewiele

Spółka 2C Partners, która zajmuje się rewitalizacją starych kamienic, a następnie sprzedażą mieszkań, jest jedną z niewielu na polskim rynku nieruchomościowym firm o tak wąskim profilu działalności.

— Nasza bezpośrednia konkurencja nie jest duża. Zalicza się do niej np. firma Śląskie Kamienice, ale działa ona poza Warszawą, czyli naszym głównym rynkiem. Istnieje również firma Fenix Group, ale ona sprzedaje mieszkania luksusowe, a my skupiamy się na segmencie popularnym — mówi Łukasz Tylec, prezes 2C Partners.

Tymczasem, zdaniem ekspertów, kupowanie kamienic w celu ich rewitalizacji i późniejszej sprzedaży mieszkań może być niezwykle opłacalne. Znaczenie mają tutaj nie tyle wysokie ceny, ile płynność sprzedaży.

— Nie mamy obaw, że mieszkania w wyremontowanych przez nas budynkach się nie sprzedadzą w stosunkowo krótkim czasie — zapewnia Łukasz Tylec.

Sztuka kompromisu

Są jednak i ostrożniejsze głosy. Sprzedaż mieszkań w zrewitalizowanej kamienicy może okazać się niezwykle opłacalna, ale pod pewnymi warunkami. — Czy rewitalizacja starych kamienic się opłaca? I tak i nie. Z jednej strony jest wiele osób, które marzą zamieszkaniu w odrestaurowanym budynku, bo mają one niepowtarzalny charakter. Ale nikt nie chce zamieszkać w domu, który nie jest funkcjonalny. Tymczasem bardzo wiele starych kamienic po prostu nie nadaje się do tego, by w nich mieszkać, nawet po gruntownej modernizacji — mówi Mikołaj Martynuska, starszy dyrektor w dziale doradztwa deweloperskiego CBRE.

Jak się okazuje, szczególnie dotyczy to kamienic w stolicy. Zdecydowana większość budynków, które przetrwały wojnę, to często oficyny zaprojektowane i zbudowane jako budynki dla ludzi uboższych czy dla służby. Niezależnie więc od tego, że przyciągają swoim historycznym charakterem, to trudno je po prostu dostosować do współczesnych wymagań, szczególnie jeśli mają pełnić funkcje apartamentowców. Po prostu nie takie było ich przeznaczenie.

— Analogicznie wygląda sytuacja historycznych pałaców, które dziś próbuje się adaptować do nowych funkcji. Powstawały jako domy magnatów i przekształcenie ich w budynki z wieloma mieszkaniami lub biurowce wymaga kompromisów, które mogą się okazać zbyt kosztowne w polskich warunkach — podkreśla Mikołaj Martynuska.

Tylko dla bogatych?

Oczywiście zamieszkaniem w zrewitalizowanych kamienicach często są zainteresowani zamożni klienci. Jednak, mimo że polski rynek nieruchomości luksusowych stopniowo się rozwija, jest on wciąż mały.

— Myślę, że grupa potencjalnych odbiorców tak kosztownego towaru jak duże luksusowe mieszkania w historycznych wielkomiejskich budynkach jest zbyt mała, by ten segment rynku mógł się rozwinąć na znaczącą skalę — przewiduje Mikołaj Martynuska.

Dobrym przykładem może być historia pewnej inwestycji firmy Dom Development. Deweloper kupił przedwojenną luksusową kamienicę mieszkalną przy pl. Małachowskiego pod koniec poprzedniego boomu. Planowano rewitalizację na miarę pierwszej ligi europejskiej. Kiedy kryzys zachwiał fundamentami rynku, inwestor postanowił sprzedać budynek. Nabywcą był deweloper komercyjny, który postawił tam biurowiec.

— Co ciekawe, przy zmianie trendu, który dzisiaj obserwujemy, być może losy projektu potoczyłyby się inaczej. Rynek mieszkaniowy wzmocnił się na tyle, że być może funkcja mieszkaniowa stałaby się na powrót bardziej rentowna niż biurowa — podkreśla Mikołaj Martynuska.

Między wtórnym a pierwotnym

Alternatywą dla opisanych kłopotów może być pomysł firmy 2C Partners. Spółka, chociaż działa na rynku wtórnym, bo sprzedaje mieszkania w starych, zrewitalizowanych budynkach, to oferuje lokale w standardzie rynku pierwotnego. Kupuje kamienice (najczęściej przedwojenne) od dotychczasowych właścicieli, remontuje je, zmienia w budynki wielorodzinne. 80 proc. mieszkań w ofercie to lokale o wielkości od 30 do 50 mkw., o cenie niższej niż średnia cena transakcyjna na rynku. Takie wielkości mieszkań cieszą się obecnie największym zainteresowaniem.

— Więcej klientów znajdziemy wśród zainteresowanych kupnem tańszych mieszkań niż drogich apartamentów. Również banki chętniej udzielają kredytów na tego typu lokale. Jednocześnie na rynku jest bardzo dużo starych, pustych budynków, więc mamy w czym wybierać. Udało nam się znaleźć niszę — komentuje Łukasz Tylec.

Oprócz tego, że na rynku pojawiają się mieszkania ciekawe, w dobrych cenach, w świetnych lokalizacjach, to jeszcze tego typu działalność zmienia wygląd niektórych zaniedbanych części miast.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Joanna Dobosiewicz

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Nisza bez widoku na rozszerzenie