O północy zakończyła się IV kadencja Sejmu oraz V kadencja Senatu (różnica w numeracji wywodzi się jeszcze z roku 1989), a rozpoczęły się kolejne. W składzie parlamentu nastąpiła ogromna wymiana. Odnosząc się do kadencji zakończonej — 290 z 460 posłów, czyli 63 proc. izby, jest nowych, a 268, czyli 58 proc., w ogóle pierwszy raz w życiu zasiada w ławach na Wiejskiej. Kadrowa rewolucja w Senacie poszła jeszcze dalej — 90 ze 100 wybrańców (czyli 90 proc. — tu odsetki liczy się wyjątkowo łatwo) jeszcze wczoraj nie było senatorami, 66 zaś jest całkowitymi parlamentarnymi nowicjuszami.
Personalna wymiana parlamentu ma istotne znaczenie dla wymiaru sprawiedliwości — o północy wygasły jedne immunitety, ale pojawiły się inne (dokładniej — zaczną się w chwili złożenia przez posła czy senatora ślubowania). Ważny jest także jej aspekt finansowy — otóż październik okazuje się miesiącem wyjątkowego nieoszczędzania w budżetach Sejmu i Senatu. Pełne uposażenie za ten miesiąc pobiorą wszyscy zawodowi parlamentarzyści — i ze starej, i z nowej kadencji! Takie przywileje zagwarantowali sobie w ustawie. Wychodzi na to, że dla budżetu najbardziej opłacalna byłaby reelekcja jak największej liczby posłów i senatorów — bo to i październikowa pensja nie jest dublowana, i nie trzeba wypłacać trzymiesięcznej odprawy, i terenowe biura pozostają te same...
Czy odchodzący posłowie i senatorowie przynajmniej zapracowali na odprawy? Z jednej strony kadencja 2001-05 wykonała ogromny wysiłek legislacyjny, związany z wchodzeniem Polski do Unii Europejskiej. Z drugiej jednak — okazała się rekordowa pod względem liczby afer i przestępstw, co wiązało się głównie z wejściem na polityczne salony Samoobrony, ale nie tylko. Największym zaś błędem byłego już Sejmu, a mówiąc wprost nieuczciwością wobec społeczeństwa, było trwanie za wszelką cenę do końca kadencji. Mała satysfakcja, że łatwo daje się ustalić odpowiedzialnych — hipokrytów z SLD, którzy przez trzy lata obiecywali wybory na wiosnę 2005 r., a w końcu zawiązali koalicję strachu.
Niestety, V kadencja Sejmu startuje w stylu zdecydowanie gorszym, niż w roku 2001 ruszała ta właśnie zakończona. Dzisiejsza źle przygotowana inauguracja może wykopać nawet tak głębokie podziały, że uniemożliwią one Prawu i Sprawiedliwości oraz Platformie Obywatelskiej zawiązanie spójnej koalicji, zdolnej do przetrwania cztery lata.