Obligatariusze zaufali Respect Energy

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2021-10-27 20:00

Pierwsza emisja zielonych obligacji przyniesie energetycznej firmie 60 mln zł. Zainwestuje je w przejęcie farmy wiatrowej, fotowoltaikę i elektrolizer.

Przeczytaj artykuł i dowiedz sie:

  • jak poszła pierwsza w historii emisja obligacji Respect Energy
  • kiedy będą kolejne
  • na co firma przeznaczy pieniądze

Respect Energy, firma specjalizująca się w obrocie energią elektryczną i inwestująca w zieloną energetykę, po raz pierwszy wyszła do inwestorów z prośbą o pieniądze. I już wie, że ma powody do radości.

— Sprzedaż pierwszej serii naszych zielonych obligacji, w ramach oferty prywatnej, zostanie formalnie zamknięta do końca listopada. Już dziś wiem jednak, że papiery znalazły nabywców. Na tym etapie mogę powiedzieć jedynie, że pozyskamy w ten sposób około 60 mln zł — mówi Sebastian Jabłoński, prezes i główny udziałowiec Respect Energy.

Teraz kraj, potem świat

Na rynku mówiono wcześniej, że Respect Energy sonduje również opcje pozyskania inwestora kapitałowego. Sebastian Jabłoński potwierdza, że opcji było kilka.

— Mieliśmy wybór między finansowaniem rozwoju z zysków, z pomocą inwestora kapitałowego albo przy wykorzystaniu długu. Pierwsze rozwiązanie odrzuciliśmy ze względu na ekstremalnie szybki wzrost rynku, na którym działamy, wymagającego niemal nieograniczonych inwestycji. Rozwiązanie drugie, czyli inwestora, rozważaliśmy, prowadziliśmy rozmowy, ale zrozumieliśmy, że im dłużej poczekamy, tym lepiej. Jeśli utrzymamy tempo wzrostu, to także wycena Respect Energy będzie rosła — tłumaczy Sebastian Jabłoński.

Wysokie obroty:
Wysokie obroty:
Większość przychodów Respect Energy, której prezesem i głównym udziałowcem jest Sebastian Jabłoński, pochodzi z obrotu energią elektryczną. Ten rok ma przynieść firmie około 5 mld zł przychodów i 60-80 mln zł zysku brutto.
Marek Wiśniewski

Firma zdecydowała się w końcu na rynek długu, czyli rozwiązanie pośrednie. Odniosła sukces i planuje już kolejne emisje.

— W przyszłym roku będzie to jeszcze rynek krajowy, a w 2023 r. być może już rynki międzynarodowe — mówi Sebastian Jabłoński.

Papiery Respect Energy nie będą notowane na obligacyjnym rynku Catalyst, bo — jak podkreśla prezes — jest zbyt płytki i mało płynny.

Potrzeby bez granic

Plan kolejnych emisji wynika z potężnych potrzeb inwestycyjnych energetyki.

— Dziś zużycie energii elektrycznej to tylko około jednej czwartej całego rynku energii, na który składa się również transport czy ogrzewanie. Ograniczanie emisji w tych obszarach, czyli odchodzenie od węgla, ropy i gazu, wiązać się będzie nieuchronnie z elektryfikacją. Elektryfikacja czeka też przemysł, wykorzystujący np. gaz do procesów technologicznych. W efekcie prognozy wskazują, że w 2050 r. trzy czwarte potrzeb energetycznych zaspokajać będziemy prądem, a jedną czwartą wodorem, przy czym do produkcji wodoru też potrzebny jest prąd. To obrazuje nieograniczoną w zasadzie skalę czekających świat wydatków — tłumaczy Sebastian Jabłoński.

Taka skala wydatków może zawrócić w głowie. Sebastian Jabłoński podkreśla jednak, że Respect Energy musi działać i inwestować rozsądnie.

— Mam 30 lat, a za 20 nadal zamierzam prowadzić tę firmę — deklaruje prezes Respect Energy.

Czas na wodór

Pierwsze pieniądze od obligatariuszy firma przeznaczy na sfinansowanie przejęcia farmy wiatrowej o mocy 10 MW, dobudowanie instalacji fotowoltaicznej (14 MW) i postawienie elektrolizera (5 MW) produkującego wodór. Łącznie będzie to kosztować około 170 mln zł. Instalacja będzie mieć charakter testowy, a produkcja wodoru powinna ruszyć w 2023 r.

— Planujemy też inwestycje w kolejne podobne instalacje — mówi Sebastian Jabłoński.