Reforma OFE szczególnie negatywnie wpłynie na małe i średnie spółki, które m.in. ze względu na niższą płynność czy specyficzne ryzyko nie znajdowały na radarach inwestorów zagranicznych — mówił we wrześniu ubiegłego roku Sebastian Buczek, prezes Quercusa, argumentując w ten sposób sporą, bo ponad 18-procentową, przecenę nieistniejącego już indeksu WIG250, grupującego firmy o małej kapitalizacji.

Szef giełdowego TFI nie był w swojej opinii odosobniony. Armagedon w segmencie giełdowych „misiów” przewidywało wówczas wielu ekspertów, przekonując, że wyprzedaż będzie konsekwencją poszukiwania płynności przez fundusze emerytalne. Ich portfele miały więc pęcznieć od dużych spółek z GPW oraz firm zagranicznych. Tymczasem zarówno dane ze sprawozdań finansowych OFE na koniec 2014 r., jak i transakcje dokonywane przez zarządzających w ciągu ostatnich trzech miesięcy tej tezy nie potwierdzają.
Firmy z mWIG40 na koniec grudnia ubiegłego roku stanowiły prawie 23 proc. aktywów OFE, podczas gdy w 2013 r. wypełniały ich akcyjną część portfela zaledwie 10,9 proc. Przez ostatnie trzy miesiące funduszeemerytalne przekroczyły ustawowe progi, kupując i sprzedając akcje zaledwie 20 spółek. Ich aktywność jest więc relatywnie niska, ale wcale nie oznacza ucieczki z akcjonariatu małych i niepłynnych firm. Wręcz przeciwnie.
— Opinie o rychłej wyprzedaży małych i średnich spółek ze strony OFE są nieuzasadnione. Takiej podaży spodziewam się raczej w długim terminie — uważa Łukasz Jańczak, analityk BESI. Jego zdaniem, fundusze nie będą sobie chciały zaszkodzić, dołując kurs, dlatego proces zmniejszania zaangażowania będzie stopniowy i może potrwać nawet kilka lat.
— OFE ani nie kupują, ani nie sprzedają polskich akcji, stąd też wynika dzisiejszy marazm na GPW. Od roku drepczemy w miejscu. Uważam jednak, że wkrótce się to zmieni, bo fundusze będą chciały skorzystać na ożywieniu w gospodarce. Na celowniku znajdą się średnie spółki — przekonuje Piotr Szulec z Pioneer Pekao TFI.
Presja na wynik
Analitycy BESI szacują, że w 2015 r. transfer pieniędzy z ZUS do OFE sięgnie 2,7 mld zł. W tym czasie fundusze będą musiały przelać do ZUS 3,8 mld zł, ale tyle samo otrzymają z tytułu dywidend (przy założeniu 3-procentowej stopy dywidendy średnio dla portfela OFE).
— Jeśli uwzględnimy przychody z dywidend, to w tym roku saldo napływów i odpływów aktywów OFE się bilansuje, a nawet jest lekko dodatnie. Fundusze nie potrzebują więc wielkiej poduszki płynnościowej — przekonuje Łukasz Jańczak.
Zresztą zabezpieczenie mają już w postaci akcji zagranicznych, w których ulokowały łącznie ponad 10 mld zł. Dużo ważniejsze są dla nich stopy zwrotu, bo to one mogą być jedyną kartą przetargową w pojedynku z ZUS.
— W Polsce mamy ożywienie gospodarcze, a największym jego beneficjentem są małe i średnie spółki, dlatego nie wyobrażam sobie, żeby OFE miały zupełnie zrezygnować z inwestycji w tym segmencie rynku. Dodatkowo spodziewam się, że fundusze będą miały presję na rywalizację wynikami. Sprzyjać temu będzie brak obowiązku dopłaty do wymagalnej stopy zwrotu oraz tzw. okienka transferowe, które umożliwiają klientom przejście do ZUS — przekonuje Krzysztof Kuper, analityk Ipopema Securities.
W poszukiwaniu wartości
Analitycy uważają, że fundusze emerytalne będą celować w średnie spółki, z ekspozycją np. na rynki zagraniczne, lub inwestować w firmy, które miały przejściowe problemy, ale z sukcesem przeszły restrukturyzację i są nisko wyceniane. — Przykładem może być firma Bytom, która miała problemy finansowe, ale udało się jej wyjść na prostą — dodaje Łukasz Jańczak.
Na Bytom postawił ING OFE, który w połowie grudnia ubiegłego roku zwiększył zaangażowanie na WZA do prawie 10 proc. Największy fundusz emerytalny wspólnie z Avivą OFE jest zresztą najaktywniejszym inwestorem instytucjonalnym na GPW. W ostatnich tygodniach oba fundusze zwiększyły udział w akcjonariacie siedmiu spółek, i to niekoniecznie płynnych i dużych. Wśród nich znalazł się Tarczyński, Duon, Elektrotim, Graal i Libet. Na tę ostatnią postawił też PKO Bankowy OFE.
— Notowania spółki spadały pomimo dobrych wyników. O ile jeszcze jakiś czas temu firma była droga, tak teraz jej wycena stała się atrakcyjna. Dodatkowo Libet dokonał przejęcia, a także systematycznie zwiększa udział w sprzedaży produktów wysokomarżowych z segmentu premium. W spółce zaszły też zmiany właścicielskie, więc nic już nie stoi na przeszkodzie, aby spółka nabrała wiatru w żagle. Od półtora roku mamy do czynienia z boomem na rynku pierwotnym sektora budownictwa mieszkaniowego, a Libet wchodzi ze swoimi produktami na samym końcu procesu budowlanego. Uważam więc, że nadchodzą dobre czasy dla tej firmy — przekonuje Krzysztof Kuper.
W odstawce pojawiło się co prawda kilka mniejszych firm, jak 11bit Studios, North Coast czy ES-System, ale nie tylko. OFE PZU zmniejszyło zaangażowanie w Azotach, a ING OFE zszedł poniżej 5 proc. na WZA Asseco Poland oraz mBanku.