Wczoraj w USA nie było niespodzianek. Mieliśmy normalną sesję korygującą poprzednie spadki. Agencje na pierwszym miejscu jako powód wzrostu indeksów wymieniają wyniki Ingram i Tiffany, ale to jest nieporozumienie. Pomogły w odbiciu, ale przede wszystkim pomogła końcówka wtorkowej sesji, a do tego doszło wystąpienie Alana Greenspana. Szef Fed pochwalił gospodarkę amerykańską za utrzymanie tempa ożywienia i zapowiedział, że perspektywy są dobre. Przyznał jednak, że jest problem z rynkiem pracy, który nie poprawia się tak szybko jak podczas poprzednich wyjściach z recesji. Poza tym wezwał do zacieśnienia polityki fiskalnej i ograniczenia deficytu. Sugerował obniżenie wydatków, ale jednocześnie wcale nie protestował przeciwko cięciom podatkowym. Wyraźnie powiedział, że powinno się ograniczyć wydatki na świadczenie socjalne i przedłużyć limit wieku, w którym przechodzi się na emeryturę. Zadziwiające stwierdzenia w roku wyborczym i w momencie, kiedy prowadzi się wojny marnując pieniądze podatników. Inwestorzy byli zadowoleni z uwag o gospodarce i deficycie, co musiało zwiększyć popyt. Sesja zakończyła się wzrostami indeksów, ale wolumen znacznie spadł i był charakterystyczny dla korekty w trendzie spadkowym. Ta sesja korekty nie kończy.
Na odbicie polowali wczoraj na początku sesji inwestorzy w Eurolandzie. XETRA DAX stał przy wsparciu na 4.000 pkt., a w USA we wtorek dramatu nie było – to trochę uspokoiło rynki. Panowała jednak niepewność, a indeksy trzymały się blisko wtorkowego zamknięcia. Mimo niewielkiej zwyżki na zakończenie dnia sesja w niczym nie zmieniła sytuacji.
Dzisiaj jest wyjątkowy dla tego tygodnia dzień. Nie pojawi się Alan Greenspan. W tej sytuacja inwestorzy będą patrzyli na wyniki sieci sprzedaży detalicznej i na dane makro. W obecnej atmosferze zarówno styczniowe zamówienia na dobra trwałego użytku jak i tygodniowa sytuacji na rynku pracy mogą mieć wpływ na rynek. Nie lekceważyłbym również danych o sprzedaży nowych domów. Alan Greenspan mówił ostatnio o tym, jak to dobrze dla konsumentów, ze rośnie wartość ich domów. Pogorszenie koniunktury na tym rynku może nieco inwestorów zaniepokoić. Bardzo dobre dane powinny wywołać jakieś odbicie, ale neutralne lub gorsze w sytuacji, kiedy inwestorzy czekają na pretekst, żeby realizować zyski, powinny wywołać spadki. U nas miało się odbyć decydujące spotkanie SLD-UP i PO w sprawie planu Hausnera, ale zostało przełożone na poniedziałek.
Wczoraj zaskoczeniem była zapowiedź RPP o możliwości zmiany w marcu nastawienia na restrykcyjne. To była taka mocniejsza, ustna interwencja mająca wzmocnić złotego. Wczoraj się udało, ale na długo nie starczy. Dla akcji to nie jest dobra informacja. Rynek to na początku zignorował, ale potem widać było, że niektórzy inwestorzy zareagowali negatywnie na tę informację. GPW zachowała się dużo gorzej od innych rynków regionu. Wyraźnie rosły indeksy w Czechach, na Węgrzech i w Rosji. Tylko Rosja nie pasuje do pozostałych. Może się okazać, że przed wejściem do UE będziemy zachowywali się lepiej niż świat, ale jeśli nawet tak będzie to dopiero po przyjęciu planu Hausnera.
Jedynym pozytywem wczorajszej sesji (oprócz tego, że dzięki cudom na fixingu zakończyliśmy sesję wzrostem) było to, że obrót wyraźnie się zmniejszył. To wyraźnie pokazuje, że wyłącznie z powodu strajku popytu, a nie aktywności podaży, rynek wyglądał tak słabo. W momencie, kiedy rozpoczyna się korekta, bardzo trudno przewidzieć, kiedy nastąpi sensowne odbicie. Przynajmniej bardzo trudno o nim mówić, jeśli oscylatory nie są mocno wyprzedane. A nie są. Każdego dnia możliwy jest jakiś „ząbek” wzrostowy. Jednak korzystając z tego ewentualnego odbicia (w wielu przypadkach może się okazać, że będzie trwało, tak jak wczoraj, tylko część sesji) trzeba być niezwykle ostrożnym. Rynkowi trzeba teraz dać czas, żeby sytuacja się wykrystalizowała.