Nowa moda na rynku obligacji korporacyjnych

Mikołaj ŚmiłowskiMikołaj Śmiłowski
opublikowano: 2024-04-03 20:00

Aby zdywersyfikować źródła finansowania oraz zabezpieczyć ryzyko walutowe działalności, firmy decydują się na emisję papierów dłużnych w euro. Chętnych nie brakuje.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

-które firmy emitują obligacje denominowane w euro

-czemu korzystają z tej formy finansowania

-jacy inwestorzy interesują się tego typu papierami

-gdzie je można kupić

-co jest ryzykiem, a co szansą

-jakie są prognozy dla stóp procentowych EBC i kursu EUR/PLN

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

PragmaGO rozpoczęła zapisy na trzyletnie niezabezpieczone obligacje korporacyjne w euro ze zmiennym oprocentowaniem (EURIBOR 3M powiększony o marżę 5 proc.), które w pierwszym okresie odsetkowym wyniesie około 8,9 proc. To kolejna w tym roku tego typu emisja. Wcześniej dług w euro zaciągnęło Kredyt Inkaso, które z emisji czteroletnich papierów o zmiennym oprocentowaniu (EURIBOR 3M powiększony o marżę 5,2 proc.) zebrało 4,99 mln EUR przy stopie redukcji zapisów w wysokosci 15 proc.

Papiery dłużne denominowane w euro pozwalają emitentom na naturalne zabezpieczenie ryzyka walutowego, a przy tym cieszą się dużym zainteresowaniem inwestorów.

Gdzie kupować obligacje korporacyjne

Na rynku pierwotnym inwestorzy mogą kupić obligacje za pośrednictwem podmiotów, które przeprowadzają emisję (domów maklerskich). Jak wynika z danych Obligacje.pl, w ubiegłym roku najwięcej emisji, bo aż 67, przeprowadził Michael/Ström Dom Maklerski. Na drugim miejscu uplasowało się Noble Securities z 39 przeprowadzonymi emisjami, a trzecie było Pekao odpowiedzialne za 24 emisje (BM Pekao i Bank Pekao) . Pośrednikami w emisjach były też inne znane biura, jak DM BDM czy BM PKO BP. Część obligacji po emisji trafia na prowadzon przez GPW rynek wtórny Catalyst, do którego dostęp mają klienci większości biur maklerskich. Ekspozycję na papiery dłużne oferują też polskie TFI, które w ofercie mają fundusze specjalizujące się w polskich i zagranicznych obligacjach korporacyjnych.

Nieprzypadkowi emitenci

Ostatnie trzy emisje obligacji korporacyjnych denominowanych w euro zostały przeprowadzone przez spółki z branży zarządzania wierzytelnościami. Wcześniej podobne papiery wyemitowali też deweloperzy (m.in Ghelamco Invest). Każdy z podmiotów, który zdecydował się na ten sposób pozyskania finansowania jest dobrze znany inwestorom z rynku obligacji korporacyjnych, bo ma za sobą szereg zamkniętych już emisji, ale denominowanych w złotym.

Spółki, które od pewnego czasu decydują się na emisje obligacji w euro, łączy ekspozycja na rynki zagraniczne. Część przychodów osiągają w innej walucie niż złoty, więc chcą zdywersyfikować źródło finansowania i przez emisję długu przynajmniej częściowo zabezpieczyć ryzyko zmian kursowych. Ghelamco i Kruk prowadzą działalność w kilku krajach UE, więc naturalnie część wpływów mają w euro. Kredyt Inkaso działa w Bułgarii, gdzie notuje przychody w lwie bułgarskim, który skorelowany jest z euro. Natoiast Pragma GO obsługuje klientów posiadających zagranicznych odbiorców, więc finansuje faktury denominowane w euro, które są spłacane także w tej walucie.

- Przeprowadzenie emisji obligacji korporacyjnych w euro pozwala spółkom na dość tanie zabezpieczenia ryzyka walutowego. Oszczędzają nie tylko na braku konieczności przewalutowania środków, ale również na odsetkach – stawka EURIBOR 3M wynosi obecnie około 3,91 proc., jest więc niższa od stosowanego przy obligacjach korporacyjnych w złotym WIBOR 3M, który sięga obecnie około 5,9 proc. - mówi Emil Szweda, redaktor naczelny Obligacje.pl.

Marże w emisjach w euro są niemal takie same, jak w emisjach złotowych. Z perspektywy emitentów ważne też jest to, że do obligacji denominowanych w euro przyciągają potencjalnie nową grupę inwestorów, którzy szukają sposobu na ulokowanie oszczędności w zagranicznej walucie.

- Po kryzysie finansowym w latach 2007-2009 większą rolę w finansowaniu przedsiębiorstw zyskał rynek finansowy. Emitenci dywersyfikują źródła finansowania nie tylko jeśli chodzi o rodzaj papieru, ale też typ inwestora. W obligacje w euro inwestują zwykle ci, którzy trzymają euro w portfelu i nie mają gdzie ulokować tej gotówki, a nie chcą wymienić jej na złotego, bo kurs jest nisko lub będą zagranicznej waluty potrzebować w przyszłości – dodaje Emil Szweda.

