Ochroniarze wolą schody niż windę

opublikowano: 28-03-2016, 22:00

Konsalnet uważa, że do 12 zł za godzinę przy umowach-zleceniach trzeba dochodzić stopniowo. Ministerstwo Pracy jest innego zdania

Ochroniarz to praca, która nieszczególnie popłaca — w branży przez lata standardem było zatrudnianie na tzw. umowach śmieciowych za kilka złotych za godzinę. Dominujące jednak dotychczas wśród ochroniarzy umowy-zlecenia szybko tracą atrakcyjność dla pracodawców. Od początku roku trzeba od nich odprowadzać składki do ZUS do wysokości płacy minimalnej (tzw. ozusowanie), co według przedstawicieli branży doprowadziło już do redukcji zatrudnienia o około 45 tys. osób (15 proc. rynku). Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) tymczasem intensywnie pracuje nad wprowadzeniem minimalnej stawki godzinowej w wysokości 12 zł, co może być jeszcze większym problemem.

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, 
którym kieruje Elżbieta Rafalska, broni stawki 12 zł, bo chce, by firmy 
przestały zatrudniać na umowy zlecenia osoby, które powinny zatrudniać 
na umowy o pracę.
Wyświetl galerię [1/2]

TO W SAM RAZ:

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, którym kieruje Elżbieta Rafalska, broni stawki 12 zł, bo chce, by firmy przestały zatrudniać na umowy zlecenia osoby, które powinny zatrudniać na umowy o pracę. Marek Wiśniewski

— Co do zasady, nie jesteśmy przeciwni wprowadzaniu minimalnej stawki godzinowej przy umowach-zleceniach. To właściwie dobry pomysł i sposób na wyeliminowanie patologii na rynku. Niestety, nawet instytucjom publicznym [w przetargach na usługi ochroniarskie czy sprzątanie — red.] zdarzało się płacić absurdalnie niskie stawki na poziomie 5-7 zł za godzinę — i to dla firmy, więc szeregowy pracownik dostawał jeszcze mniej. Nie mamy problemu z ideą, martwi nas jednak sama forma realizacji i wdrożenia programu — mówi Jacek Pogonowski, prezes Konsalnetu, największego gracza na polskim rynku ochrony.

Groźna kumulacja

Zdaniem prezesa Konsalnetu, pospieszne wprowadzenie stawki 12 zł może doprowadzić do masowych redukcji zatrudnienia,nie tylko w branży ochroniarskiej, ale też w gastronomii czy innych usługach. A przynajmniej zatrudnienia oficjalnego, bo pracownicy wciąż będą potrzebni, tyle że mogą wylądować w szarej strefie.

— Problemem jest kumulacja obciążeń. Od początku tego roku obowiązuje ozusowanie umów-zleceń, które podniosło koszty pracy prawie o 40 proc. i w samej branży ochroniarskiej wiązało się z redukcją miejsc pracy o kilkadziesiąt tysięcy. Teraz — być może jeszcze w 2016 r. — dojdzie relatywnie wysoka minimalna stawka godzinowa. To za dużo zmian na raz. Musimy mieć więcej czasu na przystosowanie się, renegocjowanie umów z klientami i wytłumaczenie im, że będą musieli płacić więcej. Minimalna stawka godzinowa powinna być wprowadzona stopniowo, w ciągu kilku lat — mówi Jacek Pogonowski. Konsalnet przedstawia wyliczenia, zgodnie z którymi obowiązująca np. w Czechach i na Węgrzech minimalna stawka godzinowa jest o ponad 20 proc. niższa od proponowanej w Polsce. Znacznie wyższa jest natomiast w Niemczech, gdzie wynosi 8,5 EUR brutto, czyli trzykrotnie więcej, niż ma wynosić u nas.

— Powinniśmy oczywiście aspirować do poziomu niemieckiego, ale trzeba to odnieść do wielkości gospodarki. Ich minimalne roczne wynagrodzenie to około 30 proc. PKB na głowę mieszkańca. Gdyby w Polsce zastosować taką proporcję i przeliczyć to na roboczogodziny, doszlibyśmy do stawki 9,5 zł brutto. To już podobny poziom do Czech i Węgier, gdzie stawka godzinowa wynosi 2,03-2,17 EUR — mówi Jacek Pogonowski. Dlatego największa firma ochroniarska na rynku będzie starała się przekonać przedstawicieli władzy w odpowiednich ministerstwach do wprowadzenia zmian. — Naszym zdaniem, od początku przyszłego roku minimalna stawka godzinowa powinna wynosić nie więcej niż 10 zł. Należałoby też przygotować jasny harmonogram dojścia do poziomu 12 zł w ciągu trzech lat. Dzięki temu stawki nie wzrastałyby skokowo, branża i jej klienci mieliby czas na przystosowanie się do nowych warunków, wszystko odbyłoby się przewidywalnie, bez rewolucji, a jednocześnie eliminowalibyśmy patologię bardzo niskich płac godzinowych, cywilizując tym samym rynek pracy w Polsce — mówi Jacek Pogonowski.

Walka z patologią

Co na to resort pracy? Podkreśla, że mielony właśnie w trybach konsultacji społecznych projekt ma na celu przede wszystkim zapobieganie patologii, polegającej na stosowaniu umów cywilnoprawnych tam, gdzie powinny być stosowane umowy o pracę. Nowe przepisy mają zachęcać do zmiany. Ministerstwo przyznaje jednocześnie, że ustalenie minimalnej stawki godzinowej nie jest łatwe. „Nie ma idealnego sposobu ustalania płacy minimalnej, trudno też określić jej optymalną wysokość, bowiem minimalne wynagrodzenie jest tylko jednym z wielu czynników, które mają wpływ na gospodarkę, rynek pracy, poziom życia społeczeństwa” — odpisało biuro prasowe MRPiPS na nasze pytania. Skąd wzięła się więc stawka 12 zł? „Wynikało to z porównania do wysokości miesięcznego minimalnego wynagrodzenia na podstawie stosunku pracy. Założono, że stawka godzinowa powinna być niewiele wyższa niż w przypadku minimalnego wynagrodzenia przy zatrudnieniu na podstawie stosunku pracy, co powinno zachęcać do stosowania umów opartych o Kodeks pracy. Dostępne dane nie pozwalają niestety na wyliczenie, ile osób zatrudnionych obecnie na podstawie umowy-zlecenia może w wyniku zmian prawa otrzymać umowy o pracę” — głosi odpowiedź resortu. MRPiPS przypomina jednocześnie, że z założenia umowa o pracę powinna być stosowana we wszystkich przypadkach, gdy pracownik zobowiązuje się do wykonywania pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy i pod jego kierownictwem oraz w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę. „Stosowanie w takich przypadkach umów cywilnoprawnych jest niezgodne z prawem” — podkreśla ministerstwo.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Handel / Ochroniarze wolą schody niż windę