Minister daje prezent na koszt miast
Mieszkańcy dużych miast mają jeździć gratis. Dla reszty przejazd może być wyjątkowo drogi. Zwłaszcza w Krakowie.
Coraz więcej emocji wokół autostradowych obwodnic. Poprzednie rządy obiecywały, że będą bezpłatne, obecna ekipa chce wprowadzić myto. Wczoraj jednak okazało się, że nie dla wszystkich. Za darmo po "ringach" mają jeździć mieszkańcy dużych miast: Wrocławia, Krakowa, aglomeracji śląskiej czy Łodzi.
— Duże miasta mogą ponieść część kosztów związanych z wprowadzeniem tzw. zerowej stawki dla swoich mieszkańców. Miasta mogą podejmować uchwały, przeznaczyć pieniądze ze swojego budżetu na wykupienie 50 proc. ulgi. Krajowy Fundusz Drogowy dokładałby resztę, by mieszkańcy aglomeracji, którzy będą korzystać z autostradowych obwodnic swoich miast, byli zwolnieni z odpłatności — powiedział wczoraj w Sejmie Cezary Grabarczyk, minister infrastruktury.
To niespodziewany zwrot akcji, bo niedawno Radosław Stępień, wiceszef resortu, mówił w "PB", że autostradowe obwodnice muszą być płatne. W przeciwnym razie drogowy budżet byłby o 1,2 mld zł rocznie mniejszy od planów, których jednak na razie ministerstwo nie ujawnia.
Nie chcą dopłacać
Samorządom nie podoba się i odpłatność za obwodnice, i refinansowanie przejazdów mieszkańców.
— Jeszcze niedawno przedstawiciele administracji publicznej zapewniali nas, że wrocławska obwodnica będzie bezpłatna. Teraz słyszymy o dokładaniu z budżetu miasta za korzystanie z niej przez mieszkańców. To absurd. W ciągu ostatnich czterech lat Wrocław już wydał 400 mln zł na remont i modernizację krajowych dróg — podkreśla Paweł Czuma z Urzędu Miasta we Wrocławiu.
Dodaje, że taki pomysł uderza w tych, którzy wyprowadzili się z miasta, ale dojeżdżają tu do pracy, kina itp.
— Obwodnica ma służyć nie tylko mieszkańcom Wrocławia czy powiatu, jest dla całego Dolnego Śląska — argumentuje Paweł Czuma.
W walkę o bezpłatną obwodnicę ponoć zaangażował się nawet Grzegorz Schetyna, szef Klubu Parlamentarnego Platforma Obywatelska.
Dopłaty do przejazdów obwodnicami uszczupliłyby wydatki na inwestycje wielu samorządów.
— Miasta mają potężne plany inwestycyjne, tymczasem wpływy z CIT i PIT spadają. Obarczenie samorządów dodatkowymi wydatkami oznacza ograniczenie zdolności finansowej miast do uzyskiwania funduszy na inwestycje — podkreśla Danuta Kamińska, przewodnicząca komisji skarbników Unii Metropolii Polskich.
Nieunijne droższe
Inne miasta mogą mieć jeszcze gorzej niż Wrocław.
— Przejazd po tych trasach, których budowa była współfinansowana z funduszy unijnych, może być dwa razy tańszy niż po tych, które nie były współfinansowane przez Brukselę — mówi Zbigniew Czapla-Nowicki, dyrektor ds. projektów w Stalexport Autostrady.
Przykład?
— Niedawno dowiedzieliśmy się, że przejazd obwodnicą Krakowa będzie dwa razy droższy niż odcinkiem A4 z Krakowa do Szarowa czy od Katowic w kierunku niemieckiej granicy — twierdzi Wojciech Gębicki, prezes Stalexportu Autostrady Małopolskiej, koncesjonariusza trasy A4 Kraków — Katowice.