Zainteresowanie nie dziwi

Ważnym powodem dużego popytu na obligacje w euro jest także brak alternatywy – osoby posiadające zapasy gotówki w euro, którym zależy, aby pieniądze pracowały, skazane są w Polsce na walutowe lokaty bankowe, których oprocentowanie ledwo przekracza 0 proc. Oszczędności, których wartość wzrosła szczególnie w ostatnich latach i jak wynika z danych Obligacje.pl wynosi około 100 mld zł, bardzo często zalegają więc na kontach bankowych.

- Inwestorzy posiadają oszczędności w euro, bo zarabiają w tej walucie lub kupili ją po wybuchu pandemii czy wojny w Ukrainie. Z tymi pieniędzmi zazwyczaj nic się nie dzieje, a wraz ze wzrostem inflacji w strefie euro oraz wzrostem stóp procentowych zaczęły realnie tracić na wartości. Banki oferują niewielkie oprocentowanie lokat w euro i brak jest innych relatywnie mniej ryzykownych form inwestycji w tej walucie. Na tym tle obligacje korporacyjne jawią się jako bardzo atrakcyjne - mówi Marek Żmudzin, menadżer ds. Transakcji w Michael/Ström Dom Maklerski.

Inwestycja w obligacje w euro ma element spekulacyjny, bo na stopę zwrotu wpływają zmiany kursu EUR/PLN.

- Kurs EUR/PLN jest najniższy od 2020 r., więc coraz więcej inwestorów widzi szansę na potencjalny odwrót trendu i wzrost. Wydaje się to szczególnie prawdopodobne w perspektywie od trzech do pięciu lat, bo taki jest termin zapadalności proponowanych przez polskich emitentów papierów, więc wiele osób kupuje euro i następnie obligacje. To strategia dość ryzykowna, narażająca na skutki zmian kursowych, przy której zalecana jest dywersyfikacja portfela pod względem walutowym – dodaje Marek Żmudzin.

Na dalsze kształtowanie się kursu EUR/PLN oraz wysokosć odsetek od obligacji duży wpływ mają decyzje banków centralnych. Jak wynika z danych agencji Bloomberg, analitycy przewidują, że do końca 2024 r. Europejski Bank Centalny (EBC) dokona co najmniej trzech obniżek stóp procentowych - w sumie o około 1 pkt proc. W tym samym czasie RPP ma obniżyć stopy tylko raz o 0,25 pkt proc.

- Inflacja bazowa w strefie euro wyniosła w marcu 2,9 proc. r/r, mniej niż oczekiwali analitycy. To kolejne dane, które przybliżają nas do rozpoczęcia obniżek stóp procentowych przez EBC. Obniżenie stóp o 50-75 pkt baz do końca roku wydaje się bardzo prawdopodobne - mówi Mikołaj Raczyński, dyrektor zarządzający platformy inwestycyjnej Portu.

Starczy trochę odwagi

Potencjalne zmiany kursowe to podstawowe ryzyko, które cechuje obligacje korporacyjne denominowane w euro. Ponoszą je nie tylko inwestorzy, ale również emitenci, bo z roku na rok ich przychody w euro się zmieniają. Warto więc przejrzeć raporty finansowe i sprawdzić, na ile stabilne są wpływy w walucie obcej.

- Warto też zwrócić uwagę na wskaźniki zadłużenia, bo ryzyko kredytowe mimo wszystko jest najważniejsze, jeśli chodzi o obligacje korporacyjne. Trzeba oszacować, jak duże jest prawdopodobieństwo, że emitent dokona spłaty zobowiązania - mówi Emil Szweda.

Wiarygodności dodaje nie tylko stosunkowo niski rozmiar zadłużenia i dobra historia zarządzania nim, ale też obecność na giełdzie, rozmiar podmiotu (kapitalizacja), powtarzalność i wielkość przychodów oraz stabilność zysków.

- Nie ma już spółek, które tylko raz sięgają po pieniądze inwestorów, by ich nigdy nie spłacić. Na rynku obligacji korporacyjnych są obecnie tylko licencjonowane domy maklerskie i emitenci, którzy dbają o reputację i budują długoterminową relację z inwestorami. Jeżeli podmiot oferuje obligacje dla inwestorów instytucjonalnych i korzysta z kredytowania bankowego, to oznacza, że jego wiarygodność została wielokrotnie sprawdzona, a ryzyko związane z jego papierami jest akceptowalne dla inwestora indywidualnego. Mimo to zawsze warto zapoznać się z emitentem przed inwestycją w jego papiery dłużne - dodaje Emil Szweda.

Lampka ostrzegawcza powinna się zapalić, gdy oprocentowanie znacznie odbiega od rynkowej średniej. To sygnał, że firmie trudno o inne źródła finansowania (jak kredyt), szczególnie w obecnych warunkach rynkowych, gdzie nie trzeba podnosić marży, by przyciągnąć zainteresowanie inwestorów.

- Na rynku obligacji korporacyjnych mamy paradoks. Popyt jest bardzo duży, a takiej skali nadsubskrypcji nie było nigdy. Emitenci z tego korzystają i obniżają marże przy kolejnych emisjach, mimo że wskaźniki zadłużenia stopniowo rosną. Ryzyko kredytowe jest więc wyższe, a oprocentowanie trochę niższe, również na emisjach w euro – tłumaczy Emil Szweda.