Nowa afera na Wall Street?

Konrad Sobiecki, [email protected]
opublikowano: 2009-07-28 12:16

Traderzy z Wall Street znaleźli maszynkę do robienia pieniędzy. Ich zlecenia wyprzedzają o mikrosekundy zwykłych zjadaczy chleba. Sprawdzamy, jak jest na GPW?

Chodzi o automatyczne systemy, składające zlecenia mikrosekundach, zwane też „flash tradingiem” bądź „rapid fire executions” - podaje Bloomberg. „Traderzy wysokich częstotliwości” (ang. high-frequency traders) używają programów do kupowania i sprzedaży papierów w tempie 0,0004 sekundy, 1000 razy szybszym od mrugnięcia ludzkiego oka. Zwykle w takie systemy zaopatrzone są duże banki inwestycyjne, które utrzymują, że wszystko jest zgodne z prawem. Czy aby na pewno? Według danych NYSE w ten sposób realizowana jest połowa wszystkich zleceń.

W ostatnich tygodniach amerykańskie media (m.in. „the New York Times”) wykryły, że niektóre instytucje wygrywają w ten sposób wyścig po zyski ze zwykłymi, przeciętnymi day-traderami. Przykładem sa chociazby spółki, które podały dobrą informację (na przykład wyniki finansowe). Kurs po niej rośnie. Akcje zaraz po ujawnieniu dobrej nowiny kupują w pierwszej kolejności jednak instytucje, które po chwili odsprzedają je nieco drożej "niezaspokojonym" mniejszym inwestorom. Chodzi o setki zleceń w jednej chwili. Za oceanem rozpętuje się burza.

- Używanie komputerów do wykonywania milisekundowych zleceń nie różni się niczym innym od systemów tradingowych używanych przez brokerów od lat na giełdzie NYSE- twierdzi Frank Troise, prezes działu elektronicznych transakcji w Barclays Plcs.

- Od lat na rynku istnieje duża okazja do zysków z super szybkiego zawierania transakcji.
Orgran kontrolujący zaczyna się zastanawiać czy skala nie osiąga zbyt dużych rozmiarów. Według szacunków NYSE Euronext (największej giełdy na świecie), transakcje o wysokich częstotliwościach wynoszą aż 46 proc. dziennego obrotu. Dzięki systemom szybkich strategi transakcyjnych obrót akcjami podwoił się na amerykańskim parkiecie od 2006 roku do 10,8 mld wymienionych akcji w zeszłym roku – podaje Nasdaq OMX Group.

Wykonuje je ok. 400 z wszystkich 20 tys. firm handlujących na giełdze – twierdzi specjalista z Tabb Group LLC, nowojordzkiej firmy zajmującej się doradztwem finansowym. Każda z nich w milisekundach wykorzystuje nieznaczne wahania cen w akcjach oraz rozbierzności w wycenie kontraktów, opcji i innych papierów wartościowych. Według Tabb Group, firmy rywalizują między sobą o niemałą sumę. Chodzi o 21,8 mld USD.

Wraz z czasem wzrostu prędkości zawieranych transakcji, inwestorzy nie posiadający zaawansowanego oprogramowania i komputerów nie mają szans na otrzymanie poprawnej ceny papierów.
- Jeżeli planujesz kupić dużą ilość akcji – nasz algorytm widzi to – twierdzi Bart Barnet, przewodniczący w firmie transakcyjnej Morgan Keegan. Działania szybkich traderów podnoszą zmienność kursu akcji i mają negatywny wpływ na wycenę walorów po której nabędzie je „drobny” inwestor.

Według Bena Townsona z BlackBox Group, firmy w której używa się systemów o wysokiej częstotliwości i zaawansowanych algorytmów do zawierania transakcji – o tym kto zarabia pieniądze nie decydują maszyny ale naturalne zdolności i umiejętności ludzkie.
- Możesz wydać masę pieniędzy w technologię, ale jeżeli nie przeszkolisz odpowiednio swoich traderów, nie zarobisz.

Sprawdzamy, czy podobna sytuacja jest możliwa na GPW. Jeśli masz jakieś przemyślenia na ten temat - pisz na maila lub na forum.