Publiczne spółki, mimo kryzysu, chcą inwestować. Tymczasem strumień gotówki wysycha. To źle wróży całej gospodarce
Od początku roku zaledwie kilkanaście firm z GPW poinformowało o zaciągnięciu kredytu inwestycyjnego oraz o emisjach nowych akcji lub obligacji, z których pieniądze miałyby trafić na rozwój. W tej sytuacji nie dziwi, że niektórzy ekonomiści prognozują, że w tym roku dynamika nakładów na środki trwałe (to jedna ze składowych wzrostu gospodarczego) będzie wyraźnie ujemna, a skala spadku może być dwucyfrowa.
Przyczyn posuchy inwestycyjnej jest kilka. Pierwsza to atmosfera kryzysu, która nie zachęca przedsiębiorców do ekspansji, a raczej do walki o utrzymanie już zajętych pozycji. Ocena opłacalności projektów inwestycyjnych wypada dziś inaczej niż jeszcze rok czy dwa lata temu. Wiele firm nie myśli więc o zaciąganiu nowych zobowiązań, zwłaszcza że niektórzy po kilku latach prosperity mają wystarczające zasoby gotówkowe, by nie sięgać po nowy kapitał. Z drugiej jednak strony, nawet ci odważni, którzy decydują się na inwestycje, mają poważne problemy z ich finansowaniem. Związane jest to przede wszystkim z zaostrzeniem polityki kredytowej banków.
Sławomir Skrzypek, prezes NBP, powiedział wczoraj, że dotyczy ono praktycznie wszystkich grup klientów. Może to, zdaniem szefa banku centralnego, skutkować zerową, a nawet ujemną dynamiką akcji kredytowej w 2009 r. Wcześniej Związek Banków Polskich przedstawiał prognozy wzrostu rynku kredytów o 7-9 proc. Nadzieję na wzrost akcji kredytowej dają tylko gospodarstwa domowe, które zwykle z opóźnieniem reagują na zmieniające się warunki gospodarcze. Gorzej ma być w segmencie firm, zwłaszcza największych.
Dobrze ilustrują to dane ze spółek giełdowych, które — jeśli informowały o kredytach — to w zdecydowanej większości przypadków dotyczyło to wydłużenia terminu spłaty zobowiązań zaciągniętych na finansowanie bieżącej działalności. Czasem wiązało się to ze zmniejszeniem przyznanych limitów, co można tłumaczyć dostosowywaniem potrzeb finansowych do przewidywanej skali obrotów. Nowych kredytów (zwłaszcza na inwestycje, patrz w tabeli poniżej), było jak na lekarstwo.
Na palcach jednej ręki można też policzyć tegoroczne debiuty na warszawskiej giełdzie. Rok temu o tej porze nowicjuszy było 11, w rekordowym 2007 r. — 16. Dziś jest ich zaledwie trzech. Z tego dwie firmy poprzedziły wejście na giełdę ofertą publiczną akcji. Zarówno jednak Bumech, jak i GPM Vindexus zdobyły tylko ułamek planowanej kwoty. W przypadku drugiego emitenta ledwie wystarczyło to na pokrycie kosztów całej operacji. Chętnych na akcje po wymaganej cenie nie znalazły natomiast Piecobiogaz, Bowim i AutoGuard. Pierwsza z firm myśli teraz o emisji obligacji. Tu o kapitał też nie będzie łatwo, co pokazuje przykład Electusa, który sprzedał papiery dłużne o wartości zaledwie 10 mln zł. Apetyt był dużo wyższy. Spółka chciała zdobyć 90 mln zł.
Konsekwencje niedoboru kapitału w gospodarce są zresztą szersze niż tylko ograniczenie skali inwestycji. Przesuwanie ciężaru finansowania działalności firm z kapitału zewnętrznych na wewnętrzne powoduje bowiem drenowanie depozytów przedsiębiorstw ulokowanych w bankach. Te — cierpiące już często na niedobór lub wysokie koszty uzyskania kapitału — będą więc miały jeszcze mniej kapitału na akcję kredytową. Już dziś niektórzy ekonomiści przewidują, że sytuacja ta skończy się nadejściem drugiej fali kryzysu w tzw. sferze realnej.
