Słupski diler Mitsubishi nawiązał kontakt z ukraińskimi producentami przydomowych siłowni wiatrowych. Teraz chce je produkować w Polsce.
Zaczynał od sprzedaży samochodów Daewoo. Gdy z rynku zaczęły docierać sygnały o kłopotach producenta, nawiązał współpracę z Mitsubishi. Jednak dziś i te samochody nie najlepiej się sprzedają, więc pomyślał o kolejnym biznesie — przydomowych siłowniach wiatrowych — tak w skrócie wygląda droga, którą przeszedł Aleksander Jacek, współwłaściciel firmy JB Auto Trade ze Słupska. Taka radykalna zmiana branży może dziwić, ale w przypadku Aleksandra Jacka ma sens.
— Studiowałem na Politechnice Warszawskiej. Miałem szczęście: dobrym studentom proponowano wtedy kontynuację nauki za granicą — opowiada przedsiębiorca.
W ten sposób trafił do Instytutu Lotnictwa w Kijowie. Na pięć lat.
— Tam zaprzyjaźniłem się z kilkoma osobami, które po studiach zajęły się konstruowaniem i produkcją małych siłowni wiatrowych — mówi Aleksander Jacek.
Jako firma Avante, opracowali oni unikatowe rozwiązanie mechanizmu samoregulującego śmigło oraz generator wolnoobrotowy.
— Dzięki temu stało się możliwe produkowanie siłowni wiatrowych o małej mocy. Choć Ukraina ma gorsze warunki wiatrowe niż Polska, to tam zainteresowanie takimi siłowniami jest bardzo duże — podkreśla Aleksander Jacek.
Kooperanci mile widziani
Sukces kolegów zachęcił go do sprowadzenia ich produktu na polski rynek.
— Najpierw myślałem o polskiej konstrukcji. Okazało się jednak, że nie jest łatwo przeskoczyć parę problemów konstrukcyjnych. Dlatego koncentruję się na zbudowaniu montowni, która składałaby części produkowane przez kooperantów na podstawie konstrukcji ukraińskiej — wyjaśnia Aleksander Jacek.
Zaczął od reklamy na własnym podwórku — na jego posesji w Wieszynie koło Słupska od kilku miesięcy działa już sprowadzona z Ukrainy siłownia. Przedsiębiorca przedstawia także ukraiński produkt na różnych targach i wystawach. Przyciąga uwagę. Szczególnie prywatnych inwestorów, którzy zamierzają się budować gdzieś na uboczu, z dala od linii energetycznych. Powód? Siłownia wiatrowa za 15 tys. zł jest tańsza niż budowa linii energetycznej.
Słupski biznesmen pracuje także nad uruchomieniem montowni siłowni wiatrowych. Już znalazł firmy, które chcą produkować w Polsce elementy elektroniczne oraz śmigła. Jeszcze chciałby pozyskać kooperantów zainteresowanych produkcją masztów lub kratownic. Sam zamierza zorganizować montaż całości i zająć się dystrybucją produktu.
— Tu nie chodzi tylko o zarobek, ale także o edukację. Jeśli ludzie zobaczą, jaką mogą mieć korzyść z tego urządzenia, to bardziej przychylnym okiem spojrzą na fermy przemysłowych siłowni wiatrowych, których z roku na rok będzie przybywać na naszym terenie — uważa przedsiębiorca.
Zarabiać na wietrze
Aleksander Jacek myśli także o innej formie zarabiania na wietrze: chce badać prędkości i nasilenia wiatrów w poszczególnych regionach kraju.
— To jest podstawowe badanie, które muszą przeprowadzić firmy inwestujące w siłownie wiatrowe. Po jego wykonaniu firma ma gotowe trzy czwarte biznesplanu — tłumaczy.
Jego koledzy na Ukrainie od dawna zarabiają na takich usługach. On też się do tego przymierza, bo tylko w okolicach Słupska plany opracowane przez Wojewódzkie Biuro Planowania Przestrzennego przewidują budowę 20 ferm wiatrowych, w których znajdować się będzie od kilku do kilkudziesięciu siłowni o dużej mocy. Gminy i inwestorzy już przygotowują się do realizacji niektórych z tych projektów.
