W niedzielnych wyborach do wyższej izby parlamentu w Japonii rządząca obecnie
Partia Demokratyczna zdobyła znacznie mniej głosów niż oczekiwano, co
niewątpliwie utrudni drugiej największej gospodarce świata przeprowadzanie
trudnych reform. Premier Japonii szacował, że jego partia zdobędzie 54 miejsca,
natomiast wyborcy zadecydowali o przyznaniu jej 44 mandatów, a to oznacza, że
nawet po uwzględnieniu głosów koalicjanta, ekipa rządząca traci większość w
wyższej izbie parlamentu. Kurs jena odzwierciedlił obawy inwestorów o naprawę
finansów publicznych walczącej z deflacją Japonii i największym wśród
rozwiniętych krajów zadłużeniem - jen osłabiał się w poniedziałek względem
dolara i na pewno nie wynikało to z ogólnego wzrostu apetytu na ryzyko, bo w tym
samym czasie dynamicznie pozbywano się euro, funtów, a na wartości tracił
również złoty, co oznacza, że ryzykowne aktywa znalazły się pod presją
sprzedających.
Indeks NIKKEI spadł w poniedziałek o 0,4 proc., a w Hong
Kongu, Chinach i Korei Południowej obserwowaliśmy około jednoprocentowe wzrosty.
Kontrakty terminowe na amerykańskie i europejskie indeksy giełdowe sugerowały,
że na początku tygodnia minimalną przewagę uzyskają inwestorzy realizujący
zyski.
Poza publicznym wystąpieniem Bena Bernanke w Waszyngtonie nie przewidziano na dzisiaj wydarzeń, które mogłyby znacząco wpłynąć na krótkoterminowy sentyment na rynkach finansowych. Ekonomiści szacują, że w Czechach spadło bezrobocie, a PKB Wielkiej Brytanii rósł w I kw. 2010 r. w tempie 0,3 proc. kw/kw, a w ujęciu rok do roku spadł o 0,2 proc. Inwestorów śledzących sytuację na rynku surowców powinna zainteresować informacja, że koncern BP prowadzi negocjacje odnośnie do sprzedaży znaczącej części aktywów (m.in. złoża ropy na Alasce) za ok. 10-12 mld USD, a z nieoficjalnych źródeł wynika, że administracja Obamy dała amerykańskim podmiotom zielone światło do potencjalnego przejęcia brytyjskiej spółki, która spowodowała najpoważniejszą katastrofę ekologiczną w historii USA.
Łukasz Wróbel
Analityk Open Finance