Odzieżówka upiększa kobiety

  • Alina Treptow
opublikowano: 13-03-2016, 22:00

Firmy kosmetyczne i odzieżowe zaczynają wchodzić sobie w paradę. Twierdzą, że to globalny trend.

Kobieta bez makijażu czuje się naga? Producenci odzieży spieszą na ratunek. Grzegorz Pilch, prezes Vistuli, mającej w ofercie odzież męską, damską i biżuterię, zapowiada debiut na rynku kosmetycznym — z własną linią.

— Będzie to bardziej uzupełnienie obecnej oferty niż nowa noga biznesowa. Na szczegóły jest jednak za wcześnie — zastrzega Grzegorz Pilch. Podkreśla, że poszerzając asortyment o kosmetyki czy akcesoria, firma nie odkrywa Ameryki, lecz powiela światowe wzory.

— W globalnych koncernach przeważa część damska, w Vistuli męska. Planujemy więc popracować nad Deni Cler, które w zeszłym roku wyszło na prostą. Wejście w segment akcesoryjny było dobrym pomysłem, zwłaszcza że dzisiaj jest to atrakcyjny, rosnący rynek — uważa Grzegorz Pilch. Giełdowy Esotiq postanowił pójść szeroko — wzorem Victoria’s Secret, która oprócz bielizny ma w ofercie właśnie kosmetyki.

— Od początku chcieliśmy stworzyć grupę, która oferuje dobra luksusowe. Oprócz bielizny Esotiq, odzieży i dodatków marek Eva Minge i Femestage sprzedajemy też kosmetyki i perfumy, a nasz główny udziałowiec specjalizuje się w sprzedaży alkoholi, kawy i cygar z wyższej półki. Chcemy zwiększyć udział kosmetyków w przychodach grupy do około 5 proc. — mówi Adam Skrzypek, prezes Esotiq.

Jego zdaniem, w Polsce niewiele firm wybrało tę ścieżkę — większość skupia się na core businessie: odzieżowym albo kosmetycznym. Mają co innego na głowie.

— Polskie firmy mają jeszcze dużo do zrobienia, jeśli chodzi o ekspansję zagraniczną — uważa Adam Skrzypek. Globalne koncerny odzieżowe od wielu lat uzupełniają ofertę o kosmetyki. Największy polski gracz nie chciał być gorszy. — W ofercie każdej naszej marki są wody perfumowane. Dodatkowo Sinsay sprzedaje lakiery do paznokci i błyszczyki — informuje Marta Chlewicka, rzeczniczka LPP. Na ogół to odzieżówka próbuje zaistnieć w kosmetykach, ale bywa też odwrotnie.

Zbigniew Inglot, współwłaściciel przemyskiego Inglota, rozpędza się na rynku obuwia i galanterii skórzanej z marką 3i. Pod tym szyldem sprzedaje produkty wyprodukowane we włoskich i brazylijskich manufakturach. Choć z KRS wynika, że firma została zarejestrowana wiele lat temu, zrobiło się o niej głośno niedawno, gdy zaczęła otwierać salony w centrach handlowych — stołecznej Arkadii i Galerii Mokotów.

Komentarza Zbigniewa Inglota nie udało się nam pozyskać. Henryk Orfinger, prezes Dr Ireny Eris, uważa jednak, że droga od kosmetyków do odzieży wiedzie pod górkę.

— Takie przejście jest znacznie trudniejsze niż w przypadku grup odzieżowych, które traktują kosmetyki jako uzupełnienie oferty, ale nie odpuszczają podstawowegobiznesu. My pracujemy nad markę kosmetyczną i chcąc wejść w odzież czy dodatki, musielibyśmy kreować coś od początku. Marka kosmetyczna nie przyciągnie klientów sektora odzieżowego. Co prawda, w hotelach mamy własną sportową linię odzieżową, ale jest to raczej dodatek — mówi Henryk Orfinger.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu