Obyśmy polskie gole w ogóle zobaczyli

Jacek Zalewski
opublikowano: 2008-06-03 00:00

Doceniając rosnące z każdym dniem PR-owskie znaczenie EURO 2008, premier Donald Tusk wczoraj namaścił reprezentację odlatującą do Austrii, a dzisiaj bierze udział w posiedzeniu komitetu organizacyjnego EURO 2012. Ruchy szefa rządu zbiegły się z hiobowymi dla TVP — mniej dla TVN — wieściami, że obie stacje nie pokażą nawet migawek z meczów, bo Polsat żąda za odstępne za dużo.

Powiedzmy sobie szczerze — Polakom mającym naziemny czy kablowy dostęp do Polsatu jest naprawdę wszystko jedno, w której stacji będą oglądać transmisje. Dwa lata temu, gdy relacje z mistrzostw świata w Niemczech zostały podzielone, nikt nie zwracał uwagi, czy mecz idzie akurat w Telewizji Polskiej, czy w Polsacie. Kibiców co najwyżej śmieszyła postawa obu stacji — żadna nawet się nie zająknęła, że kolejny w danym dniu mecz można oglądać u konkurencji. O choćby symbolicznym partnerstwie nie było mowy.

Kiedy słyszę, że TVP poskąpiła na pokazanie choćby bramek Polaków, jako żywo wraca mi w pamięci mundial w Meksyku — ale nie ten z roku 1986, lecz pierwszy, z 1970, do którego Polska się nie zakwalifikowała. Wówczas byliśmy jedynym, obok Albanii, krajem w Europie, którego obywatele zostali odcięci od światowej piłki. Sfrustro-wani kibice autentycznie wyjeżdżali do rodzin nad granicę, gdzie dawało się odbierać telewizję bratniej Niemieckiej Republiki Demokratycznej, Czecho-słowacji lub radziecką. Towarzysz Władysław Gomułka zakazał wówczas wydania 100 tys. dolarów na transmisje i podobnej kwoty za łącza.

Dzisiaj TVP była gotowa zapłacić za pokazanie goli około 100 tys. euro, ale Polsat chciał więcej — więc na publicznej antenie nie będzie nic. Jednak dopiero 16 czerwca okaże się, czy nie był to złoty interes TVP — polskich goli może nie pokazać także Polsat…

Jacek Zalewski