Każdy ma partnera, który nazywa się telekomunikacja. Właśnie tak, małą literą, bo nie chodzi o konkretną firmę, ale o branżę. Bez telekomunikowania nie da się dzisiaj prowadzić biznesu, nawet w dziedzinach na pozór niemających nic wspólnego z nowoczesnością, niepotrzebujących nawet prądu w kablu, jak wytwarzanie łapci z łyka czy glinianych kogutków z gwizdawką. Za to pojawiły się i ekspansywnie się rozwijają biznesy istniejące wyłącznie dzięki telekomunikacji i całkowicie od niej zależne. Jest to nie tylko rozmaita obsługa firm telekomunikacyjnych, ale przede wszystkim działalność zwana „pracą na odległość”. Pod pojęciem tym kryje się dziennikarz pracujący w domu i przesyłający pocztą elektroniczną teksty do redakcji, ale też wielkie centrum księgowe czy obliczeniowe światowego koncernu ulokowane nad Gangesem lub w Krakowie. Dzięki telekomunikacji pracownikowi koncernu jest obojętne, czy dział księgowości, z którym współpracuje na co dzień, mieści się piętro wyżej, czy na innym kontynencie. E-mail idzie tak samo.
Powyższy opis zakłada, rzecz jasna, sytuację modelową. W praktyce znaczenie mają wciąż względy techniczne, takie jak przepustowość łączy, sprzęt itd. Ale pociąg ruszył i nic go nie zatrzyma. Wraz z powszechnością zastosowań usług telekomunikacyjnych rośnie też liczba powiązań między sektorem telekomów a klientem. Proporcjonalnie przyrasta też liczba pułapek, jakie niesie korzystanie z telełączności. Są to pułapki starannie obmyślone lub — przeciwnie — pojawiające się znikąd wraz z nowymi rozwiązaniami technicznymi i zaskakujące klientów, ale także telekomy. Przykład pierwszy z brzegu to głośna w tej chwili w Polsce kwestia tzw. przenoszenia numerów między sieciami komórkowymi, a za chwilę także stacjonarnymi. Telekomy broniły się przed wprowadzeniem tego udoskonalenia, wietrząc możliwość spadku wpływów, ale w końcu skapitulowały i owo przenoszenie właśnie wchodzi w życie.
Sukces? Otóż nie do końca. Od tej chwili, dzwoniąc na podany mi numer, nie wiem, do której sieci dzwonię, a zatem i za ile. Zwariują też wszystkie „bramki” coraz częściej instalowane przy firmowych centralach telefonicznych dla oddzielania ruchu komórkowego od stacjonarnego. Przy dzisiejszym zróżnicowaniu i rozmaitości taryf doświadczenie może być bolesne. Minie sporo czasu zanim taryfy i wszelkie systemy naliczające zostaną dostosowane do nowych warunków. Potrzeba zatem coraz nowocześniejszych narzędzi do rozwiązywania problemów, jakie tworzą nowoczesne technologie.