Dyskusja wokół funduszy emerytalnych w ostatnim czasie dotyczy ich możliwości inwestycyjnych i płytkości warszawskiej giełdy. Jeśli jednak wziąć pod uwagę, że fundusze dysponują już ponad 20 mld zł aktywów, a ostatnio obroty na rodzimym parkiecie sięgają zaledwie 220 mln zł, nie należy się dziwić. Reforma emerytalna zakładała przede wszystkim inwestycje OFE w akcje. Kupowanie papierów rządowych to repartycja, tyle że dokonywana przez instytucje prywatne. Fundusze emerytalne stały się więc ofiarami własnego sukcesu. Są wielkimi instytucjonalnymi inwestorami, a rynek stał się dla nich zdecydowanie za mały. „Pompowanie” kolejnych pieniędzy w GPW, szczególnie w kontekście spłaty zaległości ZUS rzędu 6,3 mld zł, może grozić pęknięciem kolejnej bańki.
Przedstawiciele OFE op-tują więc za zwiększeniem limitów inwestycji za granicą oraz pogłębieniem rynku. W sytuacji ograniczenia możliwości inwestycji zagranicznych, może wkrótce się zdarzyć się, że OFE skupią połowę akcji znajdujących się w wolnym obrocie. W efekcie funduszom pozostanie tylko strategia pasywna — buy and hold.
Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych optuje także m.in. za umożliwieniem inwestycji w instrumenty pochodne czy fundusze venture capital. Zdaniem Michała Rutkowskiego, dyrektora ds. zabezpieczenia społecznego na Europę i Azję Środkową w Banku Światowym, współtwórcy koncepcji reformy emerytalnej, pogłębienie rynku kapitałowego zależy również od decyzji prywatyzacyjnych. Tak duży inwestor, jakim są fundusze emerytalne, powinien być partnerem dla ministra odpowiedzialnego za prywatyzację.
Rząd natomiast jest niechętny zwiększaniu limitów inwestycji zagranicznych. Rynek nieskarbowych papierów dłużnych również rozwija się z oporem. Rząd zamierza wykorzystać pieniądze funduszy (czyli de facto około 8 mln Polaków) do inwestycji infrastrukturalnych. W ciągu czterech lat chce na nie przeznaczyć 180 mld zł, głównie na budownictwo mieszkaniowe i autostrady. Fundusze kupując długookresowe (okres zapadalności ma wynieść aż około 20 lat) papiery skarbowe i listy zastawne pożyczyłyby państwu na ten cel pewną część aktywów. Rodzi się pytanie — czy taki był cel zmiany systemu emerytalnego? Tym bardziej że dotychczas nikt w Polsce nie przygotował i nie realizował projektów infrastrukturalnych. Marek Belka, minister finansów, zapewnia, że nikt do niczego nie będzie zmuszany. Fundusze mogą wykorzystać tę sytuację do przeforsowania swoich propozycji zmian w ustawie o OFE.
W ubiegłym miesiącu, jakby na przekór koncepcji rządu, OFE zarabiały na inwestycjach w akcje. Styczniowy wzrost na giełdzie (WIG skoczył o 15,38 proc., a WIG 20 — o 19,6 proc.) spowodował, że osiągnęły drugi pod względem wysokości miesięcznej stopy zwrotu wynik w ciągu ostatnich 13 miesięcy. Średni wzrost jednostki wyniósł ponad 5 proc. (w październiku 2001 r. — o 7,97 proc.). Największe zyski przynosiły spółki z WIG 20 (w dużej mierze banki), które zajmują dominującą pozycję w portfelach OFE. Czołowe spółki z portfeli — PKN Orlen i Pekao, w które fundusze na koniec ubiegłego roku zainwestowały ponad 1 mld zł, w ciągu jednego miesiąca osiągnęły stopę zwrotu odpowiednio 18,9 i 29,5 proc. Najniższą stopę osiągnął fundusz Pekao, który na koniec grudnia w portfelu nie posiadał spółek z WIG 20. Potwierdza to opinie, że bez spółek z WIG 20 trudno konstruować dobry portfel.
Warszawski parkiet w lutym mocno wspierały OFE. A miały czym. ZUS przekazał im w styczniu 1068 mln zł, rekompensując niską kwotę przekazaną w grudniu. Nie były jednak podstawowym generatorem popytu na akcje. Wynika to z faktu, że największe OFE na koniec grudnia miały dużo akcji (około 30 proc.). Nie mogły więc znacząco zwiększać ich udziału w styczniu (według ustawy mogą inwestować nie więcej niż 40 proc. aktywów). To średnie i małe fundusze dokonywały zakupów w minionym miesiącu.