Odwaga znowu w cenie

Emil Szweda
opublikowano: 2015-03-23 00:00

CATALYST Stałokuponowe papiery Orlenu osiągnęły w piątek rekordowe 108 proc. (3,3 proc. rentowności).

Strach przed odległym wzrostem stóp znowu się rozwiał. Zmieniły się także wyceny długoterminowych kontraktów na stopę procentową. Z 2,3 proc. w przypadku dziesięcioletniego IRS zrobiło się 2,15 proc. Rynek po ostatnich wahaniach poszukuje nowego punktu stabilności, a inwestorzy sądzą, że przy deflacji 1,6 proc. dyskontowanie odległych perspektyw podwyżek stóp procentowych mija się z celem.

Ciekawsze jest jednak inne zjawisko, opisywane już wcześniej jako efekt Uboat-Line. Być może inwestorzy sprzedają obligacje dlatego, że boją się ujawnienia większej liczby spółek ogołoconych z majątku do zera, a być może powoduje nimi chęć zmiany pociągu na szybszy — zmiany indeksów giełdowych kuszą coraz mocniej. Efektem była przewaga podaży — w ostatnich tygodniach nie tylko widoczna, lecz wręcz wzbudzająca niepokój. Papiery wyceniane dotychczas powyżej nominału lub w jego okolicach pospadały do 90 proc., a czasem nawet niżej, oferując rentowności niekiedy grubo przewyższające 20 proc. Trudno o takich transakcjach pisać, że są nieracjonalne, skoro sprzedaż obligacji kilka punktów poniżej nominału nieraz okazywałasię na Catalyst lepszym rozwiązaniem niż czekanie na rozwój wypadków.

Można się obawiać, że przy odpowiednio niskich wycenach część emitentów nie będzie w stanie zrefinansować długu, zwłaszcza jeśli adresatem dotychczasowych emisji byli głównie inwestorzy detaliczni. Przykład e-Kancelarii jest tego najlepszym dowodem, choć niskie wyceny jej papierów nie były praprzyczyną braku chętnych do rolowania. To raczej wyniki osłabiły najpierw obligacje, a później chęć ich refinansowania. Niemniej, efekt kuli śnieżnej jest dla części emitentów coraz bardziej realnym czynnikiem ryzyka.

Można sobie próbować z nim radzić, tak jak robią to Leasing-Experts, PCZ czy PTI, które skupują własne obligacje lub zapowiadają, że to zrobią. Można też bronić się publikowanymi wynikami finansowymi — po raporcie kwartalnym EFM jego obligacje szybko podjechały ponownie w okolice nominału. W każdym razie ostatnie zmiany cen są dynamiczne w przypadku części emitentów opierających oferty na inwestorach detalicznych, a odwaga przy inwestycjach w przecenione papiery jest sowicie premiowana. Jeśli wzrośnie liczba emitentów, którzy mimo podejrzliwości, z jaką inwestorzy traktują ich papiery, dokonają terminowych wykupów, być może cały Catalyst zyska odbudowanie zaufania. Mamy też przykłady Admiral Boats czy też sięgając na wyższą półkę — Capital Park, a niedawno także Best, które mimo wyższych rentowności na rynku wtórnym zdołały uplasować nowe emisje z niższymi kuponami. Można więc mówić o stale napływającym strumieniu nowych pieniędzy (inwestorów?) na Catalyst. Część z nich zapewne słyszała o kłopotach niektórych emitentów, ale przyjęła, że dotyczą one najbardziej ryzykownych papierów. Taka charakterystyka rynku wydaje się w tym momencie najbliższa rzeczywistości. © Ⓟ