Odświeżona propozycja Tony’ego Blaira

Mira Wszelaka
opublikowano: 2005-12-14 00:00

Historia się nie powtarza, lecz te same przyczyny wywołują te same skutki. Unijne negocjacje koncentrują się na dwóch elementach: francuskim rolnictwie i brytyjskim rabacie. Medialnie głośno jest tylko o skąpstwie Albionu. Tymczasem unijna „polityczna poprawność” nakazuje, by unikać tematu olbrzymich nakładów na rolnictwo, w które Unia od lat pompuje miliardy euro, a które to z kolei ssie przede wszystkim Francja.

O tym, że polityka rolna UE, z demotywującym systemem dopłat i wszelkiej maści limitów produkcji, jest wyjątkowo nieefektywna i korupcjogenna, nikogo już nie trzeba przekonywać. Nikomu też nie trzeba udowadniać, że Unia przeżywa gospodarczy kryzys. Realia nakazują reformę budżetu tam, gdzie wydatki są najmniej efektywne. Dążąc do kompromisu, Londyn godzi się na większą składkę, proponuje powiększony budżet i cięcia w funduszach dla nowych członków UE, ale pod warunkiem że pieniądze nie popłyną wprost do kieszeni francuskich plantatorów. Żąda zatem rewizji reformy rolnej w 2009 r. Coś za coś. Ta zmodyfikowana propozycja Blaira jest próbą powrotu do koncepcji, która już zdecydowała o fiasku czerwcowego szczytu UE. Teraz Londyn kusi nieco większymi ustępstwami.

To chyba ostatnia szansa na kompromis. Jest raczej mało prawdopodobne, by — oddając w styczniu przewodnictwo Unii Europejskiej Austriakom — Brytyjczycy zgodzili się na uszczknięcie rabatu. Tymczasem francuskie „nie”, być może poparte przez kraje, które nie chcą płacić więcej na nowe biedne regiony, zachowa budżetowe status quo. A na tym Polska wyjdzie jak Zabłocki na mydle.