Dziewczyna z warkoczami. Zaraz po studiach. Na fotelu prezesa. Początki nie były łatwe. Ale ja nie lubię łatwych początków. Trzy lata temu, kiedy zaczynałam rozkręcać Gusto, kontrahenci podchodzili do mnie z nieufnością i nie traktowali mnie jak równorzędnego partnera biznesowego. Dzięki rzeczowemu dialogowi doszliśmy jednak do porozumienia i przełamaliśmy stereotyp wieku i płci. W Polsce można uderzyć o szklany sufit, ale to tylko szkło, może zostaną po nim jakieś rany, ale najważniejsze, by mimo „biznesowych blizn” nie poddawać się i walczyć o dobro firmy. Bardzo często się słyszy, że nie można pozostawiać wszystkiego przypadkowi, jednak to przypadek wespół ze ślepym losem sprawiły, że wkrótce po ukończeniu studiów pracowałam przy projekcie w firmie badającej rynek. Miałam obawy, bo projekt nie był związany z tym, czym się dotychczas zajmowałam, ale z drugiej strony… uwielbiam wyzwania. Pomyślałam: warto spróbować.
Podjęłam pierwsze poważne wyzwanie w życiu. Po kilku miesiącach, gdy wydawało się, że projekt biegnie ku końcowi, odbyłam rozmowę z przełożonymi. Zapytali, jak widzę siebie w firmie. Odpowiedziałam, że jedyne miejsce, w którym będę się dobrze czuła, to moja własna firma. Zarząd zdecydował się zainwestować w mój pomysł na biznes i razem założyliśmy Gusto. I tak w wieku 25 lat zostałam prezesem spółki. W sposobie zarządzania przyjęłam postawę między autorytarną a partnerską. Umówmy się — w biznesie potrzebne jest i jedno, i drugie, każdy pracownik jest inny i wymaga innego podejścia. Załodze wydawało się, że jestem grzeczną dziewczynką z warkoczem. Dziś warkocza nie ma. Zniknął też ten mentalny. To ważne, bo prowadzenie biznesu w Polsce nie jest łatwe. Staram się reagować szybko. Jestem przekonana, że od tego zależy sukces. Od szybkich i trafnych decyzji. Trzeba dostosowywać strategię do tego, z czym przyszło nam się zmierzyć — optymistycznie patrzeć w przyszłość, a jednocześnie uwzględniać wszystkie możliwe scenariusze: pozytywne i bardzo negatywne. Należy zajść wyobraźnią tak daleko, jak to możliwe — tego nauczyli mnie kiedyś moi przełożeni, a dzisiaj uczą biznesowi partnerzy. Mój największy sukces to stworzenie firmy od podstaw i to bez doświadczenia. Zaangażowałam się w stu procentach, bagatelizowałam zmęczenie, czas stał dla mnie w miejscu, dopiero, gdy wieczorem patrzyłam na zegarek, uświadamiałam sobie, że przepracowałam 18 godzin. Pewnie dlatego moją największą słabością jest czarna kawa... Towarzyszy mi przez cały dzień. A tak całkiem serio, to nie mogłabym pracować, gdyby praca nie stawiała przede mną wyzwań. Moim hobby jest bieganie, zdobywanie kilometrów — im dalej, tym lepiej. Mottem, którym się kieruję podczas biegu i w życiu, są słowa, które przeczytałam podczas półmaratonu: „Boli? Musi boleć!”. Bieganie jest dla mnie skrawkiem wolności, światem, w którym mogę posegregować życie. Marzenie? Pozyskanie silnego inwestora na tyle odważnego, by przeznaczył pieniądze na stworzenie sieci sklepów dobrej marki, w których można by wdrożyć najwyższe standardy.
Agnieszka Oszczyk, prezes Gusto
Gusto
Warszawska spółka zajmuje się handlem detalicznym w branży FMCG. Prowadzi delikatesy spożywczo- -przemysłowe, w których można kupić m.in. zdrowe gotowe produkty garmażeryjne.