Od samochodów do wiatraków

Zbigniew Marecki
opublikowano: 2005-06-28 00:00

Słupski diler Mitsubishi nawiązał kontakt z ukraińskimi producentami przydomowych siłowni wiatrowych. Teraz chce je produkować w Polsce.

Zaczynał od sprzedaży samochodów Daewoo. Gdy z rynku zaczęły docierać sygnały o kłopotach producenta, nawiązał współpracę z Mitsubishi. Jednak dziś i te samochody nie najlepiej się sprzedają, więc pomyślał o kolejnym biznesie — przydomowych siłowniach wiatrowych. Tak w skrócie wygląda droga, którą przeszedł Aleksander Jacek, współwłaściciel firmy JB Auto Trade ze Słupska. Taka radykalna zmiana branży może dziwić, ale w przypadku Aleksandra Jacka ma sens.

— Studiowałem na Politechnice Warszawskiej. Miałem szczęście: dobrym studentom proponowano wtedy kontynuację nauki za granicą — opowiada słupski przedsiębiorca.

W ten sposób trafił do Instytutu Lotnictwa w Kijowie. Na pięć lat.

— Tam zaprzyjaźniłem się z kilkoma osobami, które po studiach zajęły się konstruowaniem i produkcją małych siłowni wiatrowych — mówi Aleksander Jacek.

Jako firma Avante, opracowali oni unikatowe rozwiązanie mechanizmu samoregulującego śmigło oraz generator wolnoobrotowy.

— Dzięki temu stało się możliwe produkowanie siłowni wiatrowych o małej mocy. Choć Ukraina ma gorsze warunki wiatrowe niż Polska, to tam zainteresowanie takimi siłowniami jest bardzo duże — podkreśla Aleksander Jacek.

Kooperanci mile widziani

Sukces kolegów zachęcił go do sprowadzenia ich produktu na polski rynek.

— Najpierw myślałem o polskiej konstrukcji. Okazało się jednak, że nie jest łatwo przeskoczyć parę problemów konstrukcyjnych. Dlatego koncentruję się na zbudowaniu montowni, która składałaby części produkowane przez kooperantów na podstawie konstrukcji ukraińskiej — wyjaśnia Aleksander Jacek.

Zaczął od reklamy na własnym podwórku — na jego posesji w Wieszynie koło Słupska od kilku miesięcy działa już sprowadzona z Ukrainy siłownia. Przedsiębiorca przedstawia także ukraiński produkt na różnych targach i wystawach. Przyciąga uwagę. Szczególnie prywatnych inwestorów, którzy zamierzają się budować gdzieś na uboczu, z dala od linii energetycznych. Powód? Siłownia wiatrowa za 15 tys. zł jest tańsza niż budowa linii energetycznej.

Słupski biznesmen już znalazł firmy, które chcą produkować w Polsce elementy elektroniczne oraz śmigła. Jeszcze chciałby pozyskać kooperantów zainteresowanych produkcją masztów lub kratownic. Sam zamierza zorganizować montaż całości i zająć się dystrybucją produktu.

— Tu nie chodzi tylko o zarobek, ale także o edukację. Jeśli ludzie zobaczą, jaką mogą mieć korzyść z tego urządzenia, to bardziej przychylnym okiem spojrzą na fermy przemysłowych siłowni wiatrowych, których z roku na rok będzie przybywać na naszym terenie — uważa przedsiębiorca.

Zarabiać na wietrze

Aleksander Jacek myśli także o innej formie zarabiania na wietrze: chce badać prędkości i nasilenia wiatrów w poszczególnych regionach kraju.

— To jest podstawowe badanie, które muszą przeprowadzić firmy inwestujące w siłownie wiatrowe. Po jego wykonaniu firma ma gotowe trzy czwarte biznesplanu — tłumaczy.

Jego koledzy na Ukrainie od dawna zarabiają na takich usługach. On też się do tego przymierza, bo tylko w okolicach Słupska plany opracowane przez Wojewódzkie Biuro Planowania Przestrzennego przewidują budowę 20 ferm wiatrowych, w których znajdować się będzie od kilku do kilkudziesięciu siłowni o dużej mocy. Gminy i inwestorzy już przygotowują się do realizacji niektórych z tych projektów.