Krakowska obwodnica może być dwa razy droższa, bo nie była współfinansowana przez Unię, a pozostałe odcinki A4 — wyłączając koncesyjny — tak. To może oznaczać, że kierowcy ciężkich pojazdów wybiorą darmowy przejazd przez miasto. Podobnych przykładów może być więcej.
Co na to resort infrastruktury?
— Wszelkie spekulacje odnośnie do wysokości stawek są przedwczesne. Prace nad ustaleniem wysokości stawek trwają i zakończą się pod koniec roku, a robione prawdopodobnie metodą "na oko" szybkie wyliczenia prowadzą wyłącznie do niepotrzebnego szumu medialnego — twierdzi Mikołaj Karpiński, rzecznik resortu.
Najazd TIR-ów na lokalne drogi
Samorządowcy obawiają się, że tiry uciekną z płatnych dróg. Elektronicznych opłat boją się też przewoźnicy.
W lipcu 2011 r. ma być wdrożony system e-myta dla ciężarówek: na autostradach, ekspresówkach i części dróg krajowych. Będzie pewnie opóźniony, bo przygotowania są w proszku, ale już dziś wdrożenie nowych zasad rozliczeń budzi wiele emocji.
— Rząd chroni drogi krajowe, wprowadzając na nich opłaty, by ciężarówki nie uciekały z autostrad. A kto ochroni drogi regionalne? — pyta Tomasz Pabis, naczelnik Wydziału Inżynierii Ruchu Zarządu Dróg Wojewódzkich w Krakowie.
I podaje przykład "zakopianki", która dla tirów ma być płatna do Lubnia.
— Właśnie modernizujemy alternatywną drogę wojewódzką. Po to, by z "zakopianki" uciekły na nią ciężkie samochody — dodaje
Kolejnym przykładem darmowej drogi, na którą mogą uciec kierowcy jest śląska Drogowa Trasa Średnicowa.
Także przewoźnicy narzekają na nowy system. Najbardziej boją się wysokości opłat, bo choć ostatecznych stawek jeszcze nie podano, pewne jest, że koszty transportu znacznie pójdą w górę. Przewoźnicy zapowiadają już, że podniosą ceny frachtu, przerzucając koszty na klientów.
Dziś o e-myto i transport drogowy przedstawicieli resortu ma pytać w Sejmie Janusz Piechociński, poseł PSL, wiceszef Sejmowej Komisji Infrastruktury.
— Tylko do końca czerwca przewoźnicy mogą kupować roczne winiety, bo nowy system ma funkcjonować od lipca 2011 r. To termin niewykonalny, a przewoźnicy pozbawieni możliwości kupienia winie rocznych będą musieli kupować droższe, obowiązujące w krótszych okresach — podkreśla poseł Piechociński.
Niższe opłaty korzystne
Prof. Wojciech Suchorzewski*, Politechnika Warszawska
Wprowadzenie systemu elektronicznego poboru opłat na drogach krajowych wzbudza gorącą dyskusję. Jednym z tematów są zagrożenia, jakie wiążą się z wprowadzeniem opłat na odcinkach dróg współfinansowanych z funduszy unijnych. Jeśli droga będzie dawać dochód (po uwzględnieniu kosztów budowy i utrzymania), to dany projekt — jako samofinansujący się — nie będzie kwalifikował się do unijnego wsparcia.
W dyskusji o stawkach opłat rysuje się także podział dyskutantów na dwie grupy. Pierwsza opowiada się za taką wysokością opłat, która umożliwi pokrycie faktycznych kosztów budowy i eksploatacji drogi. Może to prowadzić do stawek tak wysokich, że pojazdy odpłyną na równoległe drogi bezpłatne.
Druga opcja, którą popieram, to stawki, które zachęcą użytkowników do korzystania z płatnej infrastruktury. Państwu może opłacać się rekompensowanie utraty części wpływów [np. koncesjonariuszowi], jeżeli odciążenie dróg równoległych przyniesie korzyści [np. obniżenie kosztów remontów i ruchu, mniej wypadków].