W marcu Senat zajmie się nowelizacją ustawy Prawo budowlane. Zmieniony akt prawny zawiera zapisy upraszczające proces inwestycyjny i ułatwiające życie inwestorom i firmom budowlanym.
Podczas najbliższego posiedzenia Senatu rozpatrzony zostanie projekt ustawy Prawo budowlane oraz o zmianie niektórych ustaw i zapadnie decyzja w sprawie dalszego losu tego dokumentu.
— Możliwe są trzy scenariusze. Albo Senat przywróci wersję rządową, która nie przeszła w Sejmie, albo uwzględni w noweli nowe propozycje strony rządowej, albo też uchwali dokument w kształcie zaproponowanym przez niższą izbę parlamentu. Nasze propozycje są obecnie przygotowywane, muszą zostać przedstawione senatorom przed rozpoczęciem obrad — mówi Andrzej Urban, główny inspektor nadzoru budowlanego (GINB), reprezentujący w procesie legislacyjnym stronę rządową.
Powodem gorączkowych prac rządu nad propozycjami zmian w projekcie prawa budowlanego jest usunięcie przez posłów, powodującego wiele kontrowersji, artykułu 59 nowelizacji, nakładającego na inwestora obowiązek przeprowadzenia płatnej kontroli obiektu. Proponowano, aby miała ona miejsce po złożeniu wniosków o wydanie pozwolenia na użytkowanie obiektu lub po zawiadomieniu o zakończeniu prac budowlanych.
— Rezygnacja z obowiązkowych płatnych kontroli to realizacja postulatów środowiska budowlanego, upatrującego w nich źródło korupcji oraz dodatkowych obciążeń finansowych. Dotyczy to zarówno firm działających w branży, jak i osób budujących domy na własny użytek — podkreśla Roman Nowicki, przewodniczący Konferencji Inwestorów Budownictwa.
Z tą opinią nie zgadza się GINB.
— Uważam, że źle się stało, iż Sejm odrzucił obowiązkowe, płatne kontrole budynków. Mogłyby one przyczynić się do zlikwidowania zjawiska korupcji związanego z wyrywkowymi kontrolami obiektów. Gdyby działania takie były obowiązkowe, wówczas inwestor, który nie przestrzegał pozwolenia na budowę, nie mógłby wpływać finansowo na kształt wniosków pokontrolnych czy też płacić za nieobecność inspektora na budowie. Uważam, że opłata za obowiązkowe kontrole byłaby stosunkowo niewielka. Ponadto obciążałaby tylko inwestorów. Za kontrole wyrywkowe zapłacą podatnicy — podkreśla Andrzej Urban.
Na obecnym etapie propozycja opłat może jeszcze zostać przywrócona przez senatorów.
Zarówno strona rządowa, jak i lobby budowlane zgadzają się natomiast, że zaproponowany kształt ustawy ułatwia inwestorom przeprowadzenie procedur administracyjnych oraz uwalnia wykonawców części prac od żmudnego zabiegania o kolejne pozwolenia na budowę.
— Część zapisów obowiązującego obecnie prawa budowlanego była dotychczas zbyt rygorystyczna i dawała zbyt dużo możliwości dowolnej interpretacji przez urzędników. Obowiązek uzyskiwania pozwolenia na budowę płotu jest idealnym tego przykładem. Na szczęście posłowie podzielili nasze zdanie i zachowali w projekcie wszystkie zapisy ułatwiające nam życie — podkreśla Roman Nowicki.
Wśród zaproponowanych rozwiązań duże znaczenie mogą mieć zapisy nakładające na urzędników obowiązek wydania pozwolenia na budowę w terminie 2 miesięcy od daty złożenia wniosku, pod rygorem kar pieniężnych. Istotnym ułatwieniem jest także wprowadzenie uproszczonego systemu dokumentowania prawa do dysponowania nieruchomością na cele budowlane. Uznano, że powinno mieć ono formę oświadczenia składanego do właściwego urzędu. Nowela proponuje opracowanie obowiązujących wzorów tego oświadczenia oraz wniosku o pozwolenie na budowę. Posłowie utrzymali także kontrowersyjną możliwość legalizacji samowoli budowlanej.
— Moim zdaniem, jednym z najważniejszych zaproponowanych w noweli ułatwień dla inwestorów jest ograniczenie liczby stron w postępowaniu o pozwolenie na budowę. Została ona zawężona do właściciela, dzierżawcy lub zarządcy gruntu oraz bezpośrednich sąsiadów inwestycji. W ten sposób powinno dojść do wyeliminowania patologicznych protestów mających na celu zatrzymanie inwestycji również przez organizacje społeczne. Znane są przecież przypadki, że przeciwko inwestycji występowała „grupa ekologiczna” z innego miasta i wycofywała się z blokowania budowy zaraz po otrzymaniu łapówki od zdesperowanego, bo ponoszącego duże straty inwestora — wyjaśnia Andrzej Urban.
Autorzy projektu starali się także zabezpieczyć prawa deweloperów oraz ograniczyć ich straty w przypadku wydania przez sąd administracyjny decyzji wstrzymania budowy. Decyzja taka wydawana jest w wyniku złożenia przez uprawnioną stronę skargi na pozwolenie na budowę. Sąd będzie mógł uzależnić taką decyzję od złożenia przez skarżącego kaucji.
— Nie można dłużej tolerować sytuacji, w której każdy mógł bezkarnie i za darmo narażać inwestora na straty. Taka możliwość była patologią, sprzyjającą korupcji —mówi Roman Nowicki.
Projekt ustawy pozostawia do decyzji sądu rozstrzygnięcie, czy widzi potrzebę zabezpieczenia poprzez kaucję ewentualnych, przyszłych roszczeń deweloperów. Nie jest to obligatoryjne.
— Może się przecież zdarzyć, że sąd będzie miał podstawy, aby uważać, że wniosek jest zasadny. Tymczasem osoba, która go składa, może nie mieć środków na wpłacenie kaucji. Wtedy może wstrzymać prace bez złożenia zabezpieczenia. Wprowadzenie obowiązkowej kaucji pozbawiłoby szansy pełnoprawnego uczestniczenia w procesie administracyjnym te osoby, które wprawdzie posiadają takie uprawnienia, ale nie mają wystarczających środków finansowych, aby z nich skorzystać — wyjaśnia Andrzej Urban.