O, właśnie kumaki idą

Anna Dermont, Rafał Kerger
03-08-2006, 00:00

Qumak-Sekom nie boi się rajderów i wrogiego przejęcia, mimo że rzucił na giełdę ogromną większość akcji.

„O, kumaki idą”. Tak ich zapowiadają, gdy akurat pojawiają się na jednym z wielu przyjęć w bujnie żyjącym, zwłaszcza nocą, rodzinnym Krakowie. Lubią się, rokrocznie jeżdżą wspólnie na narty, ich żony chodzą na wspólne zakupy, a ich dzieci wspólnie przysparzają im powodów do dumy i zadumy. Trzej wiceprezesi — Jan Goliński, Aleksander Plata i Andrzej Swolkień oraz prezes Paweł Jaguś to siła napędowa najnowszego debiutanta na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie — firmy Qumak-Sekom, czołowego polskiego integratora IT.

Dobrze, gdy on gotuje

W tej paczce do wiosny był także Krzysztof Pyzik, który zaczynał pracę w Qumaku jako pierwszy z nich. Pojawił się w spółce w 1991 roku tuż przed przyjściem do niej Andrzeja Swolkienia i Pawła Jagusia i do niedawna był jej prezesem.

— Zrezygnował, bo stwierdził, że przed wejściem na giełdę firmą powinien pokierować ktoś inny. Uznał, że od tego czasu to będzie zupełnie inny organizm i on się w nim nie widzi — przyznaje prezes Paweł Jaguś, zagadnięty o to, czy aby Krzysztof Pyzik nie miał innej wizji rozwoju spółki — ale jego koncepcja przegrała — i dlatego odszedł.

— To nie było tak, zapewniam, po prostu się wypalił — dodaje prezes.

NFI Magna Polonia, główny akcjonariusz Qumak-Sekom — wtedy 74,85 proc. akcji — powierzył zadanie wprowadzenia spółki na giełdę Pawłowi Jagusiowi dokładnie 10 marca. Słynący w firmie z nieprzeciętnych umiejętności kulinarnych (głównie owoce morza i ryby) prezes ma jednak poważanie w Qumaku przede wszystkim z innego powodu. Historia jego pracy w spółce daje nadzieję wszystkim młodziakom — na rozwój, na awans, na prawdziwe wyzwania.

Ponad 30-letni Paweł zaczynał pracę w firmie jako specjalista elektronik, potem został dyrektorem działu technicznego, do zarządu wszedł dopiero w 1999 roku.

— Na początku po prostu składałem komputery — wspomina, zarabiający dziś około 400 tysięcy złotych brutto rocznie, szacowny menedżer.

Paweł Jaguś był w branży IT prawie od początku jej rozwoju na polskim rynku. Gdy do niej trafił, rezygnując z posady w Hucie Sendzimira w zakładzie walcowni gorących, gdzie był zastępcą szefa zakładu zarządzania służbami utrzymania ruchu, świat zaznajamiał się właśnie z nowym pojęciem: komputer osobisty — pecet. Bill Gates opracowywał swoje pierwsze wersje MS DOS, a Windows nieśmiało raczkował.

— Pamiętam do dziś, jak pewien przedsiębiorca z Singapuru udzielił firmie kredytu w towarach handlowych. W ten sposób mogliśmy rozpocząć regularne dostawy komputerów z Dalekiego Wschodu. W Krakowie pojawiły się pierwsze pecety pod marką NAC z procesorem 8 Mhz i dyskami 5 Mb — opowiada Paweł Jaguś.

Utrzymać ruch

Model biznesowy Qumaka — nowego notowanego na warszawskim parkiecie — opiera się na trzech kluczowych segmentach sprzedaży: technologie inteligentnego budynku, integracja systemowa (m.in. rozwiązania chroniące wymianę informacji i systemy zabezpieczania oraz monitorowania infrastruktury IT) oraz integracja aplikacji biznesowych (głównie contact center).

Pierwszy segment stał się ostatnio dla Qumaka priorytetowy. Firma specjalizuje się szczególnie we wdrażaniu systemów zarządzania obiektami, tzw. BMS (Building Management System). Odpowiadają za komfort, bezpieczeństwo i eksploatację. Powinny je mieć m.in. wszystkie biurowce klasy A.