Grupa Aplisens to lider wśród krajowych dostawców i producentów rozwiązań w zakresie przemysłowej aparatury kontrolno-pomiarowej i automatyki. Wartość rynku, na którym działa firma, nie jest wielka (około 100 mln zł). Ma to pozytywne strony, bo przy specjalizacji produktów oznacza to możliwość generowania wysokich marż. Eksport (głównie za wschodnią granicę) przynosi dziś mniej więcej jedną czwartą przychodów. W 2008 r. przekroczyły one 46 mln zł, co oznacza wzrost o 12 proc. rok do roku.
Prognozy na ten rok są zaskakująco optymistyczne, biorąc pod uwagę oczekiwane gwałtowne spowolnienie gospodarcze, w tym ujemną dynamikę nakładów inwestycyjnych. To czynnik, który w największym stopniu determinuje popyt na wyroby grupy aplisens. Mimo to jej zarząd spodziewa się, że w tym roku przychody wzrosną o jedną trzecią, do 62 mln zł. Zysk netto ma się zwiększyć o jedną piątą, do 11,1 mln zł. Millennium DM, współoferujący akcje spółki, jest nieco bardziej ostrożny i zakłada 57,6 mln zł przychodów i 9,4 mln zł zysku netto.
Spółka oferuje 3,5 mln akcji, z czego 2,5 mln to papiery nowej emisji. Trzy czwarte całej puli skierowano do transzy dla dużych inwestorów, którzy dziś i jutro składać będą deklaracje w ramach book buildingu. Do końca tygodnia będzie więc wiadomo, czy oferta spotka się z zainteresowaniem i jaka ostatecznie będzie cena emisyjna. Maksymalną wyznaczono na 9 zł, co oznacza, że zarząd wycenia firmę na 112,5 mln zł. Przy jej prognozowanym zysku netto na 2009 r. (11,1 mln zł) daje to wskaźnik cena do zysku na poziomie 10,1. To mniej więcej wycena giełdowych spółek o zbliżonym profilu działalności (Apator, Introl, Sonel). Dlatego niespodzianką nie będzie cena emisyjna o 15-20 proc. niższa od maksymalnej. Czy to w dzisiejszych warunkach zachęci inwestorów do kupna akcji firmy? Inne spółki, które niedawno próbowały swoich sił na rynku pierwotnym (Bowim, Autoguard), musiały obejść się smakiem. Z drugiej strony — pomóc powinny dobre, pojedyncze sygnały, docierające w ostatnich dniach z gospodarki niemieckiej (pozytywny odczyt indeksu ZEW), amerykańskiej czy polskiej.
Przyjęta przez spółkę strategia w dobie kryzysu może wydawać się ryzykowna. Planowane są bowiem m.in. inwestycje w rozwój mocy produkcyjnych (w tym m.in. budowa nowego zakładu w Krakowie i rozbudowa trzech innych), a także zwiększenie skali działalności na rynkach wschodnich (Rosja, Białoruś, Ukraina). Ten ostatni obszar — dziś pogrążony w zapaści — dokładał do tej pory około 20 proc. do przychodów grupy. W najbliższych kilku kwartałach nie należy się tam spodziewać odwrócenia tendencji. Dlatego więc choć w dłuższym terminie branża urządzeń kontrolno-pomiarowych powinna rozwijać się w szybszym tempie niż cała gospodarka (ogromne inwestycje czekają wybrane sektory nie tylko za wschodnią granicą, ale też w Polsce), to dziś należy się liczyć z przejściowym ograniczeniem zamówień. To na pewno argument, który duzi inwestorzy będą podnosić w rozmowach ze spółką.