Nowe rozdanie w komórkach

Kolejne częstotliwości dla telefonii komórkowej mogą trafić na aukcję. To oznacza poważne kłopoty dla Playa

Minister Michał Boni zapowiedział odejście od polityki częstotliwościowej Anny Streżyńskiej, która mocno stawiała na konkurencyjność — usłyszeliśmy w jednym ze źródeł. Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji (MAiC) kategorycznie zaprzecza, by Michał Boni złożył taką deklarację. Z drugiej strony, to właśnie z kierowanego przez niego resortu wyszedł niedawno projekt nowelizacji prawa telekomunikacyjnego, który umożliwia stosowanie takiej formuły, o której zresztą MAiC dość ciepło się wypowiada.

— Aukcja pozwala na szybkie i sprawne przeprowadzenie postępowania, w związku z czym stanowi dla regulatora bardzo dobre narzędzie zagospodarowania częstotliwości — w szczególności w świetle zmienionych dyrektyw UE, kładących duży nacisk na skuteczne i efektywne zarządzanie częstotliwościami, które stanowią przecież publiczne dobro rzadkie — komentuje Artur Koziołek, rzecznik MAiC. Zapytaliśmy resort, czy przy rozdawaniu kolejnych części pasma resort będzie się kierował głównie ceną, czy też będzie liczyła się konkurencyjność.

— Jest to kompetencja prezesa UKE [Urzędu Komunikacji Elektronicznej — red.], wobec czego nieprawdą jest, że „rząd będzie kierował się głównie ceną przy rozdzielaniu kolejnych zasobów”. Kryteria każdorazowo ustalane są przez regulatora — odpowiedział Artur Koziołek.

Łakomy kąsek dla rządu

Resort poprosił już UKE o przygotowanie rozporządzenia, które umożliwiałoby przeprowadzenie aukcji. Rozdanie pasma na zasadzie walki cenowej to na pewno łakomy kąsek dla rządu w czasach kryzysu, bo łatwiej jest ściągać z operatorów wysokie opłaty za częstotliwości, niż podnosić podatki. MAiC rozesłało też po rynku pytanie, jaki model ekonomiczny będzie najlepszy do wyceny częstotliwości w paśmie 800 MHz.

— Rząd określa Krajową Tablicę Przeznaczeń Częstotliwości, realizując politykę państwa w zakresie gospodarki zasobami częstotliwości, tak więc wskazane jest oszacowanie kwoty, którą może uzyskać budżet państwa, udostępniając określony zakres do zagospodarowania i nie ma w tym nic nadzwyczajnego — mówi Artur Koziołek.

Równo znaczy lepiej?

Aukcje coraz częściej są organizowane w kolejnych krajach europejskich, zwłaszcza w przypadku pasma z zakresu 800 MHz, uwalnianego po przejściu krajów na telewizyjne naziemne nadawanie cyfrowe. By zachować konkurencyjność, często dodatkowo określane są kryteria przystąpienia do aukcji. Jeśli np. jakiś podmiot ma zbyt dużo danego pasma, nie może wziąć w nich udziału. Właśnie na konkurencyjność stawiała w przetargach na częstotliwości Anna Streżyńska, odchodząca prezes UKE. To pozwoliło zaistnieć na rynku Playowi, ale wprowadziło też Mobyland czy Centernet, które nigdy na dobre nie rozpoczęły działalności.

Kluczowe pytanie brzmi: czy rząd zdecyduje się na aukcję w przypadku częstotliwości 1800 MHz. Najwięksi operatorzy będą prawdopodobnie zdeterminowani, by przelicytować Playa, bo dzięki temu mają szansę wypchnąć konkurenta z rynku.Pieniędzy też raczej im nie zabraknie. Tymczasem dla czwartego gracza, który ma najmniej częstotliwości, zdobycie 1800 MHz to być albo nie być, bo sieć operatora powoli się zatyka. Właśnie dlatego Anna Streżyńska zaproponowała formułę przetargu na 1800 MHz, która faworyzuje Playa. To próba przywrócenia równowagi rynkowej, zaburzonej bezwarunkową zgodą dla Zygmunta Solorza-Żaka na przejęcie Polkomtela i powstaniem joint venture operatorów sieci Orange i T-Mobile w zakresie współdzielenia sieci telekomunikacyjnej. Duzi uważają taką politykę UKE za nieporozumienie. Piotr Muszyński, wiceprezes TP, wyliczył w artykule opublikowanym wczoraj na rpkom.pl, że warunki przetargu pozwalają kupić operatorowi sieci Play pasmo 1800 MHz za 2 mln zł.

Niepotrzebne fory

— Stworzenie P4 możliwości nabycia tak cennego pasma za relatywnie nieznaczącą kwotę wydaje się zupełnym nieporozumieniem. Jest to niewątpliwie prezent zwiększający wartość operatora sieci Play, co do którego zapewne wkrótce znowu będzie można usłyszeć, że jest „na wydaniu” — mówi Piotr Muszyński. TP apeluje, by częstotliwości 1800 MHz rozdysponować na zasadzie aukcji.

— Niech wygrają: lepszy operator, skarb państwa oraz klienci, którzy dostaną dostęp do nowych ofert i usług — mówi Piotr Muszyński. Za taką formułą opowiada się też część ekspertów.

— Mamy realną konkurencję na rynku telekomunikacyjnym, nie ma potrzeby, by kogoś wspierać. Jeśli jeden z operatorów potrzebuje bardziej częstotliwości, bo może zrobić na nich lepszy biznes, to zapłaci więcej niż inni — mówi Dariusz Nachyła, partner Deloitte.

— Konkurencję na rynku mobilnym utrzymuje się głównie dzięki racjonalnej polityce częstotliwościowej, którą prowadzi regulator, bo posiadanie częstotliwości zapewnia budowę alternatywnych sieci o pełnej funkcjonalności dla klientów. Odejście od takiej polityki utrudni albo zniszczy konkurencję na rynku ze szkodą dla konsumentów — argumentuje Anna Streżyńska, która do końca stycznia pełni funkcję prezesa UKE.

Czterech to już dużo

Przez pierwsze dziesięć lat pasma telefonii komórkowej były dostępne dla trzech graczy obecnych wówczas na rynku. Operatorzy sieci Orange, Plus i T-Mobile w ten sposób otrzymali częstotliwości 900 i 1800 MHz oraz UMTS. W 2005 r. na rynek wkroczył nowy gracz — przetarg na częstotliwości UMTS wygrała Netia Mobile, obecnie P4, operator sieci Play. Przez kolejne lata częstotliwości trafiały w ręce nieznanych firm, jak Aero2, Mobyland czy Centernet, które nigdy na dobre nie rozpoczęły działalności komercyjnej. Rozkręcają się dopiero teraz, gdy zostały skupione przez Zygmunta Solorza-Żaka, który niedawno przejął operatora sieci Plus.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Wierzchowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu