Odbicie cen akcji pomogło funduszom… obligacji

Kamil KosińskiKamil Kosiński
opublikowano: 2019-04-08 22:00

W ostatnich tygodniach fundusze korporacyjnego długu nieinwestycyjnego deklasują inne fundusze obligacji. Szansa, że do końca roku będą się zachowywać równie dobrze, jest jednak niewielka

Przeczytaj tekst i dowiedz się:

  • Jaka była stopa zwrotu funduszy dłużnych uniwersalnych, globalnych i otwartych koncentrujących się na obligacjach high field
  • Czym analitycy tłumaczą dobre wyniki obligacji typu high field
  • Co czeka fundusze obligacji high field w tym roku

Średnio 0,5 proc. zarobiły dla klientów w pierwszych trzech miesiącach 2019 r. polskie fundusze dłużne uniwersalne. Funduszom papierów skarbowych poszło jeszcze gorzej. Wyraźnie lepiej dały sobie radę te, które Analizy Online klasyfikują jako dłużne globalne. Wypracowały 3 proc. zysku. To jednak zaledwie połowa urobku niszowej grupy funduszy otwartych koncentrujących się na segmencie obligacji high yield. Od początku roku do ostatniego piątku średnia stopa zwrotu czterech tego typu funduszy wyniosła ponad 6 proc. Rekordzista zarobił ponad 7 proc.

— Rok 2018 był słaby dla wszelkich ryzykownych aktywów. Apogeum nastąpiło pod koniec grudnia. Wtedy też zmienił się trend, co zaowocowało bardzo dobrym początkiem 2019 r. Polityka amerykańskiego banku centralnego też nie jest bez znaczenia. Jeśli rentowność amerykańskich papierów skarbowych spada, to inwestorzy szukają wyższych stóp zwrotu. W zeszłym roku zastanawiali się, ile razy Fed podwyższy stopy procentowe, a w tym szacują prawdopodobieństwo obniżek. Jeśli więc spread, czyli różnica w wycenie amerykańskich obligacji skarbowych i high yield, pozostaje taki sam, to rentowność tych drugich spada [ceny rosną — red.] — tłumaczy Karol Matczak, dyrektor departamentu doradztwa inwestycyjnego mBanku.

— W ostatnich miesiącach skala obniżki spreadów obligacji typu high yield była imponująca. Ta klasa aktywów dostała paliwo do zwyżek z dwóch źródeł: z obserwowanego od początku roku wzrostu apetytu na ryzykowne inwestycje i powrotu głównych banków centralnych, z Fed na czele, do łagodnej polityki pieniężnej — wtóruje mu Peter Jansen, starszy strateg holenderskiego NN Investment Partners.

Śmieciowa specyfika

Obligacje high yield to papiery dłużne przedsiębiorstw niemające ratingu inwestycyjnego, jeszcze kilka lat temu zwane powszechnie śmieciowymi. To określenie dość dobrze oddaje istotę ryzyka związanego z lokowaniem w nich kapitału.

— Istnieją aktywa pozytywnie i negatywnie skorelowane z dobrą koniunkturą gospodarczą. Pozytywnie skorelowane są np. akcje i obligacje high yield, a negatywnie — np. złoto i obligacje skarbowe krajów wysokorozwiniętych o długim terminie zapadalności i stałym kuponie. Co do zasady obligacje przedsiębiorstw niemające ratingu inwestycyjnego zachowują się podobnie jak akcje, choć skala ruchów jest zwykle o ponad połowę mniejsza. Obligacje high yield są szczególnie ryzykowne w trakcie głębokich kryzysów gospodarczych, jak w latach 2008 i 2009, albo głębokiego załamania konkretnych branż, jak naftowej w 2014 i 2015 r. Z drugiej strony, jeśli następuje delikatne spowolnienie gospodarcze, to ryzyko obligacji high yield się nie materializuje, bo te przedsiębiorstwa nie bankrutują. Szersze spready kredytowe są wtedy okazją do uzyskania atrakcyjnego zwrotu, jak np. w pierwszym kwartale bieżącego roku — wyjaśnia Kamil Sobolewski, od września 2018 r. zarządzający Skarbcem Obligacji Wysokiego Dochodu (SOWD).

SOWD jest w zasadzie jedynym funduszem w grupie aktywnie zarządzanym przez Polaka. Ekspozycję na rynek obligacji high yiled uzyskuje poprzez wybór funduszy ETF, choć nie stroni też od samodzielnych lokat w papiery dłużne. Po zmianie zarządzającego zaczął jednak odbiegać od pozostałej trójki funduszy pod względem poziomu ryzyka. To może tłumaczyć, dlaczego w ostatnich tygodniach radzi sobie gorzej od konkurentów.

— Fundusz jest aktywny w segmencie high yield, ale nie inwestuje tam 100 proc. aktywów. Jego alokacja zależy od fazy cyklu gospodarczego. Na koniec grudnia na rynku ETF high yield miał ulokowane 61 proc. aktywów, w styczniu nawet ponad 80 proc., a pod koniec marca tylko 50 proc., co pokazuje, że struktura lokat została mocno zdywersyfikowana — wyjaśnia Kamil Sobolewski.

Tak dobrze już nie będzie

Działalność Allianz PIMCO Global High Yiled Bond, NN (L) Globalnego Długu Korporacyjnego oraz Skarbca Global High Yield Bond sprowadza się do przekazywania pieniędzy polskich klientów do jednego funduszu zagranicznego, specjalizującego się w obligacjach śmieciowych. Wynik polskich funduszy jest więc wprost zależny od zdolności zarządzających funduszami zagranicznymi i ogólnych trendów na rynku długu korporacyjnego poniżej ratingu inwestycyjnego.

— Raczej nie ma perspektyw, by fundusze obligacji high yield do końca roku zarobiły drugi tyle, ile w pierwszych trzech miesiącach. Jest jednak szansa, że jeszcze wzrosną — prognozuje Karol Matczak.

— Dalszy dynamiczny spadek spreadów wydaje się nieprawdopodobny. Po pierwsze — są już nisko, po drugie — dopóki koniunktura gospodarcza na świecie się nie załamie, dopóty możemy się spodziewać raczej korekty wzrostowej [w przypadku cen spadkowej — red.], ostatniego dynamicznego ruchu w obligacjach rządowych i korporacyjnych. Nie spodziewamy się jednak, że korekta zaprowadzi rentowność długu wysoko. Niepewność dotycząca kondycji światowej gospodarki powinna utrzymać oprocentowanie skarbówek nisko, a jeżeli spowolnienie gospodarcze wyraźnie się nie pogłębi i liczba bankructw emitentów obligacji high yield nie wzrośnie, również spready powinny pozostać stosunkowo nisko — wskazuje Peter Jansen.

Ze względu na specyfikę obligacji high yield Karol Matczak odradza inwestorom, nawet niestroniącym od ryzyka, lokowanie w tego typu funduszach dużo więcej niż 20 proc.

— To nie jest prosta klasa aktywów. Składa się z dwóch elementów — ekspozycji na rentowność obligacji skarbowych oraz zakładu, w którym mocno obstawia się brak recesji. To hybryda między akcjami a obligacjami skarbowymi — podkreśla Karol Matczak.