Michał Boni, szef doradców premiera, w środę twardo opowiedział się za głęboką reformą OFE, ale nie obniżaniem składki. Minister pracy i polityki społecznej się nie zraża i forsuje swój projekt, który zakłada: obniżenie do 3 proc. składki trafiającej do OFE, w zamian za zwiększenie składki przekazywanej do ZUS i zniesienie obowiązku przynależności do funduszu.
- Reformatorzy zakładali, ze OFE będą konkurowały pod względem portfela inwestycyjnego i opłat. Te mechanizmy nie zadziałały. Rozwiązania ustawowe nie zachęcają do konkurencji ani w inwestowaniu ani w opłatach. Jak pobudzić konkurencję? Dla mnie odpowiedź jest prosta – najlepiej zrobi to obywatel, jeśli będzie miał możliwość wyjścia z funduszy. Teraz system wygląda jak więzienie z 14 celami, możesz się przenosić między celami, ale na wolność wyjść nie możesz. Jeśli system jest bardzo dobry to OFE utrzymają członków, przekonają ich, ze działają dobrze. To w znakomity sposób poprawi konkurencyjność, staranie się o klienta. Nie jest prawdą, że wszyscy muszą być powiązani z rynkiem kapitałowym - przeciętny obywatel zajmuje się tym, co umie najlepiej, ale nie koniecznie uczestniczy w rynku kapitałowym – mówi Jolanta Fedak, minister pracy i polityki społecznej podczas Forum Zarządzania Aktywami.
Drugi z filarów koncepcji ministerstwa pracy oraz finansów to obniżenie z 7,3 do 3 proc. składki, która trafia do OFE i powiększenie o te 4,3 proc. składki, która trafia do ZUS.
- Obniżenie składki trafiającej do OFE wpłynie na bezpieczeństwo emerytur. Mniejsza część kapitału będzie się wahała pod wpływem koniunktury na rynku – mówi Jolanta Fedak.
Jednak prawdziwym motywem forsowania obniżenia składki do OFE jest kondycja budżetu. Z budżetu jest rekompensowana składka trafiająca do OFE, co znacząco powiększa deficyt. Aby sfinansować deficyt skarb państwa musi emitować obligacje, które potem kupują OFE. Zdaniem minister pracy taki system tylko generuje koszty.
- Koszty systemu są tworzone tu i teraz. A nie wiadomo jakie będą korzyści w długim okresie, ale raczej nie będą takie, jak mówią prognozy. Eskalowanie długu i lokowanie pieniędzy w dług jest zabójcze dla rozwoju gospodarczego, a to od niego będzie zależało zbilansowanie systemu w krótkim i długim terminie – mówi Jolanta Fedak.
Przedstawiciele towarzystw emerytalnych nie zostawiają suchej nitki na koncepcji.
- Obniżenie składki ma pomóc rządowi w obniżaniu długu. Ale to nadużycie. System emerytalny to zobowiązanie państwa wobec ludzi. Państwo ma wobec nich dług. System kapitałowy go nie powiększa, a jedynie ujawnia. To co płynie do funduszy jest odkrytą częścią długu, jest znane. Tego nie da się ukryć. To, co jest w ZUS-ie można przemilczeć, ale to przecież też jest zobowiązaniem. Tak robi wiele krajów, nie wlicza tego do zadłużenia. I w takiej sytuacji jesteśmy w gorszej sytuacji, bo my w statystyce krajowej wliczamy te zobowiązania do poziomu zadłużenia. I na tym polega nasz problem. Ministerstwo Finansów i Ministerstwo Pracy proponują, by znów schować zobowiązania w ZUSie. Ale to nie jest korzystne dla ubezpieczonych. Reforma wprowadza dywersyfikację, bo emerytura uzależniona jest od dwóch kont – jedno jest uzależnione od sytuacji na rynku pracy drugie od rynku kapitałowego. I to się sprawdza, w ciągu 10 lat, raz jedno przynosiło lepszy efekt, raz drugie – mówi Ewa Lewicka, prezes Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych.