Obligacje były najlepszą inwestycją dla Polaków
Gdyby można było zainwestować w indeks WIG na początku powstania GPW (1991 rok) 100 zł, to obecnie mielibyśmy piętnaście razy więcej. Niestety po uwzględnieniu inflacji byłoby to zaledwie dwa razy więcej. Przy znacznie mniejszym ryzyku lepsza była inwestycja w obligacje.
Długoterminowe inwestowanie w akcje musi przynieść same korzyści. Gospodarka świata podlega przecież nieustannemu rozwojowi mimo krótkotrwałych kryzysów i zapaści. Taki pogląd jest bardzo rozpowszechniony wśród wielu inwestorów, szczególnie tych, którzy zarządzają cudzymi pieniędzmi. Jako dowód prawdziwości tej tezy podaje się milionowe zyski, jakie przyniósłby zakup 100 akcji General Motors w 1919 roku lub hipotetyczne zainwestowanie 1 dolara w indeks S&P500 równie dawno temu. Pewnym problemem, którego zdają się nie zauważać zwolennicy długoterminowego trzymania akcji, jest jednak możliwość przeżycia przez rzeczywistego inwestora tak długiego okresu.
Miliony po latach
Miliony zyskane dzięki trzymaniu akcji GM wyglądają atrakcyjnie. Dziwne tylko, że nie pokazuje się inwestorów, którzy posiadają te miliony. Musieliby bowiem wytrzymać z inwestycjami ponad 70 lat. Najbardziej znanym inwestorem długoterminowym na świecie, który dorobił się fortuny, jest Warren Buffett, jednak nawet w jego przypadku oznacza to perspektywę 20-letnią.
Na naszym rodzimym gruncie zwolennikami długoterminowego inwestowania byli jeszcze kilka lat temu zarządzający funduszami inwestycyjnymi. Większość przedstawicieli tych instytucji strasznie denerwowała się na rankingi budowane w perspektywie kwartalnej, półrocznej czy nawet rocznej. Wszędzie słyszeliśmy, że dobry okres do porównań to co najmniej dwa lata. W miarę jak można było budować rankingi wyników w dłuższych perspektywach, zarządzający postulowali, że sensowne są okresy co najmniej pięcioletnie.
Bez porównania
Zdaniem przedstawicieli inwestorów instytucjonalnych, trudno weryfikować wyniki funduszy w krótkim okresie, a polski rynek potrzebuje jeszcze kilku lat na rozwój.
— Horyzont inwestycyjny, który nadaje się do weryfikacji, to moim zdaniem okres trzech lat — mówi Bogusław Taźbirek, analityk PBK AM.
— Historia polskiego rynku kapitałowego jest na tyle krótka, że trudno o porównania osiągniętych stóp zwrotu z długoterminowych inwestycji. Fundusze inwestycyjne, zwłaszcza akcyjne, nie doświadczyły długoterminowej tendencji wzrostowej. Dotychczas na rynku dominowała stabilizacja oraz dotkliwe spadki wywołane kryzysami finansowymi. Moim zdaniem, okres od którego można prowadzić porównania zaczyna się od 1996 roku i jest zbyt krótki, żeby przesądzać o wynikach długoterminowych strategii — twierdzi Marek Świętoń, analityk ING BSK AM.
Dogmaty
Do tej grupy dołączyli ostatnio zarządzający funduszami emerytalnymi, którzy z tezy, że ich wyniki mają znaczenie w okresie co najmniej dziesięcioletnim, starają się stworzyć powszechnie akceptowany dogmat. Niestety nie bardzo się to udaje. Inwestorom nadal trudno jest zrozumieć, jak w długim okresie można zarabiać, skoro w krótkich okresach generuje się straty.
Gdyby można było zainwestować w indeks WIG na początku powstania GPW (1991 roku) 100 zł to obecnie mielibyśmy 15 razy więcej. Niestety po uwzględnieniu inflacji byłoby to zaledwie dwa razy więcej. Akcje stały się bardzo popularne w Polsce na przełomie 1993/1994 roku. Gdyby wówczas zainwestować 100 zł w indeks WIG 20, to do dziś, po uwzględnieniu inflacji bylibyśmy na minusie. Oczywiście nie jest to jakiś wyjątkowy okres, spójrzmy na wykres indeksu WIG, przed i po uwzględnieniu inflacji. Niewiele zmieniają również dywidendy, które były symboliczne kwoty. Gdyby nie hossa z początku lat 90., to długoterminowe inwestycje nie wyglądałyby zbyt różowo. Teraz należy sobie odpowiedzieć na pytania, czy 10 lat to za mało i czy rzeczywiście należy wierzyć tym, którzy mówią, że cierpliwość w inwestowaniu popłaca.
— W latach 90. inflacja faktycznie pochłaniała dużą część zysków inwestorów długoterminowych. Obecnie sytuacja jest inna. Polityka RPP doprowadziła do spadku inflacji. Kolejne obniżki stóp doprowadzą do tego, że oprocentowanie lokat bankowych nie będzie odbiegać od poziomu zachodniego. To sprawia, że obecna sytuacja na GPW, która znajduje się w pobliżu punktu zwrotnego, przyniesie wyższą stopę zwrotu z akcji niż lokat w najbliższych latach. Natomiast w perspektywie najbliższych dwóch lat rentowne obligacje będą stanowić poważną alternatywę dla akcji — prognozuje Bogusław Taźbirek.
— Dopiero w obecnej dekadzie będziemy mieli do czynienia z wykształcaniem się stabilnych trendów, które doprowadzą do dominacji w gospodarce przewidywalnych cyklów koniunkturalnych. W przyszłości inwestorzy, którzy będą decydowali się na analizę długoterminową, będą odrzucali dochodowość i wyniki z lat 90., które nigdy więcej się nie powtórzą — mówi Marek Świętoń.