NRG i Marubeni szukają partnera
31 października Elektrowni Rybnik mija kolejny termin
STRATA CZASU I PIENIĘDZY: Jedno jest niemal pewne. Jeśli MSP nie zdoła porozumieć się z dotychczasowymi kandydatami na inwestorów dla El Rybnik, nie tylko przedłuży się prywatyzacja spółki, ale także zmniejszą się wpływy z transakcji. Gdyby okazało się, że żaden z potencjalnych nabywców nie jest gotowy zapłacić resortowi oczekiwanej sumy, Andrzejowi Chronowskiemu, ministrowi skarbu, pozostanie jeszcze sprzedaż akcji elektrowni na giełdzie. fot. Grzegorz Kawecki
NRG i Marubeni — niezdecydowani inwestorzy dla El Rybnik — szukają finansowego partnera, który mógłby zastąpić w konsorcjum GE Capital. Nieoficjalne źródła podają, że oprócz National Power zakupem akcji elektrowni nadal interesuje się belgijski Tractebel i niemieckie EnBW. Wybrani przez MSP inwestorzy mają czas na decyzję do końca października.
Dzisiaj zarząd japońskiego Marubeni miał ostatecznie zdecydować, czy koncern sfinalizuje zakup od Ministerstwa Skarbu Państwa 35 proc. akcji Elektrowni Rybnik. Nieoficjalne źródła podają, że amerykański inwestor branżowy, NRG Energy, już od dawna nie ma wątpliwości, czeka jednak na decyzję partnera.
Sytuację dodatkowo skomplikowało wycofanie się z konsorcjum inwestora finansowego, którym było GE Capital. Wprawdzie część obserwatorów uznała, że wyjście GE, które oczekiwało bardzo wysokiej stopy zwrotu z inwestycji, powinno przyspieszyć sprzedaż Rybnika, wygląda jednak na to, że dwaj pozostali członkowie konsorcjum są innego zdania i, jak nieoficjalnie wiadomo, poszukują nowego partnera finansowego.
Trudności z węglem
Wiele wskazuje na to, że zarząd Marubeni po raz kolejny przesunie swoją decyzję. Poprzedni termin, w którym miała zostać podjęta, upłynął 19 września. Nie wiadomo, czy przyczyną opóźnienia była rezygnacja GE Capital, czy też niesfinalizowanie przez El Rybnik negocjacji z Rybnicką Spółką Węglową w sprawie kilkuletniej umowy na dostawę paliwa dla elektrowni. Inwestorzy twierdzą, że bez kontraktów z dostawcami paliwa i odbiorcami energii elektrycznej nie wynegocjują z bankami korzystnych kredytów na zakup akcji śląskiej elektrowni. Dlatego już od kilku miesięcy elektrownia zabiega o podpisanie odpowiednich umów. Paradoksalnie, kontrakt na sprzedaż prądu Górnośląskiemu Zakładowi Elektroenergetycznemu udało jej się zawrzeć bez większych trudności. Kolosalne problemy pojawiły się natomiast przy próbie wynegocjowania średnioterminowej umowy na dostawę paliwa.
Nawet bez pasywnego
Dzisiaj gotowy kontrakt czeka na podpisy władz RSW. Zarząd śląskiej elektrowni już w poniedziałek podjął uchwałę o podpisaniu umowy na wynegocjowanych warunkach. Kontrakt ma obowiązywać przez 6 lat i — przy obecnym poziomie produkcji prądu przez Rybnik — zaspokajać około 65 proc. zapotrzebowania elektrowni na węgiel. Jeśli władze RSW w ostatniej chwili nie zdecydują się na woltę, umowa powinna zostać zawarta w najbliższych dniach. To zaś otworzyłoby drogę do zakończenia prywatyzacji El Rybnik.
Nieoficjalnie mówi się, że — mając odpowiednie umowy — dwójka inwestorów byłaby skłonna sfinalizować transakcję nawet bez udziału nowego partnera pasywnego. Gdyby tak się stało, większościowy udział w konsorcjum — ze względu na amerykańskie przepisy podatkowe — przypadłby Japończykom.
Transakcja prywatyzacyjna ma zostać zamknięta do 31 października. Koniec miesiąca to kolejny wyznaczony inwestorom przez resort skarbu „nieprzekraczalny” termin. Wcześniej przedstawiciele resortu zapowiadali, że El Rybnik zostanie sprzedana w sierpniu, potem — że we wrześniu.
— Nie przypuszczam, żeby minister skarbu zdecydował się na przedłużenie tego terminu — mówi jeden z analityków branży.
Potwierdzają to nieoficjalne źródła zbliżone do MSP.
Następni czekają
Jeśli rzeczywiście szef resortu zamierza dotrzymać słowa, konsorcjum musi szybko podjąć decyzję. W kolejce po akcje Rybnika stoją podobno trzej inni chętni, którzy zostali wyeliminowani we wcześniejszych etapach przetargu lub, jak niemieckie EnBW, sami się z niego wycofali. Informatorzy związani z ministerstwem zapewniają, że do MSP wpłynęły pisma od inwestorów, potwierdzające ich dalsze zainteresowanie śląską spółką. W gronie tym wymienia się, oprócz Niemców, także belgijski koncern Tractebel oraz — już od dawna — brytyjskie National Power.
Wiadomo, że brytyjski inwestor nie jest mile widziany przez MSP — choć nie można wykluczyć, że stosunki między resortem a National Power poprawiły się po zmianie na stanowisku ministra skarbu.
W cieniu PKE
Zdaniem niektórych ekspertów, poważnymi kandydatami na nabywców Rybnika mogą okazać się Belgowie. Inni uważają, że Tractebel nie zdecyduje się na zakup śląskiej elektrowni.
— Belgijski koncern jest już udziałowcem El Połaniec. Teraz, zamiast kupować kolejne przedsiębiorstwo produkcyjne, powinien postarać się o dystrybucję. Mimo niskich kosztów produkcji, po liberalizacji branży rynkowa pozycja Rybnika nie będzie tak silna, jak mogłoby się wydawać. Elektrownię może przytłoczyć sąsiadujący z nią Południowy Koncern Energetyczny. PKE ma znacznie lepszy dostęp do węgla i dużo większą skalę produkcji, a po uruchomieniu starych, całkowicie zamortyzowanych, elektrowni może próbować cenowej konkurencji z Rybnikiem — uważa anonimowy ekspert.
Nie można wykluczyć, że właśnie lobbing Południowego Koncernu utrudnia rybnickiemu producentowi podpisanie umów węglowych. Zwłaszcza w świetle deklaracji PKE dotyczących ewentualnego przyłączenia firmy do koncernu. Część analityków uważa, że te deklaracje nie mają pokrycia, bowiem na wchłonięcie rybnickiej elektrowni przez PKE nie zgodziłby się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.


