Odzysk części jest nieopłacalny

Małgorzata Zdunek
31-05-2000, 00:00

Odzysk części jest nieopłacalny

Niskie ceny ołowiu pogorszyły sytuację zakładów przerobu akumulatorów

DO PUNKTU WYJŚCIA: Jeżeli nie znajdzie się środków na dofinansowanie recyklingu, zużyte akumulatory znów będą zatruwać środowisko, bo żadna firma nie będzie dopłacać do ich utylizacji — ostrzega Jan Porembski, prezes zarządu Orzeł Biały SA z Bytomia.

Sejm jeszcze pracuje nad projektem ustawy o obowiązku skupu zużytych towarów i ich recyklingu, a firmy specjalizujące się w utylizacji już narzakają na nieopłacalność takiej działalności. Właściciele zakładów odzysku części z akumulatorów twierdzą, że bez specjalnego dofinansowania ich firmy szybko zbankrutują.

W wyniku recyklingu akumulatorów odzyskuje się ołów, polipropylen i oczyszczony elektrolit — reszta trafia na składowisko odpadów. Ołów, którego sprzedaż stanowi 90 proc. przychodu firm, kupują rafinerie, natomiast polipropylen trafia do producentów tworzyw sztucznych.

— Niezbywalnym produktem jest elektrolit. Uzyskujemy z niego gips, który może być używany do produkcji cementu — mówi Jan Porembski, prezes zarządu przedsiębiorstwa Orzeł Biały SA z Bytomia, jedynego, obok spółki Baterpol ze Świętochłowic, zakładu recyklingu akumulatorów na skalę przemysłową w Polsce.

Według szacunków, ze zbierania zużytych akumulatorów żyje w Polsce ponad 3 tys. osób.

Kosztowne inwestycje

Zużyte akumulatory trafiają do punktów zbiorczych, skąd przedsiębiorstwo zabiera je własnymi samochodami lub korzysta z pośrednictwa innych firm. Obecnie Orzeł Biały przerabia średnio 4,5-5 tys. ton miesięcznie, mógłby jednak 12 tys. ton.

— Do przewozu potrzebne są kontenery, z których każdy kosztuje około 2 tys. zł. Posiadamy również dwa specjalistyczne samochody, za które zapłaciliśmy po 600 tys. zł. Inwestycje w drogi sprzęt były konieczne, by umożliwić naszym punktom skupu zbiórkę akumulatorów — twierdzi Jan Porembski.

Ustawa zmieni

Firmy borykają się z trudnościami finansowymi, spowodowanymi systematycznym spadkiem cen ołowiu na rynkach światowych. W 1996 r. za tonę ołowiu płacono niecałe 900 USD (4 tys. zł). W maju jego cena osiągnęła poziom 408 USD za tonę (1,8 tys. zł).

— W 1999 r. do naszej działalności zmuszeni byliśmy dopłacić ponad 3,5 mln zł, a cztery miesiące tego roku przyniosły nam nie mniejsze straty. Aby działalność była rentowna, musielibyśmy w skupie płacić 200 zł za tonę. Obecna stawka wynosi 350 zł za tonę. Nie widzę możliwości jej obniżenia ani zmniejszenia kosztów przerobu — zauważa Jan Porembski.

Dodaje, że na poprawę sytuacji nie wpłynie na pewno projekt ustawy, w myśl której na producencie spoczywa obowiązek skupu zużytych towarów.

Innego zdania jest Ryszard Kerschke, prezes firmy Wamtechnik. Nie tylko pozytywnie ocenia on nową ustawę, ale uważa także, że producenci i importerzy akumulatorów nie powinni mieć kłopotów ze zbyciem swoich odpadów. Jeśli polskim firmom takie działania się nie opłacają, to zużyte akumulatory chętnie kupią od nas np. Niemcy.

— W myśl nowej ustawy klient, kupując nowy akumulator, zużyty zostawi w rozliczeniu. Kto jednak wyposaży sklep w odpowiedni sprzęt do jego przewozu? Teoretycznie transportem mają się zająć producenci akumulatorów, jednak wielu z nich nie dysponuje ani specjalistycznymi samochodami, ani punktami skupu — podkreśla Jan Porembski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Zdunek

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Odzysk części jest nieopłacalny