Od klęski urodzaju do klęski nieurodzaju

Na wschodzie i zachodzie Europy słychać o wielkich stratach w sadach i na plantacjach w Polsce. Emocje podbijają przymrozki i coroczny start negocjacji o stawki za owoce

Przymrozki, znaczące straty, duże problemy — tak o produkcji owoców w Polsce w nadchodzącym sezonie rozpisują się zagraniczne branżowe serwisy. U nas też już pojawiają się pierwsze doniesienia o wielkim dramacie pojedynczych sadowników, którzy stracili prawie wszystkie plony.

Wielkie zmiany temperatury dały jabłoniom na tyle w
kość, że sadownicy spodziewają się wyniku istotnie niższego od wieloletniej
średniej produkcyjnej oscylującej wokół 3 mln ton. W trwającym jeszcze sezonie
padł natomiast rekord rekordów — ponad 5 mln ton
Zobacz więcej

WAHANIA TEMPERATURY I ZBIORÓW:

Wielkie zmiany temperatury dały jabłoniom na tyle w kość, że sadownicy spodziewają się wyniku istotnie niższego od wieloletniej średniej produkcyjnej oscylującej wokół 3 mln ton. W trwającym jeszcze sezonie padł natomiast rekord rekordów — ponad 5 mln ton ERWIN SCHERIAU-PAP

— Sytuacja jest bardzo zróżnicowana. U siebie nie mam większych strat w jabłoniach, natomiast mocno ucierpiały czereśnie. Słyszymy, że w rejonie warecko- -grójeckim, a więc największym rejonie sadowniczym, straty sięgają nawet połowy plonów — mówi Zbigniew Chołyk z LubApple.

Zaznacza, że choć głośno mówi się o Polsce, czyli o największym producencie jabłek w UE, to u nas doszło tylko do przymrozków, zaś u innych znaczących producentów, jak Włosi i Francuzi, do prawdziwego ataku zimy, co zagrozi podaży w Europie.

— Dokładnie będziemy w stanie to ocenić w czerwcu — zaznacza Zbigniew Chołyk. Mirosław Maliszewski, szef Związku Sadowników RP, podkreśla, że trudno dziś podać wolumeny, których można się spodziewać, ale jedno jest pewne — wynik będzie niższy od wieloletniej średniej (oscylującej wokół 3 mln ton), nie wspominając już o zeszłym rekordowym roku, w którym plony przekroczyły 5 mln ton.

— Problem polega na tym, że straty są ogromne we wszystkich gatunkach jabłek. Nie jesteśmy w stanie podać konkretnej prognozy, ale zbiory nie przekroczą 2,5 mln ton. Czerwcowe i późniejsze szacunki mogą być tylko gorsze. To paradoks, bo z klęski urodzaju wchodzimy w klęskę nieurodzaju. Już dawno nie było normalnego sezonu — mówi Mirosław Maliszewski.

Destabilizacja biznesu

Poprzedni sezon był zapowiadany jako największa katastrofa od kilkudziesięciu lat z powodu mrozów i przymrozków. Ostatecznie ci sadownicy, którzy mieli owoce, zarobili, bo mniejsza podaż wywindowała ceny. Obecny sezon (kończący się latem) był dokładnie odwrotny — tzn. słabiej owocujące sady zebrały siły i intensywniej owocowały, pogoda sprzyjała, a sadownicy załamywali ręce nad rekordowo niską ceną z powodu rekordowowysokiego zbioru. Alarmowali, że wręcz nie opłaca im się zrywać owoców, bo ceny w skupie nie pokrywają kosztów produkcji, i zostawiali jabłka i inne owoce na drzewach i krzewach.

— Niestety, z powodu pogody w ostatnich latach wiele jabłoni weszło w coś, co nazywamy przemiennością owocowania. Oznacza to intensywne plonowanie jednego roku i odpoczynek w kolejnym. Dla nas to niebezpieczne zjawisko, destabilizujące sadowniczy biznes — dodaje Mirosław Maliszewski.

Kolorowo nie jest też wśród producentów owoców jagodowych. Janusz Andziak, szef Stowarzyszenia Plantatorów Truskawki, spodziewa się, że podaż będzie o 20-30 proc. niższa, a pierwsze truskawki z pól pojawią się poźniej.

— Owoców nie zabraknie na krajowe potrzeby, ale przetwórcy będą musieli zapłacić za nie więcej. W dobrych gospodarstwach jest dużo owoców, bo były przykryte, w mniej doinwestowanych będą spore straty — mówi Janusz Andziak.

Cenowa gra

Ile rzeczywiście będzie owoców, a później — ile ich rzeczywiście jest to informacje, które wzbudzają wielkie emocje. Po jednej stronie są producenci, po drugiej przetwórcy — skupujący tę część surowca, która nie nadaje się do sprzedaży jako owoce deserowe, i przetwarzający ją na mrożonki i koncentrat. Rokrocznie wybuchają tu konflikty skutkujące interwencjami w resorcie rolnictwa, Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów i protestami. Producenci zarzucają przetwórcom zaniżanie ceny, przetwórcy tłumaczą, że nie mogą skupować owoców po nierynkowych stawkach, bo nie będą potem w stanie ich sprzedać.

— Oczywiście również obecne doniesienia można traktować jako grę pod cenę, z tym że ja osobiście znam sadowników, którzy mają 90 proc. strat. W tej sytuacji powinna wzrosnąć cena jeszcze leżących w chłodniach jabłek. Czy tak się stanie, zobaczymy. Zapasy są bardzo duże — mówi Zbigniew Chołyk.

Według ostatnich danych organizacji The World Apple and Pear Association, w kwietniu w EU przechowywano o ponad 95 proc. jabłek więcej niż rok wcześniej. Najwięcej leżało w chłodniach polskich i włoskich — po ponad 650 tys. ton. Spokojnie natomiast wygląda sytuacja w borówce amerykańskiej, kolejnym po jabłkach i truskawkach owocu, w którego produkcji jesteśmy w ścisłej unijnej czołówce.

— U nas, na Lubelszczyźnie, widać straty, ale nie doprowadzą one do dużego obniżenia wolumenu owoców, bardziej obawiamy się chłodnej, deszczowej pogody, która sprawia, że zapylenia są słabsze. Trudno ocenić, jak jest w skali całego kraju — w mediach społecznościowych są zdjęcia wymrożonych krzaków, ale czy to jednostkowe przypadki czy całe plantacje — tego nie wie nikt. Na pewno nie należy spodziewać się w tym roku bicia rekordów produkcji — twierdzi Dominika Kozarzewska, prezes Grupy Producentów Owoców Polskie Jagody.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy