Wczoraj rynek amerykański skoncentrował się na wynikach spółek i kolejny raz spadł. Proszę nie myśleć, ze geopolityka przestała być ważna. Po prostu nie było nowych, denerwujących informacji. Wręcz przeciwnie, zdecydowany sprzeciw Francji i Niemiec, które nie chcą głosować w Radzie Bezpieczeństwa za wojną z Irakiem, mógł dać chwilowe nadzieje, że USA mogą się wycofać z pomysłu zaatakowania tego kraju w lutym. To oczywiście tylko chciejstwo, bo szanse na takie rozwiązanie są bardzo niewielkie.
Wyników spółki podały bardzo dużo, ale inwestorzy reagowali przede wszystkim na wybrane, duże firmy. Na NYSE taniały akcje Kodak Eastman i J. P. Morgan Chase oraz sektora paliwowego po słabych wynikach Schlumberger’a. Za to sektorowi TMT pomagał Lucent, który oświadczył, że najgorszy okres ma już za sobą. Poza tym spółka Oracle poinformowała, że ma zamiar wypłacać dywidendę. Odbijał też po wcześniejszej przecenie sektor produkcji urządzeń do wytwarzania półprzewodników. Pretekstem była informacja o tym, że w grudniu popyt na te produkty wzrósł. Pretekstem, dlatego że poprzednia przecena wynikała z prognoz a nie z przeszłych osiągnięć. Kurs Motoroli spadł – to było logiczne, bo przecież liczy się najbliższy kwartał (wyniki maja być słabsze) a prognozy na rok... to dużo czasu.
A właśnie dzięki zapowiedziom Motoroli indeksy w Eurolandzie na początku sesji rosły, mimo że rano francuski Schneider Electric podał wyniki gorsze od prognoz. Potem jednak wyniki Generali i TUI oraz spółek z USA i ogólna niepewność wywołały duże spadki z przełamanie ważnych wsparć. Inwestorzy widzą, że nie ma znaczenia, jakie są wyniki – trend jest ustalony, bo świat boi się, że USA zadecydują jednostronnie o rozpoczęciu wojny. A może raczej boi się jej przebiegu, bo po ataku na Irak kursy akcji wzrosną i to też wszyscy wiedzą. Wszyscy? Tak. I to też jest niebezpieczne, ale o tym innym razem.
U nas Prokom i Softbank chciały rosnąć i całą sesję trzymały rynek nad wsparciem. Tyle tylko, że nie bardzo mają gdzie wzrastać, a w tej atmosferze byłoby to wręcz bez sensu. Są mocne dopóki są mocne. Dopóki podaż nie uderzy w sposób bardziej zdecydowany to kurs się trzyma. Nadal słaby był sektor bankowy. „Rzeczpospolita” upubliczniła pogłoski o dużych rezerwach BPH i prawdopodobieństwie większych strat BRE, a w czasie sesji wyniki podał PKO BP (były gorsze od prognoz) — to źle wpływało na giełdowe banki.
Złoty nieco się wzmacniał do południa – potem jednak zaczął bardzo słabnąć, ale po 16.00 tym razem odrabiał straty. Prawdę mówiąc wystarczy teraz rzucić plotkę o skupie przez MF, a złoty ruszy bardzo mocno do dołu i nie wiem czy da się to opanować. Ciekawie wygląda teraz wykres, a moje prognozy z komentarza tygodniowego zaczynają mieć coraz więcej sensu (euro po 4,65 zł.). Tego może się bać zagranica. Mocno podejrzewam, że właśnie taka sytuacja nastąpiła na WGPW – sprzedawała zagranica bojąc się, że straci nie tylko na spadku kursów, ale i na osłabieniu złotego. Rynku broniły OFE.
Wczoraj po sesji w USA wyniki miało podać dużo spółek sektora TMT, a dzisiaj podaje wyniki między innymi Nokia (11.00) – to może wpłynąć na notowania w Europie. Jeśli chodzi o spółki amerykańskie to dzisiaj wyników będzie też bardzo dużo. Przed sesją AT&T, BellSouth, Caterpillar, Eli Lilly, EMC, Schering-Plough. Po sesji Amazon, Broadcom, Corning, JDS, Lexmark, PMC Sierra. Dzisiaj również dowiemy się, jaka była ilość noworejestrowanych bezrobotnych w USA w ostatnim tygodniu (prognoza: 383 tys.). W tej atmosferze nie przypuszczam jednak, żeby dane miały jakiekolwiek znaczenie. U nas, po wczorajszej obronie wsparcia, zapowiada się odbicie, o ile nie było jakiegoś dramatu po sesji w USA, ale jeśli nawet indeksy wzrosną to powinni z tego korzystać tylko doświadczeni gracze.