Na takich wdrożeniach można oczywiście zyskać bardzo dobrą marżę. Są one jednak bardzo kosztowne na etapie ich konstrukcji (szczególnie przy dużych kontraktach) — klient zapłaci przecież dopiero wtedy, gdy Qumak wykona zadanie, a projektant najpierw musi kupić potrzebny do zautomatyzowania budynku sprzęt IT.

I to jest jeden z powodów, dla których Paweł Jaguś wprowadza firmę na GPW.

— Chcemy dodatkowe środki wykorzystać na wsparcie realizacji umów zakontraktowanych na drugą połowę tego oraz na przyszły rok. Uzupełnienie kapitału obrotowego pozwoli nam w pełni wykorzystać potencjał projektowy, co przyczyni się do umocnienia naszej sytuacji rynkowej — przyznaje Paweł Jaguś.

Determinacja zarządu w tej kwestii jest tak silna, że w 2007 roku w rękach spółki może pozostać ledwie kilkanaście procent nieuprzywilejowanych akcji (wszystkie swoje akcje w Qumaku sprzedaje też fundusz inwestycyjny Magna Polonia).

— Czy nie boimy się wrogiego przejęcia i rajderów? W Polsce takie procesy to na razie można między bajki włożyć — to po pierwsze. Poza tym nasza spółka to nie akcje, lecz ludzie, i bez tych ludzi tej spółki nie będzie — to dwa. A po trzecie, nawet gdyby była taka groźba, to warto pamiętać, że rajderzy lokują się w spółkach dołujących, ale mających niewykorzystany potencjał, a my mamy niewykorzystany potencjał, ale dołować się nie zamierzamy — stanowczo tłumaczy Paweł Jaguś.

Szacowane wpływy emitenta z emisji akcji serii I wyniosą od około 15,1 miliona zł do około 23,6 miliona złotych.

Z kart fuzji

Niby Qumak-Sekom nie boi się przejęcia, ale wystarczy spojrzeć na historię nie tylko tej firmy, lecz także całej branży IT, by bez chwili wahania stwierdzić, że pozycję w komputerowym segmencie gospodarki buduje się właśnie przez fuzje.

Prekursor dzisiejszego Qumaka — utworzone w 1987 roku przez nieobecnych w firmie Jakuba Słupińskiego, Marka Głogowskiego i Krzysztofa Buszko przedsiębiorstwo Qumak International — zaczynał od sprzedaży pojedynczych komputerów i usług serwisowych.

Usilnie Qumak zaczął szukać możliwości uzyskania kapitału i wiedzy technologicznej w połowie lat 90. Postanowił stworzyć lub wejść w grupę firm, które wspólnie mogłyby proponować kompleksowe rozwiązania informatyczne. I znalazł partnera — Sekom. W 1998 roku obie firmy zbudowały grupę Sekom. Dołączyły do niej dwie mniejsze — Blue-Bridge i Gandalf Polska, specjalizujące się w tym, czego ani Qumak, ani Sekom nie miały w ofercie.

— Po paru latach doszliśmy do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będzie stworzenie — w miejsce grupy — jednego podmiotu gospodarczego. Ostatecznie w maju 2002 roku powstał Qumak-Sekom. To była jedna z pierwszych fuzji firm przeprowadzona pod rządami nowego kodeksu handlowego. A przeprowadziliśmy ją naprawdę bezboleśnie. Nastał po prostu dzień, od którego wszyscy pracownicy obu firm zaczęli pracować we wspólnej organizacji. W zarządach — i w Qumaku, i w Sekomie — od dawna były już te same osoby — wspomina Paweł Jaguś.

Dziś połączona firma zatrudnia około 160 osób. Przed nią wiadoma przyszłość. Będą profity z upublicznienia — nie tylko pieniężne, ale również prestiżowe (giełdowym łatwiej o wielkie kontrakty).

A co do przejęć (nawet wrogich) — to mądre przysłowie mówi, że każdy jest kowalem swojego losu. Czy prezes nim pozostanie, gdy pojawi się nowy, główny udziałowiec w Qumaku?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Dermont, Rafał Kerger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / O, właśnie kumaki idą