Trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to podyktowane względami innymi niż polityczne. Nawet sam Adam Glapiński, prezes NBP podczas comiesięcznej konferencji podnosił argumenty, że po wyborach nieznane są kierunki polityki gospodarczej nowego rządu, a obawy o stan finansów publicznych każą wstrzymać się z decyzjami również po stronie polityki pieniężnej.
Ewidentnie rada zrobiła przerwę w cyklu łagodzenia polityki monetarnej, a z wypowiedzi członków tego gremium wynika, że kolejne obniżki mogą nastąpić najwcześniej w marcu. To nie spodobało się rynkowi dłużnemu i ostatnie tygodnie stały pod znakiem korekty. Najbardziej ucierpiały instrumenty krótkoterminowe, ponieważ decyzje RPP mają na nie największy wpływ.
Rynek obligacji skarbowych staje się „ciężki”. Ministerstwo Finansów (MF) emituje obligacje skarbowe w rekordowych rozmiarach. Przyszły rok nie będzie pod tym względem wcale łatwiejszy. Potrzeby pożyczkowe netto mają wynieść aż 225 mld zł. Oprócz aukcji w złotych, które odbywają się dwa razy w miesiącu, można spodziewać się sporych emisji również na rynkach globalnych. Przykładem takiej operacji była ostatnia aukcja w euro. MF uplasowało 1,25 mld EUR obligacji 7-letnich przy rentowności zbliżonej do 3,70 proc.
Kolejnym elementem, który nie pomaga instrumentom skarbowym, są dobre dane z polskiej gospodarki. We wtorek światło dzienne ujrzały dane o produkcji przemysłowej. Pierwszy raz od stycznia roczna dynamika była dodatnia. Tak samo było z danymi o sprzedaży detalicznej, opublikowanymi w środę. Cały czas silnie rosną wynagrodzenia. Cykliczny dołek w gospodarce mamy już za sobą, a jak wiadomo obligacje wolą fazę spowolnienia, ponieważ wtedy spadają rentowności i rosną ich ceny.

