Oby tylko w Polsce było w co inwestować...

Agnieszka Janas
opublikowano: 2006-01-31 00:00

Fundusz nie wyznacza sobie limitu wydatków. Zamierza dalej szukać ciekawych projektów na polskim rynku i w nie inwestować.

„Puls Biznesu”: Wartość portfolio Europolis na koniec 2005 r. wyniosła 300 mln euro. Czy nadal państwo chcecie je powiększać?

Bernhard Mayer: Myślimy o wzmocnieniu naszego znaczenia na polskim rynku — chcemy poszerzyć stan posiadania we wszystkich segmentach nieruchomości. Naszym celem jest inwestowanie w biurowce, centra logistyczne i obiekty handlowe.

Obiekty handlowe? W tym segmencie panuje olbrzymia konkurencja... Czy interesujecie się państwo konkretnymi obiektami, prowadzicie negocjacje?

Rzeczywiście, teraz każdy inwestor wręcz poluje na okazję nabycia takiego projektu. Dlatego, choć jesteśmy zainteresowani obiektami handlowymi, nie oceniam wysoko szans ich kupienia. Tym bardziej że mamy swoje oczekiwania cenowe — trudne teraz do spełnienia.

Stopa zwrotu zainwestowanego kapitału spadła w Polsce po integracji z UE z 9-10 proc. do nawet poniżej 7 proc. Czy to właśnie jest ta zbyt wygórowana cena?

Nie interesuje nas taka stopa zwrotu. Właśnie dlatego raczej nie wejdziemy do centrum handlowego. Nie twierdzę, że na dojrzałym, ustabilizowanym rynku nie ma ona sensu, ale nie jest to właściwy poziom dla Europolis.

Spadek stóp zwrotu nastąpił w całej branży nieruchomości. Czy nadal jest to rynek, na którym warto być obecnym?

Oczywiście. Nadal jest bardzo atrakcyjny, ale trzeba nastawić się na inwestycje wieloletnie. Wejście do Unii sprawiło, że Polska jest postrzegana jako kraj stabilny i rynek „domowy”. Obiecujące jest też tempo wzrostu gospodarczego. Stopy spadły, ale kraj zyskał na atrakcyjności jako wiarygodny partner.

Jaką zatem kwotę Europolis zamierza ulokować na naszym rynku?

Trudno odpowiedzieć wprost na to pytanie. Nie mamy określonej kwoty do wydania na każdym rynku. Posiadamy odpowiednie możliwości finansowe. Poszukujemy dobrych okazji i jeśli negocjacje idą we właściwym kierunku — inwestujemy w nieruchomość. Interesują nas budynki klasy A, w ciekawej lokalizacji, których najemcy podpisali wieloletnie, dobrze skonstruowane umowy.

Nie wspomniał pan o hotelach. Mam rozumieć, że nie znalazły się one w obszarze zainteresowań funduszu?

Tak właśnie jest. Wynika to z założenia funduszu — sami zarządzamy posiadanymi przez nas nieruchomościami. Uważamy, że mamy odpowiednią kadrę, która pozwala zapewnić naszym najemcom wysoki poziom usług czy dbać o wzrost wartości nieruchomości. Jednak dotyczy to funkcjonowania takich obiektów, jak biurowce czy centra logistyczne i handlowe. Hotelarstwo to specyficzna branża, na której po prostu się nie znamy. Dlatego nie planujemy inwestycji w tym sektorze.

Deklarujecie państwo chęć działania na innych rynkach Europy Środkowej. Jak wpłynie to na zaangażowanie w Polsce?

To rozszerzenie regionu działania funduszu. Nie wpłynie w żaden sposób na poziom wydatków w Polsce. Jeśli tylko będzie w co inwestować...

Co pana niepokoi, a co napawa otuchą na polskim rynku?

Nie ma nic takiego, co by mnie martwiło. Oczywiście wolałbym, aby nie było zawirowań politycznych, ale na razie nie wpływają one znacząco na gospodarkę. Zdecydowanie natomiast cieszy mnie wysoki poziom najmu, jaki osiągnęliśmy w naszych budynkach. To dobra prognoza na przyszłość.