Odzyskiwanie długu przez Facebooka

Najskuteczniejszym sposobem na windykację długu okazuje się czasem wpis w mediach społecznościowych

„Dzień dobry, co słychać w firmie? Może byście zapłacili zaległą fakturę?” — tego rodzaju wpisy na fanpage’ach dłużników zdarzają się coraz częściej. Nie jest to jednak standardowa metoda na odzyskiwanie długów, tylko ostatnia deska ratunku.

Zobacz więcej

SOCIAL MEDIA MOBILIZUJĄ: Mateusz Jakóbiak, członek zarządu spółki Vindicat, przyznaje, że wiele firm umieszcza informację o długu w mediach społecznościowych i dzięki temu udaje im się szybko odzyskać pieniądze. Fot. ARC

Reputacja

Niezadowoleni klienci, którzy wylewają żale na firmowych profilach prowadzonych w mediach społecznościowych, to już standard. Nie ma chyba lepszego sposobu, żeby zwrócić na siebie uwagę. Social media mają dzisiaj tak duży zasięg, że nikt nie zlekceważy mało pozytywnego wpisu, który może silnie wpłynąć na reputację firmy. Podobnie jest z odzyskiwaniem należności.

— Wielu naszych klientów umieszcza informację o długu w mediach społecznościowych i dzięki temu udaje im się szybko odzyskać pieniądze — przyznaje Mateusz Jakóbiak, członek zarządu spółki Vindicat. Chwytają się tego sposobu głównie ci, którzy nie mają innego wyjścia.

— Na wpis decydują się firmy, które wykorzystały już inne możliwości odzyskania pieniędzy, ponieważ doskonale zdają sobie sprawę, że taki ruch może skutkować zmianą relacji między nimi a ich kontrahentem-dłużnikiem — tłumaczy Mateusz Jakóbiak.

To inna sytuacja niż ta, kiedy pojawiamy się w roli poszkodowanego klienta firmy. W przypadku relacji biznesowych dużą rolę grają dobre kontakty — i trzeba działać tak, żeby ich nie popsuć.

Bez obrazy

Czasem nie ma innej możliwości. Przed umieszczeniem wpisu warto jednak dwa razy się zastanowić, aby nie przesadzić. — Bezpośrednia informacja o długu na profilu przedsiębiorcy-dłużnika może skończyć się odpowiedzialnością karną w wyniku oskarżenia o naruszenie dobrego imienia firmy — tłumaczy Mateusz Jakóbiak. Natomiast Piotr Kaźmierczak, dyrektor do spraw rozwoju i członek zarządu Euleo, zwraca uwagę, że publiczne przypomnienie firmie o zaległej fakturze w obojętnie którym kanale mediów społecznościowych łamie przepisy zawarte w rozporządzaniu o ochronie danych osobowych (RODO), które będzie obowiązywać od 25 maja tego roku.

— Upublicznianie danych dłużnika na forum, gdzie każdy bez problemu może zidentyfikować tę osobę, włącznie z prywatnymi informacjami, jest nieetyczne i niezgodne z prawem, a także narusza dobra osobiste dłużnika — podkreśla Piotr Kaźmierczak.

Na to, że trzeba być ostrożnym w przypadku publicznego przypominania o zaległościach na forach lub w social mediach, zwraca uwagę również Jarosław Długi, prezes JDS Consulting.

— Nie mamy nigdy 100-procentowej pewności, że po drugiej stronie jest właściwa firma czy osoba fizyczna. Ponadto tego typu działania nie powinny „celować” w godność osobistą i być upubliczniane bez prawomocnego wyroku lub postanowienia komornika o bezskuteczności postępowania egzekucyjnego. W sytuacji posiadania tytułu wykonawczego można skorzystać z wpisu do biur informacji gospodarczej czy giełd długu — i z pewnością wizerunkowo jest to bezpieczniejsza forma egzekwowania należności niż korzystanie z social mediów — twierdzi Jarosław Długi.

Sprzedam dług

Giełdy wierzytelności to miejsca, w których legalnie można wystawić swój dług na sprzedaż — już kolejnego dnia po tym, w którym upłynie termin spłaty faktury. Dłużnicy dostają esemes oraz e-mail z informacją o upublicznieniu ich danych na takiej giełdzie.

— Często prowadzi to do spłaty zaległości w ciągu kilku dni roboczych — mówi Mateusz Jakóbiak.

— Celem wystawienia wierzytelności na giełdzie jest jej sprzedaż. Natomiast efekt uboczny upublicznienia zadłużenia to motywacja dłużnika do zapłaty — wtóruje mu Piotr Kaźmierczak. Windykatorzy zwracają jednak uwagę, że aby zamieścić dług na giełdzie, trzeba być zdecydowanym na jego sprzedaż. Dlatego tego sposobu chwytają się wierzyciele, którym nie udało się odzyskać pieniędzy innymi metodami. W efekcie długi wystawiane na giełdach są zwykle przeterminowane, nawet kilka miesięcy i dłużej.

— Teoretycznie to narzędzie dla tych, którzy już nie wierzą w odzyskanie długu i rzeczywiście chcą się go pozbyć, ale praktycznie często mobilizuje dłużnika do spłaty. To znacznie lepsze rozwiązanie niż sąd, bo wtedy sprawa jest prowadzona tylko między dłużnikiem i wierzycielem. Nikt poza nimi o niej nie wie, więc dłużnik może dalej nie płacić innym, nie tracąc zaufania w środowisku. Natomiast podanie do publicznej wiadomości informacji o zadłużeniu często zmienia jego podejście — tłumaczy Mateusz Jakóbiak.

Jego zdaniem, jeszcze skuteczniej działa ta metoda, kiedy wkleimy link z informacją o zamieszczeniu długu na giełdzie właśnie na profilu w mediach społecznościowych.

Ostrożnie z danymi

Ale same wpisy z giełdy też są dobrze widoczne w sieci.

— Aby szukać efektywnie chętnych na zakup długu, pozycjonujemy taki wpis w wyszukiwarkach. Jest to skuteczne narzędzie, bo widzimy, że firmy spłacają swoje zobowiązania — przekonuje Jakub Kostecki, prezes Kaczmarski Inkasso. Dłużnicy obawiają się takich wpisów również dlatego, że nie umykają one uwagi instytucji finansowych.

— Jeśli bank, firma leasingowa czy faktoringowa widzi w internecie informację, że dług firmy, która stara się o zewnętrzne finansowanie, jest dostępny na giełdzie wierzytelności, zapala się jej czerwone światło. Zaczyna sprawdzać finanse przedsiębiorstwa, np. weryfikując je w bazach biur informacji gospodarczych. Kontaktuje się też z daną firmą i prosi o udostępnienie sprawozdań finansowych przed udzieleniem kredytu lub leasingu — mówi Jakub Kostecki. Dodaje, że ważne jest, żeby we wpisach na giełdzie udostępniać dane firm będących dłużnikami w wąskim zakresie, który nie podlega ochronie.

— Przed zamieszczeniem dłużnika na giełdzie, zostaje wysłana do niego automatyczna informacja o publikacji długu. Może więc w każdej chwili skontaktować się z administratorem giełdy i poprosić o więcej informacji dotyczących wierzyciela, który zamieścił wskazaną należność. Dane, które zostają upublicznione, nie pozwalają na jego pełną identyfikację, zatem nie jest łamana Ustawa o Ochronie Danych Osobowych — uważa Piotr Kaźmierczak.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Odzyskiwanie długu przez Facebooka