W listopadzie chiński eksport spadł po raz pierwszy od siedmiu lat, wolniej rozwija się też produkcja przemysłowa, a IV kwartał przyniesie zapewne najwolniejszy wzrost gospodarczy od 20 lat. Z kolei węgierski bank centralny obniżył stopy procentowe o 50 pkt do 10 proc. (zgodnie z oczekiwaniami). Być może będzie to wskazówką dla naszej RPP, która decyzję co do stóp podejmie jutro. Publikacja inflacji bazowej (2,9 proc.) niewiele zmienia. Był to odczyt zgodny z oczekiwaniami i taki sam jak przed miesiącem.
SYTUACJA NA GPW
Od okolic 1800 pkt na początku sesji
gładko zeszliśmy o 50 pkt, a więc kolejnego potencjalnie istotnego poziomu. Po
godzinie notowań inwestorzy rozpoczęli intensywne zakupy..., ale w sklepach ze
świątecznymi prezentami. Inaczej niż w galeriach handlowych handel na GPW
dosłownie zamarł mniej więcej od 11-tej. Na koniec dnia obroty na całym rynku
akcji podliczono na 570 mln PLN, więc naturalnie nie można przypisywać
dzisiejszym notowaniom zbyt dużego znaczenia. Wygląda na to, że faktycznie okres
świąteczny - przedłużony przez układ kalendarza do 5 stycznia okaże się udręką
dla day-traderów. Trzeba przygotować się na spokojniejsze dni, albo po prostu -
wzorem innych inwestorów - wziąć sobie od giełdy urlop. Dziś podrożały akcje 85
spółek, potaniały 210.
GIEŁDY W EUROPIE
Indeksy w Europie głównie traciły dziś
na wartości, ściągane w dół za sprawą akcji koncernów samochodowych. Toyota
ogłosiła dziś rano, że swój rok obrachunkowy (mija 31 marca) zakończy pierwszą
od 71 lat stratą operacyjną, która sięgnie 1,7 mld dolarów. Prognoza zysku netto
została zaś obniżona o 91 proc. Skoro taki koncern jak Toyota od lat utożsamiany
z wysokimi zyskami w branży, mocno odczuwa skutki spowolnienia w USA i w
Europie, to znak, że również inne koncerny mają kłopoty. Zatem dziś
usprawiedliwieniem spadków jest właśnie reakcja na prognozy japońskiego
koncernu. Rynki dość powściągliwie reagowały za to na wypowiedź Baracka Obamy,
którego plan ratunkowy zakłada utworzenie 3 mln miejsc pracy (poprzednio 2,5
mln) w USA w ciągu dwóch lat. Z punktu widzenia inwestorów to na razie tylko
obietnice, a dające się przewidzieć perspektywy gospodarcze pozostają złe.
WALUTY
Świąteczna atmosfera udzieliła się także rynkowi
walutowemu. Euro podrożało rano do 1,41 USD, ale po południu oklapło z powrotem
poniżej 1,40. Odbicie po wcześniejszej korekcie (dość intensywnej) było więc
marne, a ponieważ okres mamy taki jaki mamy, wypada oczekiwać, że niewiele
będzie się działo już do końca roku. U nas dolar odrobił poranne straty drożejąc
do 2,94 PLN, podobnie jak euro, które wróciło do 4,11 PLN i frank, który
podrożał do 2,684 PLN, a więc o 4 grosze w porównaniu do porannego minimum.
Jutro decyzja RPP, ale rynek spodziewa się obniżki o 50 pkt bazowych, więc
niespodzianki wpływającej na kurs złotego raczej nie będzie. Chyba, że RPP
wstrzyma się z decycjami, albo cięcie będzie od razu głębsze. Ale to mało
prawdopodobny scenariusz.
SUROWCE
Ropa drożała dziś rano za sprawą wypowiedzi
członków OPEC, którzy są zdeterminowani by doprowadzić do ograniczenia wydobycia
na taką skalę, która powstrzyma spadek cen. Ale dążenie rynku do równowagi przed
świętami obecne jest także i na rynku surowców. Na koniec dnia baryłka ropy
warta była już mniej niż 42 dolary, a inwestorzy sprawiają wrażenie, jakby
zaklęcia OPEC nie miały dla nich większego znaczenia. Podobnie rzecz się miała z
miedzią, której notowania spadły dziś o 2 proc., złoto natomiast tak jak rano
kosztuje prawie 850 USD za uncję. Słowem - cisza i spokój.
KOMENTARZ PRZYGOTOWALI: Łukasz Wróbel (giełdy zagraniczne, surowce i GPW) oraz Emil Szweda (wydarzenie dnia i waluty) z Open Finance