- Wyniki i prognozy Nvidii wydają się krzyczeć: za wcześnie, by wątpić w hossę spółek powiązanych z sektorem AI. Owszem, nie istnieją drzewa rosnące do nieba. Ale nie istnieje też alternatywna grupa firm, która z AI może skorzystać w porównywalnej skali do amerykańskich spółek technologicznych i półprzewodnikowych – twierdzi Eryk Szmyd, analityk rynków finansowych w XTB.
Dane finansowe Nvidii były chyba najbardziej oczekiwanym raportem w obecnym sezonie wyników. W oczekiwaniu na nie kilka tygodni temu główne amerykańskie indeksy stanęły w miejscu. Kurs samej Nvidii zaczął się zaś lekko osuwać. Raport przekazany w nocy ze środy na czwartek czasu polskiego, już po środowym zamknięciu amerykańskich giełd, wywołał przecenę akcji Nvidii w handlu posesyjnym.
Rozpoczęta później konferencja wynikowa zniwelowała jednak te straty, a nawet pchnęła kurs powyżej wtorkowego zamknięcia. Zasięg tych ruchów był jednak niewielki.
Dopiero czwartek pokazał, co rynek naprawdę myśli o wynikach Nvidii. W handlu przedsesyjnym kurs spółki rósł ponad 7 proc. Potem było gorzej, ale w czwartek notowania sesyjne i tak zaczęły się od ponad 6-procentowego wzrostu. W tym kontekście warto zwrócić uwagę, że po każdym z czterech poprzednich raportów kwartalnych kurs spółki spadał podczas pierwszej sesji po publikacji wyników.
Popyt związany z AI ma się świetnie
Analitycy oczekiwali, że w drugim kwartale roku 2027 (tak to liczy Nvidia, bo jej rok obrotowy kończy się w styczniu 2027 r.) sprzedaż spółki wyniesie 92,2 mld USD. W rzeczywistości więcej niż się podwoiła, dochodząc do 96,2 mld USD, z czego 89 mld USD przypadło na sektor centrów danych.
- To pokazuje, że sercem obecnego wzrostu Nvidii pozostaje infrastruktura potrzebna do rozwoju sztucznej inteligencji – podkreśla Paweł Majtkowski, analityk eToro.
- Wydaje się, że mocny raport jest w obecnej sytuacji dla rynku pewnego rodzaju ukojeniem po nerwowym okresie. Ostatnie tygodnie zdominowane były przez nagłówki i opinie sugerujące, że hossa AI łapie zasłużoną zadyszkę, a momentum odwraca się od półprzewodników - być może na dobre. Nie wiemy, czy akurat ten raport sprawi, że inwestorzy odzyskają wiarę w infrastrukturę sztucznej inteligencji i znów ruszą na zakupy. Wiemy jednak, że jeśli największa spółka świata potrafi zwiększać biznes o ponad 100 proc. w skali roku, to może być za wcześnie, by odtrąbić koniec technologicznej hossy – komentuje Eryk Szmyd.
Zresztą sama spółka utwierdza świat, że popyt na infrastrukturę AI ma się całkiem dobrze. Na obecny kwartał zapowiada przychody wyższe od oczekiwań analityków (108 mld USD) i ich wzrost aż o 70 proc. w roku fiskalnym 2028. Ta ostatnia prognoza jest o mniej więcej 30 pkt proc. wyższa od dotychczasowych oczekiwań rynku.
- Stanowi to mocną ripostę wobec narracji, że cykl nakładów inwestycyjnych na AI osiągnął już szczyt – podkreśla Charu Chanana, główna strateg inwestycyjna w Saxo Banku.
- Cały czas widzimy poprawę wyników i widzimy też, że podnoszone są prognozy. Mamy więc jasno pokazane, że hossa AI się nie kończy, a sam wskaźnik cena do prognozowanego zysku spadł w przypadku Nvidii z kilkudziesięciu do 19, więc o jakiejkolwiek bańce nie może być mowy – mówi Daniel Kostecki, analityk z CMC Markets Polska.
Paweł Majtkowski policzył, że przy założeniu 396 mld USD przychodów w roku finansowym 2027 prognoza Nvidii na rok finansowy 2028 oznaczałaby sprzedaż rzędu 670 mld USD. Nvidia mogłaby wtedy wyprzedzić Apple'a i Alphabet pod względem przychodów, ustępując wśród amerykańskich firm technologicznych jedynie Amazonowi.
- Najważniejsze jest jednak to, że głównym ograniczeniem wzrostu nie jest dziś popyt, ale możliwości produkcyjne. Jensen Huang, szef Nvidii, powiedział, że popyt rośnie niemal o 100 proc., ale firma zobowiązuje się dostarczyć tylko około 70 proc. tego, czego oczekuje rynek, ponieważ na więcej nie pozwalają obecne moce produkcyjne. To oznacza, że Nvidia nie walczy o klientów. Ona wybiera, które zamówienia może zrealizować. W takiej sytuacji firma ma przed sobą jeszcze kwartały silnego wzrostu, ponieważ podaż wciąż nie nadąża za popytem. Co więcej, Nvidia nie musi obniżać cen, by pobudzać sprzedaż. W obecnym otoczeniu może je nawet podnosić, według szacunków nawet o około 15 proc. – uważa Paweł Majtkowski.
O czym świadczy cash flow Nvidii?
Nvidia ostrzegła jednak, że w najbliższych miesiącach jej kosmiczna marża brutto spadnie z obecnych 75 do 71 proc.
- To efekt rosnących kosztów zabezpieczania dostaw oraz przygotowań do kolejnej fali produkcji. Podobnie należy czytać spadek wolnych przepływów pieniężnych do 21,3 mld USD z około 49 mld USD trzy miesiące wcześniej. Nvidia płaci z góry za komponenty i buduje zapasy potrzebne do produkcji. To koszt utrzymania przewagi w wyścigu o podzespoły, a nie oznaka pogorszenia kondycji biznesu – wyjaśnia Paweł Majtkowski.
- Warto obserwować wolne przepływy pieniężne, ale nie reagowałbym zbyt gwałtownie na wyniki jednego kwartału. Wolne przepływy pieniężne spadły do 21,3 mld USD z 48,6 mld USD mimo dynamicznie rosnących zysków. Rachunek przepływów pieniężnych wskazuje na znaczny wzrost kapitału obrotowego: w ciągu kwartału należności pochłonęły 22,3 mld USD, a zapasy kolejne 5,8 mld USD. Jest to więc częściowo konsekwencją wyjątkowo szybkiego rozwoju, a nie automatycznym dowodem na załamanie się podstawowych czynników ekonomicznych. Jednak po tak dynamicznym wzroście kursu akcji konwersja gotówki staje się kolejnym wskaźnikiem, którego inwestorzy nie mogą ignorować – zaznacza Charu Chanana.
